Oddział leczenia nerwic (A) cz. I

chairs-58475_640W tym wpisie postanowiłem cofnąć się w tył, przedstawić dalszy ciąg swoich “przygód” z przeszłości i opisać moje doświadczenia, wrażenia oraz refleksje z pobytu na swojej pierwszej terapii stacjonarnej w jednym z kilku ośrodków terapeutycznych w Polsce, w których byłem.. W roku 1995 w zimie, po opuszczeniu szpitala psychiatrycznego, o którym pisałem na tym blogu trafiłem na oddział leczenia nerwic (dla rozróżnienia nazwę go powiedzmy oddziałem A)..Oddział zajmował, wliczając parter, 2 piętra (w budynku nie było oddziałów psychiatrycznych z chorymi psychicznie), a na nich dość duże 3-4 sale dla pacjentów, po ok 10-12 łóżek (nie pamiętam dokładnie), 2-3 sale różnej wielkości do przeprowadzania grupowych zajęć i psychoterapii, 2 małe salki, gabinety terapeutyczne do prowadzenia sesji indywidualnych, stołówka, aneks kuchenny, jednakże posiłki były dowożone z zewnątrz (ok 200-300 m) przez pacjentów (dyżury) dwukołowym wózkiem, trzeba było z nim jechać bardzo ostrożnie, aby z wielkich garów nie powylewała się zupa (nie cierpiałem tego!  ..) czytaj więcej

Budowanie trwałej abstynencji, czyli jak nie brać? cz.II

 swimming-79593_640...cd Na wszystko potrzeba czasu, nic przecież nie powstaje od razu i z niczego, ale uważam,że każdy dzień zbliża do celu i utrwala naszą trzeźwość…Pamiętam słowa lekomanki z którą korespondowałem w trakcie odstawiania leków i przez rok po ich odstawieniu (namiar e-mailowy otrzymałem od psychoterapeuty), miała wtedy 3 lata abstynencji, pisała mi, „aby do przodu!.. i nie przejmować się”), na terapii odwykowej uczono z kolei, aby żyć „na tu i na teraz” tzn w myśl schematu „okrutna przeszłość” – dzień dzisiejszy – „okrutne jutro” nie dołować się, nie rozpamiętywać złej, często przykrej przeszłości, która JUŻ nie istnieje oraz nie nastraszać się, nie nakręcać przyszłością, której JESZCZE nie ma, żyć dniem dzisiejszym i powtarzać sobie, dziś nie wezmę (nie napiję się), a jutro zobaczymy.Powrót do zdrowia w mojej ocenie często nie jest tylko jakimś jednym krokiem, skokiem, „przełamaniem się” i już…, lecz niejednokrotnie długim procesem rozciągniętym w czasie, na który składa się z wiele pomniejszych, drobnych zmian, które często nie są przez nasze oko w ogóle rejestrowane (wielu spośród uzależnionych to w moim mniemaniu czytaj więcej

Budowanie trwałej abstynencji, czyli jak nie brać? cz.I

577195_49744782Wczoraj był ładny dzień, ciepło jak na początek marca, słoneczko pięknie świeciło, tym razem to żona zaproponowała mi wyjazd z psem do lasu, od razu nerwowo zacząłem się zastanawiać, czy aby ostatnio nie byłem jakiś ponury, zrzędliwy, czepliwy (zdarza się mi niestety), czy nie dałem jej czymś popalić (?!).. i czy teraz nie zostawi mnie w tym lesie i z piskiem opon odjedzie (?!), no ale kto by gotował takie dobre obiady (?!) :) .. A tak poważnie to zestresowałem się nieco na początku w z związku z swoimi lękami agorafobicznymi, co prawda już mniejszymi, niż 5 lat temu, ale jeszcze obecnymi..Miałem obawy głównie dlatego, bo obudziłem się po nocy zmęczony i strasznie obolały, wciąż miewam sny, w których się bardzo dużo dzieje, społeczne, dynamiczne, czyli wszystko to, o czym staram się nie myśleć za dnia, czasem jest to też wynik jedzenia w nocy, “zajadania stresu”, co też mi się jeszcze zdarzam no i później organizm trawi .No, ale na godzinę przed wyjściem rozciągnąłem się wygodnie na łóżku, z mp3 na uszach, puściłem sobie i wykonałem cały trening progresywnej relaksacji Jackobsona, po którym poczułem się znacznie lepiej..  czytaj więcej

Objawy odstawienne, a głody lekowe (różnice)

file0001552156272 (1)..Ehh, chcąc nie chcąc, w końcu musiałem wybrać się do diabetologa, czekała mnie ta wizyta już od dawna (nie byłem u niego ok 3-4 lata! :( ..) Po odstawieniu benzodiazepin, nawrocie nerwicy społecznej i po tym jak dałem sobie „popalić” rzucając się OD RAZU na „głęboką wodę”, uznałem, że skoro nie mogę sobie SAM z swoimi lękami poradzić, to nic i nikt mi nie pomoże, ogólnie nie mam szans z chorobą (uzależnieniem, nerwicą, derealizacją), więc wycofałem się do „czterech ścian” i przez dłuższy czas na początku w ogóle unikałem jeśli tylko mogłem wszelkich wyjść poza dom, nie mówiąc już o miejscach publicznych..Nie poszedłem do zatłoczonej przychodni (co to to nie!), dla „fobika społecznego” z agorafobią to „wyższa szkoła jazdy”, umówiłem się po prostu na wizytę prywatną, na którą pojechałem na późniejszą godzinę, wieczorem, do gabinetu mieszczącego się wprawdzie w centrum miasta, ale bardziej dla mnie „przyjaznego”, do którego pojechałem z żoną. Asekurując się trochę połknąłem przed wyjściem hydroksyzynę o którą poprosiłem wcześniej swoją panią doktor z ośrodka.  czytaj więcej

Moja ostatnia detoksykacja – cz.II

 iStock_000006935624XSmallPrzepraszam za zwłokę, nie zawsze mam możliwość i czas pisać, w związku z tym dzisiejszy wpis jest znacznie dłuższy, niż poprzednie:).. W ubiegłą niedzielę, przed obiadem wybrałem się wspólnie z żoną i psem na wycieczkę samochodem do lasu (kilka km za miasto), było to zadanie terapeutyczne, w kwestii leczenia mojej fobii społecznej i agorafobii, ale też połączenie pożytecznego z przyjemnym, bo kontakt z przyrodą, a i pies mógł się wyszaleć..Zasadniczo było miło, spacer się udał, godzinę szwendaliśmy się po lesie, lęk na poziomie ok 40% (to moja subiektywna ocena w skali od 0-100 %, gdzie 0% to błogostan, zupełny brak objawów lęku, a 100% powiedzmy że, ostra panika, z zawrotami głowy, dusznościami i hiperwentylacją! :) ..), napięcie mięśni od umiarkowanego do średniego, zupełny brak derealizacji  pod koniec poczułem zmęczenie i trochę mnie „przydusiło”, musiałem wrócić do samochodu, zamknąć oczy i się trochę zrelaksować, ale ogólnie wyprawę oceniam pozytywnie. Mieszkam w centrum miasta (ok. 70 tys. mieszkańców), także dużego blokowiska, co przy moich dolegliwościach stanowi dla mnie wciąż problem. czytaj więcej

Moja ostatnia detoksykacja – cz.I

file5561343309770Odpowiadając na jedno z pytań, które zostało mi zadane na blogu, jak wyglądał mój ostatni detoks (?)..postanowiłem opisać swoją ostatnią detoksykację, może w kilku fragmentach się powtórzę z tym co pisałem w wcześniejszych wpisach (z góry przepraszam!), ale pomyślałem sobie, że może potrzebny jest taki skrót (który później rozwinę, przynajmniej w tych kwestiach, o których jeszcze nie pisałem lub pisałem bardzo ogólnie), skrót dla tych, którym zależy na szybkiej informacji, a nie mają czasu, ani ochoty czytać całego mojego bloga (szkoda i duża dla nich strata!) :( ..:), chcieli by wiedzieć ja ten mój detoks wyglądał, jakie błędy popełniłem trakcie, a jakie popełnili inni, a co mi pomogło, jak się czułem w trakcie,  a jak po zupełnym odstawieniu leków..Mówiąc w skrócie moje 14-sto letnie branie leków z grupy benzodiazepin można podzielić na 2 okresy : 9 lat brania Clonazepamu (głównie), na przemian z Xanaxem (Alprazolam), w coraz to wyższych dawkach (rozwój tolerancji) oraz 6 lat przyjmowania słabszego Cloranxenu (odpowiednik francuskiego Tranxene) w względnie już stałych dawkach. W przypadku Clonazepamu początkowa dawka wynosiła 4 mg i została mi przepisana przez psychiatrę, wraz z upływem czasu nastąpił stopniowy rozwój tolerancji, by w ostatnich latach dojść do dawek nawet 26-30 mg „Clona”/ dzień (uzależnienie od wysokich dawek).. czytaj więcej

Uznanie bezsilności w uzależnieniu od leków (benzodiazepin)

file1151340932146W ubiegłym tygodniu byłem na spotkaniu u specjalisty leczenia uzależnień i zaburzeń osobowości do którego uczęszczam regularnie na psychoterapię, i tu mała niespodzianka, po 5 latach od odstawienia benzodiazepin zdiagnozował u mnie sygnały nawrotu (choć coraz rzadziej, to zdarza się czasem, nie pierwszy i pewnie nie ostatni raz!), pogorszenie samopoczucia, wzrost poziomu lęku i ogólnego napięcia, urywkowe, przelotne myśli, marzenia na temat leków, dynamiczne, męczące sny, takie same jak miałem zaraz po odstawieniu benzodiazepin, a jednej nocy spociłem się cały (od stóp do głowy), co przypomina mi zlewne poty, które również miałem w tamtym czasie..Na pytanie co mam robić?! Dowiedziałem się, że przede wszystkim przetrwać.., trzymać się zdrowych zaleceń, dbać o „higienę życia”, regularnie jeść o względnie stałych porach, dbać o właściwy rytm dobowy, czyli funkcjonować w dzień, spać w nocy (kłaść się o przyzwoitej godzinie).Wracając do moich wpisów, to wczoraj na wieczornym spacerze z psem po osiedlu pomyślałem, że powinienem w tym momencie napisać tu coś o tym co nazywa się „uznaniem swojej bezsilności” w nałogu, to moim zdaniem ważna sprawa, między innymi od tego zaczęło się moje zdrowienie. czytaj więcej

Konsekwencje uzależnienia od leków uspokajających (benzodiazepin) cz.IV – ostatnia


001 cd.. Cel uświęca środki, dozwolone są drobnego lub średniego kalibru kombinacje, nie zawsze zgodne z przyjętymi normami i prawem, i jeśli to kogoś nie zabija lub wyraźnie nie krzywdzi, to jest to racjonalizowane, minimalizowane, rozgrzeszane, spychane do “tyłu głowy”. To co kto jest w stanie zrobić dla zdobycia substancji sądzę, że jest sprawą charakteru, jego sumienia, wartości moralnych, zaawansowania choroby (uzależnienia), tak, czy siak, granica ta stopniowo przesuwa się w kierunku coraz bardziej niebezpiecznym. 
Pamiętam 26 letniego narkomana, jednego z moich współtowarzyszy z pokoju, na jednym z oddziałów detoksykacyjnych na którym byłem, bardzo zniszczonego i przeraźliwie chudego, miał łóżko przy oknie, czuł się kiepsko, był pobudzony, miał różne bóle.. Któregoś razu założył się z kilkoma alkoholikami z oddziału, że załatwi im butelkę alkoholu i wniesie do szpitala..Jeśli dobrze pamiętam, to obiecali mu za to kilka ampułek tramalu. Chłopak skombinował jakąś bluzę i spodnie (był w piżamie), nie wiele myśląc wyskoczył przez okno z 1 piętra (był jeszcze parter i piwnica, której małe, górne okna wystawały do połowy, ponad chodnik), przebrał się, przebiegł przez trawnik, przeskoczył przez płot, poleciał do “ruskich” na rynek, kupił butelkę, po czym wrócił tą samą drogą jakby gdyby nigdy, nic.. czytaj więcej

Konsekwencje uzależnienia od leków uspokajających (benzodiazepin) cz.III

1245005_26465322cd. do zachowań nałogowych oraz koncentracji życia wokół leków. Na temat różnych zachowań nałogowych najwięcej do powiedzenia będą mieli na pewno specjaliści, którzy zajmują się na co dzień terapią leczenia uzależnień. Ja mam tu na myśli pojawienie się, w konsekwencji dłuższego zażywania leków uspokajających (benzodiazepin), takich zachowań, jak: mniejsze, większe kłamstewka, kłamstwa, manipulacje, sekrety, tajemnice, podporządkowanie swoich myśli i zachowań lekom, ich zdobyciu. System wartości z czasem stopniowo ubożeje, tabletka i jej zdobycie staje się coraz ważniejszą rzeczą dla uzależnionego, co można głównie zauważyć w momencie, gdy jej nagle zabraknie! Tak było ze mną, robiłem się niespokojny, gdy zapas leków kończył mi się, cała moja uwaga w tym momencie koncentrowała się obsesyjnie na tym skąd je wziąć, bo niepokój. niepewność nie pozwalały mi nie przejmować się i przejść nad tym problemem do porządku dnia. Zdarzały się też sytuacje, gdy z jakichś przyczyn nie mogłem zdobyć leków na czas (np ktoś mi odmówił wypisania recepty) wpadałem wtedy w panikę, robiłem się nerwowy. 

czytaj więcej

Konsekwencje uzależnienia od leków uspokajających (benzodiazepin)- cz.II

depression-242024_640cd..- niekorzystny wpływ benzodiazepin na życie seksualne

Mam tu na myśli osłabienie popędu seksualnego i / lub zaburzenia w tej sferze życia (np w przyp. mężczyzn kłopoty ze wzwodem lub jego utrzymaniem, kłopoty z orgazmem). Jako, że jestem w związku małżeńskim, a sam seks jest ważną dziedziną mojego życia, to w trakcie uzależnienia od benzodiazepin “jakiś” tam seks uprawiałem, ale dopiero wtedy, gdy tolerancja mojego organizmu na tyle wzrosła, że zdarzały się chwile, kiedy działanie leków było mniejsze, “jakiś seks”, bo jakby z mniejszym wyostrzeniem zmysłów, mniejszym podnieceniem, miałem też nieraz problemy z  osiągnięciem orgazmu, co było przyczyną mojej dużej frustracji i złego myślenia o sobie, jako mężczyźnie ..Ponieważ leki uspokajające (benzodiazepiny) nie tylko tłumią lęk i związane z nim przykre napięcie mięśniowe, ale też WSZYSTKO!! Pozytywne emocje i ekscytacje, radość, w tym napięcie seksualne też.Pamiętam prawidłowość, że po każdym detoksie lub w trakcie przebywania na jakimś oddziale nerwic lub ośrodku, gdy miałem przerwę w braniu leków, bo np odstawiono mi je (nawet tylko na jakiś czas) i gdy przyjeżdżałem na przepustki do domu mój popęd seksualny był wyraźnie silniejszy, powiem szczerze,że ogólnie zaczynałem silniej “reagować” na kobiety, nawet zbyt silnie, wszystko było takie wyraźne.. czytaj więcej