UA-43269020-1

Nawrót choroby nałogowej cz.III (lista sygnałów ostrzegawczych)

paper-670782_1280-crop do kompresjii (1) (1)

W poprzednim wpisie obiecałem podać listę sygnałów ostrzegawczych zebranych do kupy, które zwykle poprzedzają zbliżający się nawrót, który nie pojawia się nagle, lecz jest zazwyczaj stopniowym procesem, dzięki czemu można używając takiej listy, samemu zdiagnozować, że coś jest nie tak i udać się po pomoc np. do Ośrodka Leczenia Uzależnień, do terapeuty, pojechać na tzw „nawroty” (Łuków), czyli co miesięczne zajęcia w ośrodku organizowane dla absolwentów terapii, zarówno „świeżaków”, tych co dopiero skończyli terapię odwykową, jak również dla tych, którzy nie piją, nie biorą, są wolni od jakiejkolwiek otumaniającej substancji (stałej, czy w płynie) od lat, ale przydarza się im w życiu coś trudnego, złego, pogarsza się im samopoczucie i chcą dowiedzieć się o co chodzi i jak sobie z tym stanem poradzić.. Oczywiście jest tak, że nie wszystkie sygnały z listy występują u jednego człowieka, mogą wystąpić tylko niektóre, lub jakieś, których na liście np. nie ma, to sprawa indywidualna, czasem też ten problem wychwytuje psycholog, terapeuta, jeśli ma wiedzę i doświadczenie także w leczeniu uzależnień..

Często namawia się pacjentów, aby do takiej listy dopisali własne sygnały, o których wiedzą tylko oni..

Listy sygnałów ostrzegawczych, które do tej pory spotykałem były zwykle przygotowane na użytek terapii odwykowej leczenia uzależnienia od alkoholu..

Poniżej przedstawiam własną listę, która może być jakąś propozycją listy sygnałów ostrzegawczych poprzedzających nawrót lekomanii w tym rodzaju uzależnienia..

Lista ta, jak pewnie widać, jest standardową listą wykorzystywaną w leczeniu uzależnienia od alkoholu chyba w całej Polsce (ja otrzymałem ją na swoją prośbę od psychologa z WOTUAiW w moim mieście) i po prostu zamieniłem słowo alkohol, na leki.. Nie jest to oczywiście w tej wersji jakieś fachowe, zatwierdzone opracowanie, a zupełnie luźny, mój pomysł jako „czystego”, nie biorącego od 7 lat lekomana (nie alkoholika), ale jak cofnę się pamięcią w swoje bliższe lub dalsze wspomnienia, to nie które stany podane na liście sam przeżywałem, a w Całodobowym Ośrodku Leczenia Uzależnia od Alkoholu, w którym przebywałem 6 miesięcy we wszelkich zadawanych mi pisemnych pracach sugerowano mi, bym po prostu starał się zamieniać słowo alkohol, na słowo leki i już..

O to moja lista sygnałów ostrzegawczych zbliżającego się nawrotu:

I. Zmiany w samopoczuciu fizycznym.

1. Sporadyczne, krótkotrwałe występowanie „suchego kaca” – czujesz się jakbyś dopiero co odstawił leki, mimo iż od dawna nic nie zażywałeś (uczucie ssania, chęć zażycia leku, nadmierne pocenie się, drżenie całego ciała, niepokój, różne bóle itp.)
2.Czucie smaku lub jakby wrażenia, że się jest pod wpływem działania leku bez przyczyny.
3. Sny lekowe. Najczęściej śni się zażywanie leków (lub po prostu same leki) po obudzeniu trudno odróżnić, czy to był tylko sen, czy brałeś naprawdę.
4.Trudności z zasypianiem, bezsenność.
5.Utrata apetytu lub uczucie, że się jest wiecznie głodnym, nadmierne pragnienie.
6. Przemęczenie, poczucie osłabienia.
7. Bóle głowy i inne bóle bez określonej przyczyny


 II. Zmiany w samopoczuciu psychicznym.

1.Uczucie stałego napięcia i rozdrażnienia.
2. Narastanie uczucia złości bez określonego powodu. Trudności w jej rozpoznawaniu.
3. Huśtawka nastrojów od euforii do niezrozumiałego smutku.
4. Zwiększony niepokój, nieokreślone lęki.
5. Poczucie szarości i monotonii życia na trzeźwo (bez leków), poczucie nudy.
6. Zagubienie w sobie i rzeczywistości. Poczucie, że nie wiem, co się ze mną dzieje i nie rozumiem innych. „Odkąd nie biorę leków, świat stał się bardziej wrogi, obcy i niezrozumiały”.
7. Obojętność, apatia. „Nic mnie nie obchodzi, nic mi się nie chce”.
8. Nasilenie niezadowolenia z życia. „Odkąd nie zażywam leków, już nic mnie nie cieszy. Nie warto tak żyć.”
9. Poczucie bezsilności i bezradności. „Jestem uzależniony, nic z tym nie mogę zrobić. Za późno na poprawę tego, co w życiu zawaliłem”.
10. Użalanie się nad sobą. „Jestem nieszczęśliwy i nikt mnie nie rozumie, nikt nie docenia tego że nie nie biorę leków”.
11. Fantazjowanie i myślenie życzeniowe. Ucieczka od realnego życia.
III. Zmiany w trybie życia

1. Przepracowywanie się.
2. Utrata konstruktywnego planowania własnego postępowania. „Nie uda mi się niczego przeprowadzić do końca. Wszystko mi się rozłazi”.
3. Zaniedbywanie zwyczajów panujących w domu. Np. nie przychodzenie bez ważnego powodu o zwykłej porze na obiad, nie wykonywanie obowiązków domowych.
4. Ucieczka w samotność.
5. Powracanie do takiego trybu życia, który zwykle prowadził do powrotu do brania leków.( Np. odwiedzanie miejsc, które w jakiś sposób były związane z braniem lub zdobywaniem leków, spędzanie świąt bez rodziny itp.)

Zmiany w stosunkach z ludźmi.

1. Coraz większa ilość konfliktów z innymi ludźmi.
2. Nieuzasadnione pretensje do wszystkich.
3. Irytowanie się na członków rodziny i przyjaciół bez powodu.
4. Wzrost kontaktów z ludźmi którzy nie wiedzą, że jestem lekomanem i że się leczę.
5. Odrzucanie pomocy innych ludzi. „Poradzę sobie sam”.
6. Zajmowanie się innymi, a nie sobą. „To on ma problemy. Muszę uważać żeby nie zaćpał”.

7. Uporczywe próby narzucenia trzeźwości innym, złość na ludzi, którzy zażywają leki.
8. Wzmożona podejrzliwość i nieufność, zwłaszcza do terapeutów, kolegów z grupy terapeutycznej i innych osób związanych z leczeniem.

V. Myślenie i zachowania lekowe


1. Powrót do zaprzeczania własnej chorobie. „A może nie jestem uzależniony ? Warto sprawdzić, czy zażycie jednej tabletki mi nie zaszkodzi”.
2. Zaprzeczanie problemom. „Wszystko układa mi się wspaniale. Leki uspokajające, uzależnienie od nich nie stanowią już dla mnie żadnego problemu”.
3. Przekonywanie samego siebie o niezłomności decyzji o niebraniu. „Jestem stuprocentowo pewien, że już nigdy nie zażyję żadnej tabletki”.
4. Opory i bronienie się przed dalszą pracą nad własną trzeźwością. „Nie biorę, wiec dalsze leczenie jest mi już niepotrzebne”.
5. Nieregularne chodzenie na grupę, unikanie mitingów AL, AN, AA
6. Rozmyślanie o braniu kontrolowanym. „Oczywiście ja nie mogę zażywać benzodiazepin, ale jakby to było wspaniale, gdybym nauczył się brać kontrolowanie”.
7. Częste, niekiedy natrętne myślenie o lekach
8. Odwiedzanie miejsc, gdzie się załatwiało leki (znajomych lekarzy, aptekarzy, dealerów)
9. Szukanie fizycznego kontaktu z tabletkami. Załatwianie recept, kupowanie leków na wszelki wypadek. Załatwianie leków innym.
10. Atrakcyjne wspomnienia z czasów brania.
11. Chwalenie się, ile kiedyś mogłem połknąć leków i jak wtedy było wspaniale.
12. Rozluźnienie kontaktów z ludźmi, którzy nie biorą lub już nie biorą i powrót do kontaktów zerwanych z powodu podjęcia leczenia. „Przecież nie mogę żyć jak odludek”.
13. Szukanie przykładów na to, że leczenie jest nieskuteczne.
14. Przerwanie leczenia.

 

Nawrót choroby nałogowej cz. II

unhappy-389944_1280-crop (1) (1)

No to mamy listopad, czyli jesień w pełni.. ponoć trudny okres dla osób neurotycznych, lękowych, depresyjnych, dlaczego (?).. ano pewnie dlatego, że pogoda się psuje, za oknami robi się szybko ciemno..

Roślinność traci swój piękny koloryt, znika zieleń, liście spadają z drzew, widać gołe, suche gałęzie, wszystko na zewnątrz obumiera, no i wiadomo, brak słoneczka.. Choć bywa tak, że czasem się ono pojawia, ale już nie tak często. Wprawdzie jest na świecie bardzo wielu entuzjastów jesieni, ale ja zdecydowanie do nich nie należę (przynajmniej na razie). Ciemno za oknami, to od razu ciemniej w głowie, co przekłada się czasem na to, że jest ciemniej w emocjach, uczuciach, sercu..

Jak sobie z tym radzę (?). jeszcze nie tak dawno „ulegałem” tym szarościom, łapałem jakieś„zawiasy”, mniejsze, większe dołki, doły, bywało, że snułem się po ciemnym mieszkaniu nawet nie zapalając światła.. Teraz staram się jakoś nie dawać i wbrew polityce oszczędnościowej w moim mieszkaniu oświetlać mocno te miejsca gdzie przebywam, dobrze jest też słuchać radia, lub włączyć telewizor (podobno), choć by tylko po to, by „rozbroić” ciszę, szczególnie wtedy, gdy np. jesteśmy w domu sami..

Słyszałem też, że ogólnie w okresie jesienno-zimowym dobrze jest nie żałować sobie światła, to po 1. (ponoć są nawet jakieś terapie, podczas których naświetla się pacjentów specjalnymi lampami), po 2. myślę, że warto sobie też znaleźć jakąś aktywność fizyczną w domu lub poza nim, fitness, siłownia, basen, spacer (ja planuję, oby na planach się nie skończyło), no i wiadomo, jak ktoś nie ma problemów w kontaktach z ludźmi, to przebywać jak najwięcej wśród nich, by zwalczać samotność, jak ktoś ma (tak np. jak ja – fobik społeczny) robić wszystko,by tą przykrą, smutną rzeczywistość jakoś zmienić.. to tyle o jesieni..

Witam po dłuższej przerwie (i od razu startuję z dwoma wpisami) spowodowanej zmianami na moim blogu.. ”zamontowałem” nowy szablon (szatę graficzną), który jest dość skomplikowany i wymagał ode mnie laika kilkunastu godzin przestudiowania, rozwijam też trochę swoją podstronkę kulinarną, niedługo też powinien ukazać się artykuł o lekomanii między innymi z moim skromnym (anonimowym) udziałem, moja historia i historia pewnej kobiety, nasze wynurzenia i refleksje ..

Jest to trochę, powiedzmy, tak jakby wspólne „dzieło” reportersko – bloggerskie 🙂 stworzone dzięki inicjatywie i uprzejmości Pani dziennikarz Anety Wawrzyńczak..

W której to będzie gazecie (?) jeszcze nie wiadomo, która go zechce (?) Pani Aneta jest reportażystką – freelancerem, pożyjemy, zobaczymy..

Za ok 1 tydzień ma także być emitowany program w TVN Style (Miasto Kobiet) o lekomanii, ponoć z udziałem ludzi uzależnionych od leków i specjalistów – też byłem zaproszony, ale odmówiłem – za to „dałem się nagrać” przez telefon i ponoć zostanie puszczony fragment tejże rozmowy + pokazana na wizji moja stronka lekomaniablog.pl, tak przynajmniej ma być wg ustaleń i obietnic..

Tak, czy siak jest więc duża nadzieja, że problem lekomanii będzie powoli w Polsce nagłaśniany, bo trzeba przyznać, że w ostatnim czasie zainteresowanie mediów tym tematem znacząco wzrosło.

Kontynuując wątek mojego nawrotu, od momentu, w którym przerwałem w poprzednim wpisie, wspomnę, że w moim przypadku jego przyczyną mogło być jedno i drugie, czyli z jednej strony czarne wizje z piętrzącymi się (głównie w mojej głowie) nadchodzącymi, konkretnymi wydarzeniami, jak również monotonia, zniechęcenie brakiem (w moim odczuciu), konkretnych, zadowalających efektów w leczeniu mojej nerwicy, do tego okres jesienno-zimowy, który jak już wspomniałem dla neurotyka jest zwykle trudny, tak czy siak, o czym już pisałem wzrósł znacząco poziom lęku uogólnionego, manifestujący się u mnie głównie w postaci przykrego

napięcia w różnych partiach ciała (wzmożony bolesny zacisk szczęk, ból w podbrzuszu, drętwienie rąk i nóg)..

Wiedząc, że nie mogę przyjmować benzodiazepin zacząłem podświadomie szukać ulgi w różnych zwykłych tabletkach przeciwbólowych typu pyralgina, metafen łudząc się, że to w ogóle coś pomoże, jak również w niby nieuzależniającej Hydroksyzynie (lek uspokajający z innej grupy, niż benzodiazepiny, który 1-2 razy w roku stosowałem, gdy musiałem pojechać np. do banku, ZUS-u)..

Jednakże zacząłem jej konkretnie nadużywać, tzn na własną rękę, bez zaleceń lekarskich przyjmować codziennie, na początku 25 mg, później dawka wzrosła do 50 mg/ dzień..

Czasem też łykałem lek przeciwbólowy w połączeniu z Hydroksyzyną, taki „mix”, czyli typowe zachowania człowieka uzależnionego, testowanie, eksperymentowanie z substancjami w celu uzyskania jak najlepszego „efektu”!

Jednakże tak naprawdę ani te leki przeciwbólowe, ani Hydroksyzyna nie pomagały, gdyż zdałem sobie po miesiącu sprawę (na terapii), że tak naprawdę, to szukam podświadomie w nich rozluźniającego, miorelaksacyjnego działania, mojego „ulubionego”, lecz zabronionego mi Clonazepamu ! Wiedziałem, że tego ostatniego mi nie wolno, więc szukałem podświadomie ulgi w innych lekach.. Pisząc o nietypowości mojego nawrotu miałem na myśli to, że oprócz chemii, nieświadomych poszukiwań tabletkowych, zacząłem również uciekać w internet, netoholizm (uzależnienie behawioralne)..

Ten rodzaj uzależnienia może szczególnie grozić osobom cierpiącym na fobię społeczną lub agorafobię, takim jak np ja, które „utkwiły” w domu i próbują sobie coś rekompensować, lecz bynajmniej nie chodzi tu o cały internet, tylko pewną jego część jak np. portale społecznościowe, fora, chaty, gry online, gry komputerowe, strony XXX i inne aspekty (więcej na ten temat znajdziesz na mojej podstronie (netoholizm)..

Wielokrotnie ulegałem „zassaniu” w wirtualną rzeczywistość, wirtualne kontakty, dyskusje na forach internetowych, jakich jest cała masa w sieci, które odciągały moją uwagę, a wszystko po to, aby uciec od cierpienia, czy monotonii, które wtedy przeżywałem, od czarnych scenariuszy, które w głowie budowałem dodatkowo wspierając się w/w lekami, które jednak nie pomagały, bo bolesne napięcie jest wynikiem objawów lęku, powodujących skurcz mięśni szkieletowych, a nie np. ich stanu zapalnego, a po Hydroksyzynie robiłem się tylko zamulony i ospały, traciłem ochotę do robienia czegokolwiek, szedłem spać, dodatkowo hydroksyzyna wzmaga apetyt, co dla mnie cukrzyka jest ostatnią potrzebną rzeczą.. 

Wstyd powiedzieć, ale kilka razy próbowałem eksperymentów z Haloperidolem (stary, pełen „uboków” neuroleptyk), wmawiając sobie, że skoro ten lek był stosowany w psychiatrykach jako „farmakologiczny kaftan bezpieczeństwa”, to mnie on jakoś uspokoi, otumani, pozwoli przetrwać trudne chwile, do nadchodzących wydarzeń, lecz później, jak się „wyspowiadałem” ze swoich ekscesów psychologowi i pani doktor psychiatrze, to się tylko uśmiechnęła pod nosem i powiedziała mi, że ten ostatni lek, to bardzo ciężki lek i jednym z jego ubocznych działań są często stany spastyczne nadmiernego napięcia mięśni, czyli zasadniczo zamiast polepszyć, to mogłem sobie bardzo pogorszyć i tylko nasilić objawy, a ponoć mówi się, że głupota nie boli, czy aby na pewno (?)..Na szczęście wziąłem ten lek tylko kilka razy w najmniejszej możliwej dawce i to podzielonej na pół, a później resztę spuściłem w muszli klozetowej..

Na szczęście, wszystko skończyło się w miarę szczęśliwie, ale niestety jakiś czas dochodziłem do siebie, bo tak się zabunkrowałem w domu, spędzając większość czasu albo przy komputerze albo koncentrując się na podstawowych obowiązkach domowych, że później jak już wyszedłem, drażniły, przytłaczały mnie zewnętrzne bodźce, światło, ruch, hałas coś co już zasadniczo miałem unormowane..

Nawrót choroby nałogowej cz.I

rain-122691_1280-crop-TEN

W którymś z ostatnich wpisów obiecałem wspomnieć coś o swoim jesienno-zimowym nawrocie, którego nierzadkie pomruki wciąż odczuwam..Na ten okres (nawrót) zapał do leczenia fobii społecznej i agorafobii osłabł, praca nad leczeniem nerwicy wyraźnie ustała, zastój, „martwica”, znaczące pogorszenie samopoczucia, wzrost poziomu lęku, przykrego napięcia mięśniowego, które z umiarkowanego, stało się uciążliwe..

Ale zanim o tym chciałbym na początku wnieść kilka pozytywów i parafrazując słowa piosenki Wojciecha Cugowskiego a po nocy przychodzi dzień, dodać od siebie, że po jesieni, zimie, przychodzi lato, tak i pewne problemy, które czasem się nam piętrzą wydając się nie do rozwiązania pryskają jak bańka mydlana okazując się drobnostką, „małym pajączkiem”, którego rzucał duży cień z oddali i zdawał się być potworem..

 – Walka z fobią społeczną

Tak więc lato w pełni, a ja mam za sobą już parę kilku kilometrowych wycieczek rowerowych po mieście, na moim ulubionym, „srebrnym szerszeniu”, z kołami 28” i aluminiową ramą (wspominałem o nim już wcześniej), jest to z jednej strony prawdziwa przyjemność, o której od dawna marzyłem, z drugiej punkt psychoterapii, zadanie, które mam regularnie co 2-3 dni wykonywać..Od razu powiem, że nie jest, ani nie był to żaden przymus, a mój własny pomysł, tj. ja wyraziłem chęć i gotowość, terapeuta „przyklepał”:), namawiał, by iść „za ochotą”, lecz ostrzegał przed nadmierną brawurą i ciągotami, by nadrobić stracony czas.

Druga rzecz, zmieniłem pory spacerów z psem z późno wieczorowej, na dzienną, ok 16.00, wcześniej, co tu dużo mówić, ukrywałem się w ciemnościach przed ludźmi, których jest sporo, bo mieszkam w samym środku największego blokowiska, w dodatku blisko centrum miasta

Chce wspomnieć jeszcze o jednej miłej rzeczy, która mnie kilka dni temu spotkała, otóż zapragnąłem nagle wybrać się z rodziną nad wodę, poopalać się choć przez chwilę, nie byłem na żadnym takim wypadzie dobre parę lat.. Rodzina (żona, córka) chętnie podchwyciła mój pomysł i następnego dnia wyruszyliśmy samochodem wszyscy nad małe jeziorko, przystosowane, przez lokalnych, kreatywnych, do kameralnego wypoczynku..

Nieduży lasek, a za nim kąpielisko, kawałek piaszczystej plaży,  jakiś lokal gastronomiczny z frytkami, grillem, rowery wodne, huśtawki dla dzieci nad wodą, było super, wprawdzie wciąż ukrywam się pod czarnym okularami przeciwsłonecznymi, ale po raz pierwszy od kilku lat kąpałem się w wodzie (bez okularów :)..), przebywałem w sporej grupie ludzi:), odnoszę wrażenie, że dzięki terapii powoli łapie dystans do pewnych spraw, co dla chorobliwego perfekcjonisty jakim byłem jest raczej istotną rzeczą..Dystans do siebie, do ludzi, do świata, do swoich słabości, chorób (fobii, cukrzycy) ich akceptacja paradoksalnie może przyczynić się do szybszego zdrowienia..

  Co to jest nawrót?

Wracając jednak do wątku na początku chciałbym napisać co oznacza pojęcie nawrót (?) Nie zamierzam jednak tu podawać jakichś ścisłych definicji z literatury, postaram się jedynie opowiedzieć własnymi słowami jak ja to rozumiem

Po raz pierwszy spotkałem się z określeniem „nawrót” w całodobowym ośrodku leczenia uzależnienia od alkoholu w Łukowie, w którym kiedyś przebywałem podejmując kolejną próbę leczenia uzależnienia od leków.. Do tego ośrodka odwykowego zostałem kiedyś skierowany przez lekarza psychiatrę, choć nie jestem alkoholikiem, niestety nie było wtedy oddzielnych terapii, ani miejsc do leczenia dla uzależnionych od leków uspokajających (wciąż chyba nie ma)..

Nawrót wg tego co obecnie wiem jak sama nazwa wskazuje jest nawrotem choroby nałogowej po jakimś okresie abstynencji..może to być krótka abstynencja, albo długa, nawet wieloletnia.. Dotychczas z pojęciem nawrotu spotkałem się jedynie w odniesieniu do terapii leczenia alkoholizmu, ale skoro ja nie jestem i nigdy nie byłem alkoholikiem, narkomanem, jestem uzależniony tylko (i aż) od leków uspokajających, i skoro ten stan, wraz z swoimi charakterystycznymi cechami i sygnałami (tzw sygnały ostrzegawcze) dopadł i mnie, i to nie pierwszy raz w ciągu mojej już prawie 7 letniej lekowej abstynencji, pozwala mi to wysnuć przypuszczenie (tezę), że nawrót nie jest stanem zarezerwowanym wyłącznie dla uzależnienia od alkoholu, ale może dotyczyć ogólnie nałogowości, choroby nałogowej w szerszym znaczeniu, bez względu na rodzaj przyjmowanej chemii (?)..

Przy okazji wtrącę w tym miejscu jedną swoją myśl, mianowicie: biorąc pod uwagę całą swoją przeszłość i liczne doświadczenia związane z uzależnieniem od leków uspokajających zaryzykuję i postawię drugą tezę, mianowicie: że ten rodzaj uzależnienia (mam tu na myśli także ludzi z stanami lękowymi, nerwicą, fobią, którzy poszli do specjalisty i uzależnili się nieświadomie na skutek jatrogennego błędu lekarza lub/i własnego zlekceważenia zaleceń), pomimo różnic w pewnych obszarach i swojej specyfiki, na poziomie psychologicznym rządzi się podobnymi, jak nie takimi samymi, podstawowymi mechanizmami, co np. choroba alkoholowa ..Na temat narkomanii, czy innych nałogów, np. behawioralnych nie będę się wypowiadał, bo nie mam żadnych doświadczeń w tym temacie.

Jak już wcześniej wspomniałem nawrót nie oznacza od razu powrotu do łykania tabletek lub do picia alkoholu.. może tak być, ale nie musi..Nawrót w porę zdiagnozowany, wyłapany, uświadomiony, przepracowany może „rozejść się po kościach” nie wyrządzając żadnych szkód.. Nie jest to niestety prosta sprawa, bo na poziomie świadomym jest to trudne do zauważenia, szczególnie u siebie, na szczęście nawrót choroby nałogowej ma to do siebie, że rozwija się zwykle powoli i poprzedzają go tzw sygnały ostrzegawcze, tj pewne zmiany w samopoczuciu fizycznym, psychicznym, zmiany w trybie życia, w stosunkach z ludźmi u człowieka uzależnionego, które jeśli zostaną zignorowane mogą prowadzić to rozwinięcia się, w tym konkretnym przypadku, do myśli i zachowań zmierzających do zdobycia i zażycia leku (zagadnienie sygnałów ostrzegawczych rozwinę w drugiej części cyklu wpisów „Nawrót”)

Mój nawrót zaczął się na jesieni i nie był do końca typowy (o tym za chwilę), związany był z spiętrzeniem kilku trudnych wydarzeń, które czekały mnie w nadchodzącym roku i różnych dodatkowych sytuacji, negatywnych emocji, które wokół nich narosły..Nawrót tworzy się zwykle wokół „czegoś”, z tym że mogą to być konkretne, bardzo trudne wydarzenia życiowe lub w prost przeciwnie, może to być monotonia, szarość dnia codziennego i nuda, którego człowiek uzależniony, przyzwyczajony raczej w trakcie swojego nałogu do skrajnych stanów typu: silna, skrajna emocja (1 ekstremum), złość, gniew, lęk, rozdrażnienie, przerażenie, panika, ekscytacja, – (2 ekstremum) ulga, ale i otumanienie, nadmierna senność, przyćpanie, nie trawi, nie toleruje, ciężej znosi niż normalny, zdrowy, przeciętny człowiek, więc czasem jego psychika podświadomie zatęskni, bo „nałogowa maszynka” włączy się samoistnie..cdn