UA-43269020-1

Krzywa Gaussa - przyczyny lekomanii

W ubiegłym tygodniu spędziłem trzy miłe wieczory przy grillu, w towarzystwie moich rodziców, żony, jednego z braci, który przyjechał z swoją żoną, synkiem i nowo narodzoną córeczką.. Nie chodzę jeszcze regularnie do sklepów, supermarketów itd, ale od czasu do czasu jedziemy do rodziców w gości,..dobre i to.., bo 3 lata temu prawie wcale z domu nie wychodziłem .. Największą frajdę miałem ze spotkania z moim 2-letnim bratankiem, którego dawno nie widziałem ..

Gdy mnie zobaczył, w oczach pojawiła się niepewność i skrępowanie, ale powoli, powoli w końcu oddał mi jedną z swoich kredek i pozwolił narysować coś w swojej kolorowance:)
..Super fajny, mały gość w małej baseballowej czapce na głowie i w granatowej bluzie kangurce, którego wszędzie pełno:)..Jednakże prawdziwych punktów nałapałem wtedy, gdy zaprowadziłem go do jednego z pokojów w piwnicy, gdzie trzymam swój zestaw perkusyjny (perkusję), posadziłem go na stołku, włożyłem do małych rączek pałki, no i wtedy się zaczęło!bębny, talerze poszły w ruch, hałas jak nie wiem!

Ale co tam, gdy oto właśnie stajesz się świadkiem narodzin nowego talentu ..Następnego dnia czekał ponoć na mnie, aż znów przyjdę i go tam zaprowadzę..to jest chyba właśnie jedna z tych chwil, którą można zaliczyć do uroków życia:)..

Kontynuując główny wątek bloga i swoje rozważania na temat uzależnienia od benzodiazepin postanowiłem w tym wpisie poruszyć kwestię przyczyn lekomanii, czyli czynników które w moim mniemaniu złożyły się na to, że wpadłem przed laty w uzależnienie od leków uspokajających..

Wg tego, co teraz o sobie wiem, o czym już wspominałem, lekomania w moim przypadku była fragmentem większej całości, wierzchołkiem „góry lodowej”, pod którą znajdowała się niewyleczona w właściwy sposób fobia społeczna i agorafobia..

– czynniki psycho-bio-społeczne

Wg obecnej teorii psychologicznej (wiem to, od specjalisty leczenia uzależnień) przyczyną wszelkich nałogów, coś co można też nazwać predyspozycjami do uzależnień, jest to co się ogólnie określa czynnikami psycho-bio-społecznymi. jak ja to rozumiem (?).. a tak, że „psycho”, to to co mamy w głowie, czyli naszej psychice, przekonania kluczowe, poglądy, myśli, wyobrażenia, o sobie, o innych ludziach, o otaczającym świecie, najczęściej fałszywe, niezdrowe, ograniczające, „bio”, czyli cała biologia naszego organizmu, konstrukcja CUN, temperament, czy jesteśmy wrażliwi, czy jak to się czasem określa „gruboskórni” (?)..- „społeczne”, czyli to w jakim środowisku dorastaliśmy (?), jak byliśmy wychowywani przez naszych rodziców, opiekunów (?), jakie panowały relacje w naszym domu rodzinnym, system wartości (?) wreszcie jakich mieliśmy kolegów, jakie środowisko szkolne, (?) co nam się przydarzyło w życiu (traumy) (?)..

A teraz konkrety..

– chorobliwy perfekcjonizm

Jednym z czynników, który w przeszłości bardzo komplikował mi życie, to był mój chorobliwy perfekcjonizm! dążenie do bycia idealnym we wszystkim co robiłem lub zamierzałem robić, „naj” pod każdym względem..Z tego perfekcjonizmu ja wciąż się leczę..Potrzeba, a nawet konieczność robienia wszystkiego w 100% dobrze, bez żadnego prawa do „ludzkiej” słabości i pomyłki..Nie którzy pomyślą może,że jak to (?!) perfekcjonizm to przecież coś dobrego, mówi się nawet czasem z wielkim uznaniem, że ktoś zrobił coś perfekcyjnie, bezbłędnie..No tak, tylko, że ja nie mówię o jednej rzeczy, która nam powiedzmy w 100% wypaliła i jesteśmy z siebie dumni, a inni nas podziwiają.., bo takie rzeczy się zdarzają i oby jak najczęściej..ja mówię tu o ogólniej postawie życiowej niektórych ludzi, którzy czują konieczność, a nawet przymus bycia NAJ w każdej dziedzinie swojego życia, a nawet tą postawą zatruwają życie innym (swoim partnerom, dzieciom, pracownikom)..

W tym miejscu dodam,że 100% perfekcjonista to taki człowiek, który nie akceptuje żadnych kompromisów w stosunku do siebie! nie cieszą go połowiczne lub częściowe sukcesy i tak samo wysokie wymagania ma w stosunku do innych..

Prawdziwy perfekcjonista musi robić wszystko na 100%, bo jeśli zrobi na 75-80 % to przeżywa niezadowolenie, a czasem nawet dramat, jakby doświadczył niepowodzenia.., tu obowiązuje zasada „wszystko albo nic”, sukces jest tylko wtedy, gdy jest 100% wyniku, a 65%, 75%, 80% jest traktowane jako 0 %, porażka! Jeśli nie jest najlepszy, postrzega siebie jako beznadziejnego, co gorsza, jeśli w swoim przeświadczeniu uważa,że nie jest w stanie wykonać czegoś rewelacyjnie, na 100%, to nawet nie zabiera się za daną czynność..

A przecież jakby tak spokojnie, dobrze się zastanowić, na zasadzie prostych, wręcz banalnych rozważań, przeliczeń na poziomie „przedszkolaka”, można by obiektywnie stwierdzić , że jest „źle”, wtedy gdy nam w ogóle nic się nie uda, czyli 0 %, zupełny brak sukcesu, klapa, porażka, prawda?..
A gdy coś zrobimy dobrze na 15- 25% to można by powiedzieć wciąż słabo, ale już LEPIEJ, może to nawet jakaś „obietnica” większej poprawy w przyszłości (?)

Jak coś nam się uda na 40-45 % to można by rzec, PRAWIE POŁOWA ! I że idzie konkretnie na lepsze, choć wciąż poniżej naszych oczekiwań..


Gdy coś się nam uda na 60-65% to można by śmiało powiedzieć, że jest konkretny powód do radości, bo wykonaliśmy daną czynność, zadanie w 65% dobrze, czyli WIĘCEJ DOBRZE, niż ŹLE!

.
A gdy osiągniemy pułap powiedzmy 75-85% to można by uznać to za prawdziwy sukces!! bo zrobiliśmy coś w PRZEWAŻAJĄCEJ ilości dobrze!,a TYLKO w 25-15% źle..czy to nie logiczne?

Stały, regularnie uzyskiwany wynik, na poziomie 100% to domena komputerów, maszyn cyfrowych, precyzyjnych, nie człowieka, a i te się psują, zawieszają, infekują, a co dopiero człowiek, istota żywa, który już w swej naturze jest niedoskonały, bo czasem choruje, czasem ma gorszy dzień, albo po prostu „ma lenia”, a w inne dni nadrabia
Postawa wyrażająca przymus robienia wszystkiego najlepiej, najszybciej, najwięcej, zawsze i to w wszystkich dziedzinach życia sprawia, że tacy ludzie są stale spięci, czujni, zestresowani, sztywni, mogą mieć problem z spaniem, nie ma tu miejsca na swobodę, przestrzeń, „luz”, wszystko musi być cały czas na medal, pod kontrolą, ciągły lęk przed wpadką, błędem, ciągłe frustracje, bo ideały zwykle mają to do siebie,że są nieosiągalne.. i jeśli rozłożymy to na wszystkie dziedziny życia (nie jedną!) robi się z tego prawdziwy koszmar, choroba!

Oczywiście są zawody, w których nie ma miejsca na błędy: saper, neurochirurg wykonujący poważną operację mózgu itp. są też dziedziny życia, w których staramy dawać z siebie więcej i wykonywać pewne rzeczy naprawdę dobrze (z sercem), najlepiej jak umiemy, ale myślę,że są też takie, w których możemy po prostu śmiało dać sobie „fory” i być gorsi..

– zbyt wysokie wymagania i aspiracje

Oczywiście cywilizacja, ogólny trend, by piąć się na szczeblach kariery, dążyć do sukcesu za wszelką cenę, pośpiech, rywalizacja tzw „wyścig szczurów”, w który wpadają niektórzy ludzie często narzucając sobie, swoim dzieciom wymagania nie do sprostania, to czynniki które raczej agitują do tego by robić coś „szybciej, więcej, lepiej”, reklamy coraz to bardziej wypasionych samochodów z ekranu telewizora wołają do nas zalotnie, ale czy naprawdę musimy temu wszystkiemu ulegać (?!) czy musimy zaraz mieć samochód, dom, sprzęty z NAJ-wyższej półki, by móc szczęśliwie żyć (?!).. Do tego przecież dochodzą nasze pewne ograniczenia, o których będę wspominał w kolejnych wpisach, a które sprawiają, że trudno nam sprostać tak wysokim oczekiwaniom..

Jeśli ktoś dziedziczy przekazywany przez pokolenia majątek, to nie ma sprawy, ale jeśli tak nie jest i aby utrzymać tak wysoki standard życia będziesz musiał zaciągać stale wysokie kredyty i wiecznie TYLKO pracować, pracować i jeszcze raz pracować! ..to w twoim życiu nie będzie miejsca na odpoczynek, relaks, hobby, czas dla dzieci (dobre, zdrowe, świadome rodzicielstwo), spotkania z przyjaciółmi..

Słyszałem taką historię, że kiedyś do jednej ze szkół, na lekcję wychowawczą zaproszono starszego pana, kombatanta,by ten opowiedział o wojnie..Człowiek ten za czasów okupacji został wywieziony na roboty do Rzeszy, do pracy w polu, przy koszeniu i ładowaniu zboża na wozy..Praca bardzo ciężka, ponad ludzkie siły, warunki, jedzenie straszne, ludzie niedożywieni padali w upale jak muchy..

Zapytany, jak udało mu się to wszystko przeżyć (?!) ..odpowiedział, że stojąc na wozie łapał co drugi snopek (w przeciwnym razie nie wytrzymałby tempa)..Może my też powinniśmy zwolnić, machnąć ręką i pozwolić sobie na to, by jakiś „snopek” poleciał obok nas, gdzieś dalej (?)..może złapie go ktoś inny (?)

– krzywa Gaussa

Na koniec tego wpisu chciałbym zamieścić pewien obrazek, wykres, który narysował mi kiedyś psychoterapeuta na jednej z sesji.., prawdę mówiąc rysował mi go na dużym arkuszu papieru, przypiętym do tablicy nie raz (zabierałem ten papier później do domu i studiowałem rozkładając na dywanie)..

Wykres który przedstawiłem na dole, pod wpisem, to tzw krzywa Gaussa, jedna z najbardziej znanych nauce krzywych, która ma zastosowanie w wielu dziedzinach (także psychologii)..Przedstawia ona występującą w świecie tzw szeroko pojętą różnorodność materii i nie materii, czyli dosłownie wszystkiego, ludzi, ich wyglądu, charakteru, cech osobowości, przekonań, poglądów, gustów, upodobań, zwierząt, krajobrazów, zjawisk WSZYSTKIEGO!

Właściwie można powiedzieć, że takich krzywych Gaussa jest bardzo wiele i można by prawdopodobnie odnieść kolejno do różnych tematów, ponieważ jest to wykres szerokiego tzw „rozkładu normalnego„, a w jego zakresie zawartych różnych „odcieni” i możliwości, obecnego pomiędzy skrajnościami, które z natury swej nie są niczym dobrym, ani zdrowym..Zrobiona przeze mnie wykres na podstawie w/w krzywej Gaussa(rysunek poniżej) opiera się na tym, co widziałem i czego dowiedziałem się na swojej psychoterapii..

Super-Wykres-X-41

Być może to nic odkrywczego dla przeciętnego zjadacza chleba, ale dla  mnie jako byłego perfekcjonisty, wychowanego od dziecka przez rodziców perfekcjonistów, którzy prawdopodobnie zostali wychowani również w takim samym duchu, było  totalną nowością Od zawsze żyłem w przeświadczeniu, że wszyscy ludzie mają taką postawę i prezentują podobny zbiór przekonań i tak wygląda „normalność”..

Kusi mnie, by zaryzykować stwierdzenie (może nie słusznie (?).),że być może wśród ludzi uzależnionych, lekomanów, alkoholików lub ludzi, którzy cierpią po prostu na zaburzenia nerwicowe, depresyjne, bezsenność znajdziemy wielu perfekcjonistów, w dodatku wrażliwców, którzy mając jeszcze inne problemy, by czasem ulżyć sobie w tym stałym napięciu korzystają z „chemii”, bo mają taką osobowość, że inaczej nie potrafią się „wyluzować” , stawiają sobie zbyt wysokie cele, przeżywają byle pomyłkę tak mocno, że nie potrafią poradzić sobie z tym w konstruktywny sposób i uciekają w różne nałogi.., to tacy ludzie zażywają Stilnox na noc, bo przed snem „międli” im się w głowie, czy wszystko zrobili jak należy i co mają zrobić jutro, do tego lęk, by nie popełnić żadnej pomyłki, a może zaplanowali sobie zbyt wiele naraz i teraz boją się że nie dadzą rady (?) cdn

Zobacz następny wpis pt :

„Przyczyny lekomanii, czyli o tym dlaczego uzależniłem się od benzodiazepin cz. II”..