UA-43269020-1

Uzależnienie od leków,

Lekomania, lekoman, lekomanka cóż za paskudne określenia (!).. prowadzę stronę o lekomanii od 3 lat, „wielki” bloger z mnie a dziś na psychoterapii złapałem się na tym, a właściwie zostałem przyłapany, że wciąż nie akceptuje powyższych określeń, rzec jasna najbardziej w odniesieniu do siebie, ale też tak ogólnie, wstydzę się..

No bo co one niby znaczą (?) połączenie słów leki i mania, czy też leki i maniak, no nie są one w moim odczuciu zbyt „ładne” (tak sobie pomyślałem), bo maniak, to w ogóle kojarzy mi się z jakimiś chorym psychicznie biegającym z nożem, albo siekierą po osiedlu, albo jakimś psychopatą, czy nie można by było tego problemu i człowieka z „tym problemem” nazwać jakoś inaczej, „ładniej” (?) krzywiąc się zapytałem terapeutę.. Już alkoholik, hazardzista brzmi chyba lepiej..chyba.. wolałbym mówić o sobie uzależniony od benzodiazepin, albo uzależniony od leków.. lub cierpiący na lekozależność.. hmm (?)

Spojrzał na mnie (terapeuta) z lekkim politowaniem, ale przede wszystkim z dobrotliwym uśmiechem, a moje „szerokie dywagacje”, rozważania, które ktoś mógłby nazwać „rozbieraniem gówna na atomy” porównał do cyklu skeczy Tadeusza Rossa sprzed lat emitowanego na antenie Programu Trzeciego Polskiego Radia w cyklu „Powtórka z rozrywki”, który zwykle zaczynał się absurdalnym dialogiem Piotra Fronczewskiego z Tadeuszem Rossem :

  • Dwa razy dwa?

  • Cztery.

  • Za dokładnie !

  • Pan spyta jeszcze raz.

  • Dwa razy dwa?

  • Czczeryy..

  • Dobrze! „

Dalej jeszcze było „ Fronczewski. – Rossssssss.. – A co tu tak syczy? ..ssss. A teraz? – Przestało. – A widzi pan!”

W tym momencie nie wytrzymałem i parsknąłem śmiechem! Później jednak nie dając za wygraną dalej ciągnąłem swój wywód:

..bo przecież gro osób, spośród wszystkich uzależnionych od leków uspokajających (nie wszyscy), to zwykle ludzie, którzy mając konkretny problem z sobą, z lękiem, bezsennością, depresją, niejednokrotnie przełamując własne opory, ze wstydem, postąpiło właściwie i poszło do psychiatry (lub innego lekarza), gdzie dano im leki dokładnie na lęk, na sen, być może nie uprzedzając ich wystarczająco jasno o możliwych zagrożeniach, co sprawiło, że się od nich silnie uzależnili jatrogennie ..Więc można powiedzieć, że nie są „winni”, a nawet jeśli nie zastosowali się do zaleceń i brali te leki dłużej niż można było je brać, to dlatego, ze nie byli w pełni świadomi późniejszych negatywnych konsekwencji, w końcu to leki, nie narkotyki sprzedawane po zmroku w bramie, leki od specjalisty na receptę, które kupuje się w aptece, na to konkretne schorzenie..

Nie chodzi też przecież o wszystkie leki, ale te leki psychoaktywne, uspokajające, przeciwlękowe, nasenne..

Powiedziałem, że nie chce być kojarzony z osobą, która rzuca się z opętaniem na każde tabletki, począwszy od witaminy C, po antybiotyk lub krople do nosa, bo, taki chyba stereotyp istnieje lub istniał do tej pory w społeczeństwie.. no i to słowo „mania”, „maniak” hmm,..jakoś nie pasuje do mnie. Nie jestem „stuknięty”, pochodzę z bardzo wykształconej rodziny, religijnej, o wysokim morale, jestem w miarę inteligentny (punkt za skromność!) i nigdy nie zażywałem ŻADNYCH narkotyków ! (nawet trawki nie zapaliłem) Pierwsze benzodiazepiny dostałem od lekarza w wieku 26 lat jak mi się „świat zawalił”, wcześniej nie wiedziałem, że takie leki w ogóle istnieją..

Psychoterapeuta powiedział wtedy, że nie mówimy o etiologii mojego uzależnienia i o tym, czy jestem „winny”, czy „winny” jest ktoś inny, o ile w ogóle o jakiejś winie można tu mówić (?) i tak naprawdę nie ma to znaczenia, czy my jesteśmy odpowiedzialni za nasze uzależnienie, czy ktoś inny, bo uzależnienie to uzależnienie, ono jest, albo go nie ma..i nie ważne, kto co? Trzeba go leczyć i już, bo inaczej jak każde uzależnienie, nie leczone skończy się źle, kwestia czasu..

..A słowa „mania”, „maniak” (?).. Zapytał mnie, czy pamiętam okres czynnego nałogu? swoje napady agresji, gdy zabrakło mi leków (?) gdy w amoku, z bezradności, złości potrafiłem walnąć pięścią, czy kopnąć nogą z całej siły w jakieś meble niszcząc je, a przy okazji łamiąc sobie dużego palca u stopy? Czy pamiętam, jak rzucałem słoikami, czy szklanką z herbatą w ścianę, albo zamknięty w ubikacji, siedząc na podłodze skulony płakałem? Kłótnie z żoną, liczne konflikty z rodziną, różne sekrety, kłamstwa, nawet kradzieże i podrabianie recept, ..wstyd pisać więcej, a wszystko po to, by zdobyć upragnione leki.. Działałem wtedy jakbym miał jakieś bielmo, czy kurtynę na oczach, byłem w jakimś amoku ! Trudno to w ogóle opisać..

Tak więc, czy to można nazwać jakąś leko-manią, maniactwem na punkcie leków (?) szczególnie wtedy, gdy ich nie ma, gdy ich zabraknie, gdy organizm, psychika szaleje (?) Pomyślałem, że tak.. niestety

Powiedział też, że to naturalne, że nie chcę pamiętać tego okresu, bo każdy uzależniony ucieka od tego, ma problem z akceptacją, ale czy chcę, czy nie chcę, to fragment mojego własnego życia i już nie wymażę tego gumką myszką

Pomyślałem jednak tak, że w wielu poważnych chorobach i to tych fizycznych, na etapie zaawansowanym, człowiek często tak cierpi, że przechodzi różne, negatywne stany emocjonalne, czasem zachowuje się irracjonalnie, może nawet domaga się środków przeciwbólowych, bywa agresywny (?) choroba czasem odczłowiecza, choć oczywiście nie usprawiedliwia negatywnych działań ani w aspekcie moralnym, ani prawnym..