UA-43269020-1

Uzależnienie od leków – wspomnienia z terapii cz. II..

uzależnienie od leków

Zanim dalej będę pisał o uzależnieniu od leków wspomnę tylko, że wczoraj kolejna rundka na rowerze, po moim mieście, mam nadzieję, że zacznę jeździć już regularnie..oby! Lubię rower, lecz późno w tym roku zacząłem sezon, gdyż sporo przytyłem w  ostatnim okresie.. Niestety latka lecą (w lipcu stuknęło 47 l), przemiana materii zwolniła, a jak dodać do tego kompulsywne, nałogowe zażeranie stresów, które niestety wciąż zdarza mi się (noc), to zanim się oglądnąłem wyrósł mi duży brzuch i co teraz (?!) ano dodatkowy „balast” do mojej fobii społecznej, która wprawdzie powoli chyba mija, ale takie rzeczy raczej nie pomagają.. (więcej…)

Uzależnienie od leków uspokajających – wspomnienia z terapii cd..cz I

uzależnienie od leków

Przepraszam, za kolejną przerwę w pisaniu, jak widzę taki rodzaj mojego wstępu staje się powoli jakaś normą, co mnie trochę martwi:(.., na swoje usprawiedliwienie mam to, że dostałem kolejną propozycję podzielenia się swoimi doświadczeniami w artykule traktującym o uzależnieniach od benzodiazepin, przygotowanym dla jednego z pism – Tygodnik WPROST wydanie 10/2016 (1727) Tekst autorstwa Katarzyny Szydłowskiej – Kalukin ukazał się zarówno w wersji papierowej gazety, jak i elektronicznej (tutaj..) i moim zdaniem jest naprawdę fachowy i przede wszystkim prawdziwy..niestety. Wiele czasu zajmuje mi także korespondencja z Wami i choć bardzo sobie ją cenie, to nie na wszystkie maile jestem w stanie odpowiedzieć, za co z góry przepraszam!

Przechodząc już do wpisu chciałbym dzisiaj przedstawić ciąg dalszy moich wspomnień:

Po pobycie w szpitalu Komorów (przełom 1998-1999 r) jeździłem jeszcze kilka razy do Pani doktor M., która, jak już wspomniałem, przez okres pobytu miała mnie pod swoją opieką.. Spotkania odbywały się w jej domu, również w Komorowie. Nie była to jednak żadna terapia, tylko konsultacje w sprawie leków, tych dozwolonych, Pani dr M. była specjalistą psychiatrą.. Jak wspomniałem w ostatnim wpisie o Komorowie przyjechałem do ośrodka na dawce 20 mg Clonazepamu / dzień (!!), a po 3-4 miesiącach pobytu, terapii „wypuszczano” mnie na 1 mg „Clona”/dzień, uzasadniając ten fakt w ten sposób (słowa lekarza), że taka ilość leku już mi nie zaszkodzi i właściwie nie ma już wielkiego znaczenia.. To stwierdzenie Pani doktor argumentowała to tym, że są ludzie, którzy biorą ten lek na padaczkę w takiej dawce do końca życia (Clonazepam to stary lek przeciwpadaczkowy) i nic się nie dzieje..

Nie pamiętam już, czy ja sam nie chciałem, nie byłem gotowy odstawić leku do zera i o tym lekarzowi wspomniałem (?), czy to lekarz psychiatra lub ktoś z grona terapeutycznego „wyczuł” między wierszami, że na ten czas to może być duży problem dla mnie i nie jestem gotów (?) nie wiem, w każdym bądź razie nikt nie namawiał mnie na całkowitą abstynencję..

Podejrzewam, że 7 tabletek Clonazepamu odstawiono mi od razu, dlatego, że nikt z kadry lekarskiej w szpitalu, będący przy zdrowych zmysłach, raczej nie miał ochoty brać odpowiedzialności, za wydawanie mi takiej ilości leków dziennie! No bo jakbym tak z jakiegoś powodu „ kopnął w kalendarz” (?) Wprawdzie ciało cierpiało, ale dawałem radę.., powtórzę się i powiem, że 6 mg Clona to i tak spora dawka leku, akceptowalna przez psychikę, ten fakt pozwalał mi pozostawiać wtedy w jako takiej równowadze..

Czy rzeczywiście 1 mg Clonazepamu / dzień już nie zaszkodzi uzależnionemu i można go brać nawet do śmierci (?).. Wg mojej aktualnej wiedzy odpowiedź na to pytanie jest dyskusyjna, pewnie inaczej odpowiedziałby lekarz, nie znający specyfiki, ani psychicznych mechanizmów uzależnienia, inaczej terapeuta uzależnień, inaczej zwykły psycholog (?). Można by zadać sobie drugie, analogiczne pytanie, czy 1 kieliszek alkoholu dziennie pity regularnie nie zaszkodzi alkoholikowi? pewnie z medycznego punktu wiedzenia nie, ale wszyscy wiemy jak to później bywa, w przypadku osoby uzależnionej od alkoholu

Owszem, fakt są ludzie, którzy przyjmują stałe dawki tego specyfiku do końca życia z powodu padaczki, lecz moim zdaniem to zupełnie inna „bajka”, ponieważ nie są to ludzie uzależnieni w sensie psychologicznym od substancji, ludzie z zaburzeniami osobowości, jakimiś problemami emocjonalnymi, cierpiący na stany lękowe, napady paniki, depresje pochodzenia psychogennego, lecz ludzie z epilepsją, czyli chorobą pochodzenia organicznego, uważam, że to zupełnie co innego..

Aktualnie sądzę, że stopniowe dążenie do całkowitej abstynencji, uzyskanie jej i utrwalanie jest stanem wprawdzie trudno osiągalnym i często poprzedza ją sporo walki z sobą, z swoimi słabościami, ale pożądanym i jest to o tyle lepszy stan, niż częściowa abstynencja, że o wiele trudniej jest sięgnąć wtedy po lek np w trudnych chwilach i się z tego łatwo rozgrzeszyć, niż gdy się przyjmuje stale 1 mg lub 0,5 mg benzo i ma się pigułki fizycznie na wyciągnięcie ręki, w domu, apteczce, w torebce..

Z swojej korespondencji mailowej wiem, że jest też grupa ludzi, która bierze leki w niskiej, terapeutycznej dawce, takiej jak zalecił lekarz, przez lata nie mając potrzeby jej zwiększania i nie są to ludzie cierpiący na padaczkę, lecz stany lękowe..Dlaczego jedni ludzie muszą brać coraz więcej, a inni przez lata biorą tyle samo (?) od czego to zależy (?) nie wiem.. Jak podaje w swoim słynnym już artykule prof. H. Ashton [tutaj..] uzależnienie od leków może objawiać u osób cierpiących na to schorzenie na dwa podstawowe sposoby, jako uzależnienie od stale rosnących i wysokich dawek, oraz uzależnienie od stałych, niskich, terapeutycznych dawek, czy któreś z tych dwóch rodzajów uzależnienia jest lepsze, od tego drugiego (?)

Osobiście przestrzegam, przed takim myśleniem..Wprawdzie, im leku jest mniej, tym trzeźwiej, bo dawka niska,więc lepiej, a sam lek po pewnym, zwłaszcza dłuższym okresie też już fizycznie zapewne nie działa, bardziej tu odgrywają rolę uwarunkowania i uzależnienie psychologiczne lecz gdy leku zabraknie tak samo się „wali świat”, często tak samo trudno jest go odstawić, jak to jest w przypadku uzależnienia od wyższych dawek..

Czasem tak się zastanawiam, czy w przypadku ludzi uzależnionych od alkoholu nie jest podobnie (?) tzn część z nich pije dużo, czasem na umór, do nieprzytomności, a są tacy nie mają takiej potrzeby, co piją 1-2 drinki ale codziennie, regularnie i też popadają w uzależnienie..

W przypadku benzodiazepin moim zdaniem oba rodzaje uzależnień tak samo blokują procesy poznawcze, ponieważ człowiek nie podejmuje właściwego leczenia, gdyż terapia (psychoterapia) staje się mu nie potrzebna, nie szuka jej, co pewnie by zrobił, gdyby nie dostał benzodiazepin i czuł się nadal źle, lecz jako, że na lekach „jakoś” jest, a na początku nawet super, nie robi nic w tej sprawie, nie usuwa przyczyn problemów, nawet jak dokona czegoś w życiu sam, co mogłoby podnieść jego poczucie wartości, to i tak myśli, że zawdzięcza to lekom..

W kolejnym wpisie dotyczącym mojej przeszłości postaram się wspomnieć o pewnych innych czynnikach, które sprawiły, że po powrocie z ośrodka wróciłem do nałogu cdn..

Leczenie lekomanii, psychoterapia nerwicy – Szpital Komorów cz. III

Oddział Leczenia Zaburzeń Nerwicowych w Komorowie,

Do Komorowa przyjechałem będąc na sporej dawcę leków uspokajających, z grupy benzodiazepin (Clonazepamu), jeśli dobrze pamiętam, to była to nawet dawka 10 tabl 2 mg/ dzień, czyli 20 mg Clonazepamu / dzień !! Wiedziałem, że znów będą mi je odstawiać, bałem się tego, ale też miałem nadzieję, na to, że może to miejsce coś zmieni w mojej sytuacji.. (więcej…)

Leczenie lekomanii, psychoterapia nerwicy – Szpital Komorów cz. II

 

psychoterapia,

Wracając do opisu mojego pobytu w Ośrodku Leczenia Zaburzeń Nerwicowych w Komorowie  wspomnę, że na początku nie miałem przydzielonego żadnego psychologa, terapeuty, byłem przydzielony na spotkania indywidualne do pani doktor M., która była psychiatrą..

Po jakimś czasie, mniej więcej w połowie pobytu przydzielono mi młodego, dość dobrze zapowiadającego się (tak teraz to widzę), zaangażowanego w moje leczenie psychologa, który został świeżo zatrudniony prawdopodobnie na staż, ale chyba nie było specjalnej ciągłości w mojej terapii indywidualnej, myślę też, że to co działo się na sesjach było dobre, ale niedokończone, nie przypominało też zbytnio takich rodzajów psychoterapii jakie obecnie znam, w jakiej uczestniczyłem lub aktualnie uczestniczę (psychoterapia psychodynamiczna, psychoterapia behawioralno – poznawcza), no ale był to rok 1998, przeszło 18 lat temu!

Dugą podstawową formą oddziaływania terapeutycznego w tamtym okresie, była terapia grupowa i to na niej skupiała się kadra terapeutyczna..Nie wiem jak jest obecnie,ale z tego co widziałem na stronie szpitala zmienili się członkowie dyrekcji, poprzednia ekipa odeszła, część osób została, przybyło natomiast psychologów, certyfikowanych psychoterapeutów [patrz tutaj..], co moim zdaniem cieszy i wróży dobrze dla skuteczności leczenia w tym ośrodku.. Po latach udziału w różnych formach leczenia mam obecnie przekonanie, że wszelkiego rodzaju nerwice, fobie, depresje na podłożu psychogennym, zaburzenia osobowości, zaburzenia odżywiania, uzależnienia powinno leczyć się przede wszystkim psychoterapią, jako główną, najskuteczniejszą i zalecaną metodą leczenia tych schorzeń, plus wspomagająco leki..

Obecnie, czytając czasem różne opracowania naukowe, spotkałem się z stwierdzeniami, że najlepsze efekty lecznicze aktualnie przynosi tzw terapia kompleksowa, czyli łączenie oddziaływania psychoterapeutycznego z farmakoterapią, lecz nie mam tu bynajmniej na myśli przewlekłego stosowania leków z grupy benzodiazepin..

Podczas psychoterapii grupowej w Komorowie podobnie jak w poprzednim ośrodku, w którym byłem tj klinicznym Oddziale Leczenia Nerwic w Lublinie siadaliśmy na krzesłach w kole na dużej sali (inna grupa miała zajęcia w mniejszej salce i zasiadała podobnie w kręgu, tylko że na materacach)..w centrum sali zasiadało zwykle dwóch psychoteraputów, którzy czuwali nad tym, co się działo w trakcie zajęć, jak również odnosili się w kwestiach kluczowych podczas omawiania problemów.. Tutaj podobnie jak na poprzednim oddziale nerwic na którym byłem każdy kolejno opowiadał „swoją historię”, mówił o swoich problemach, objawach, to co chciał i potrafił powiedzieć..zwykle jedna terapia grupowa była poświęcona jednej osobie, która później otrzymywała informacje zwrotne od zarówno od całej grupy, jak i psychoterapeutów..

W Szpitalu Komorów w okresie mojego pobytu oprócz psychoterapii grupowej oraz indywidualnej leczenie polegało również na uczestnictwie w społeczności szpitala w skład której wchodzili zarówno pacjenci jak i personel ośrodka..W ramach tej społeczności pacjenci wykonywali różne obowiązki i zadania, pełnili określone funkcje i dyżury, które były przydzielane okresowo w trakcie zebrań tejże społeczności na zasadzie wyborów, które odbywały się co tydzień w dużej, głównej sali ..

Podejrzewam, że w/w społeczność miała symulować, naśladować normalną rzeczywistość, prawdziwe życie, aby w trakcie turnusu móc między innymi także w taki sposób wyłuskać problemy pacjentów, by móc później je np. omówić i przepracować na terapii grupowej i znaleźć wspólnie rozwiązanie..

W ramach tej  społeczności terapeutycznej wybierano samorząd, który zajmował się np. organizowaniem wyjść na miasto (do kina, do teatru), cotygodniowych dyskotek, wieczorków np. przy słuchaniu muzyki, czasem ognisk, zajmował się też przydzielaniem wspomnianych dyżurów np. w kuchni, przy zmywaniu wszystkich naczyń, po każdym posiłku lub rozkładaniem talerzy i sztućców na stołach, roznoszeniem posiłków..

Jeszcze inna grupa, (2-3 osobowa) zmywała podłogi w stołówce lub w głównej świetlicy itp

Jeśli chodzi o inne zajęcia, to zapamiętałem muzykoterapię, czyli takie trochę zajęcia na luzie, polegające na słuchaniu muzyki o różnej dynamice, nastroju (zwykle klasycznej) w grupie, puszczanej przez terapeutę..

Siedzieliśmy lub leżeliśmy wtedy na materacach na dużej sali, a pod koniec zajęć kto chciał wypowiadał się o emocjach jakie towerzyszyły mu podczas słuchania różnych rodzajów muzyki..

Inną formą zajęć mających charakter oddziaływania leczniczego była terapia zajęciowa, czyli wykonywanie różnych pożytecznych dla zdrowia fizycznego i psychicznego prac (świeże powietrze, ruch), jak i zadań przydatnych do zdobycia, nauki różnych przydatnych umiejętności życiowych..

W przypadku mężczyzn było to np robienie dużej, drewnianej budy dla psa, który wtedy przypałętał się do ośrodka..czyli piłowanie desek, później ich przybijanie, heblowanie, na koniec malowanie farbą – innym razem kopanie szpadlem ziemi pod grządki obok szpitala..

..kobiety z kolei zajmowały się pieleniem klombów kwiatowych przed budynkiem ośrodka, a innym razem przygotowywanie poczęstunku na jedną z imprez (różnego rodzaju sałatki, wędlina).. oczywiście my mężczyźni też mogliśmy pomagać, a innym razem to my pieliliśmy klomby..Któregoś razu czyściliśmy też szczotkami ściany do lamperii, dodam, że wszystkie zajęcia były obowiązkowe, chyba,że ktoś był chory i był zwolniony przez lekarza..

Innym przedmiotem była arteterapia, czyli terapia sztuką, już nie pamiętam dokładnie na czym polegała, ale pamiętam raz, że terapeuta przyniósł kiedyś całe mnóstwo figurek różnych zwierząt, różnej wielkości, od dzikich do tych domowych i naszym zadaniem było wybrać sobie takie zwierzę, z którym najbardziej się utożsamiamy pod względem charakteru, wyglądu, a później umieścić się w którymś miejscu na dużym bristolu rozłożonym na stole, jedni wybierali zwierzęta dzikie i duże umieszczając się w centrum (lwy, niedźwiedzie), inni wprost przeciwnie, malutkie (kury, wiewiórki) umieszczając się gdzieś na uboczu, oczywiście wszystko miało swoje znaczenie, była to tez pewnego rodzaju praca z podświadomością..później patrzyliśmy na ten stół i wypowiadaliśmy różne refleksje, które przychodziły nam do głowy..cdn


Leczenie lekomanii, psychoterapia nerwicy – Szpital Komorów cz. I

psychoterapia szpital Komorów

(Uwaga! Grafika zamieszczona powyżej jest tylko poglądowa i nie przedstawia opisywanego w artykule obiektu)

Na samym początku dzisiejszego wpisu chciałby przeprosić za dłuższą przerwę w pisaniu, złożyło się na to kilka spraw, uznałem jednak, że nie warto o nich wspominać, ot czasem coś mi wypadnie i muszę odłożyć pisanie, wciąż mam pewne problemy ze zdrowiem, uczestniczę dalej w psychoterapii, są lepsze i gorsze okresy, ale już śpieszę to nadrobić i kontynuuje swoją opowieść…jeszcze jedna rzecz..mianowicie: postanowiłem upublicznić na swoim blogu nazwy placówek medycznych, w tym ośrodków terapeutycznych, o których piszę, w  (więcej…)

Moja psychoterapia cd..

psychoterapia indywidualna Lublin

Po powrocie z ośrodka terapeutycznego leczenia nerwic wróciłem do nałogu, uzależnienie od leków uspokajających z grupy benzodiazepin było silniejsze, niż wszystkim się zdawało Owszem,  dowiedziałem się sporo o sobie i przyczynach swoich problemów.., może nawet zbyt wiele, byłem zmęczony zbytnią intensywnością zajęć, a jak na osobę z poważnymi lękami społecznymi zbyt długim pobytem w dużej grupie ludzi, leki (benzodiazepiny) odstawiono mi zbyt szybko, w związku z tym podejrzewam, że odczuwałem wciąż objawy abstynencyjne, źle się czułem, byłem ogólnie przerażony wizją powrotu do pracy w takim stanie..Jak już wspominałem w poprzednich wpisach kilka lat temu zdiagnozowano u mnie zaburzenie osobowości typu unikającego, (więcej…)