UA-43269020-1

Lekomania,

Odstawienie leków uspokajających (benzodiazepin) w przypadku osoby od nich uzależnionej w moim przekonaniu jest rzeczą jak najbardziej możliwą i wykonalną, lecz bardzo trudną, wymagającą czasu, dużej determinacji (uporu), cierpliwości, rozwagi, przemyślenia, jakiegoś planu, a przede wszystkim pomocy innych ludzi, fachowców, którzy na tym się znają..

 Ja zażywałem benzodiazepiny przez wiele lat, można powiedzieć,że stały się one względnie stałym elementem mojego życia, tzn były przyjmowane przeze mnie regularnie, dzień w dzień, po to by np w ogóle móc zacząć funkcjonować, pójść do pracy i robić swoje, a nie doraźnie, czy epizodycznie, w związku z jakimś trudnym, lecz

przemijającym okresem lub wydarzeniem życiowym (wypadek, śmierć osoby bliskiej, przeżyta trauma, okresowe kłopoty w pracy, strach przed poważną operacją, itd)..Stałem się osobą, która miała benzodiazepiny już wbudowane w metabolizm swojego organizmu a co gorsza w swoją psychikę! Osobą, która tabletki nosiła stale przy sobie, w portfelu, w kieszeni, w teczce..

Wiele osób próbuje odstawiać leki uspokajające na własną rękę, zmniejszając stopniowo, redukując dawki, dzieląc tabletki, nawet rozpuszczając je w wodzie (robiłem podobnie) pewnie niektórym się  to udaje  ,ale podejrzewam, że wielu osobom niestety nie..

Ja nie raz, na samym początku, będąc w domu podejmowałem liczne próby odstawiania Clonazepamu lub Xanaxu (Aprazolam) na własną rękę, bez niczyjej pomocy, nieraz odliczając dni, godziny, minuty, czekałem w nadziei, że będę czuł się coraz lepiej, lecz wraz z zmniejszaniem dawki leku moje samopoczucie stopniowo się pogarszało, a po całkowitym ich odstawieniu wraz z upływem dni łapałem coraz większego “doła”, nasilały się moje stany lękowe,  depresyjne, ataki paniki..

Dochodziła do tego bezsilność, bezradność, poczucie gorszości, że jestem słaby, “nie taki”, bo przecież “powinienem” być silny, odstawić te tabletki,  zrobić to  sam, a nie potrafię 🙁 i po upływie najdalej 1-2 tyg wracałem do benzodiazepin.

Nie raz, przeleżałem wiele godzin na łóżku gapiąc się w sufit, czy ścianę lub odchodząc od zmysłów zastanawiałem się co robię nie tak, dlaczego to właśnie dotknęło mnie, tym bardziej, że unikałem przez całe życie nielegalnych używek, narkotyków, nie paliłem trawki, nie nadużywałem nigdy alkoholu, nie wiedziałem co mam z sobą dalej zrobić..

Różni lekarze przepisywali mi różne leki antydepresyjne starszej i najnowszej generacji (długo by wymieniać!), które miały pomóc mi w odstawieniu benzodiazepin, zastąpić leki uspokajające, które nie leczą, a w dodatku tracą z czasem swój efekt działania,  lecz wszystkie te próby były nieudane i często miały nawet przebieg dramatyczny polegający na upokarzającym żebraniu o tabletki, które ktoś tam zawsze z bliskich miał, przepisane na “wszelki wypadek” przez lekarza..,  na kłótniach z rodzicami, z żoną, z bezradności, z silnego lęku, bólu spowodowanego napięciem mięśni spowodowanego nawrotem niewyleczonej nerwicy połączonej z zespołem głodu lekowego, a nawet bardzo dramatycznych, ponieważ w odstępie ok 4 lat podjąłem dwie próby samobójcze, po których na szczęście mnie odratowano.

 

Teraz, z perspektywy minionych lat i wielu moich osobistych doświadczeń i obserwacji z wielu terapii, z perspektywy zarówno fatalnych i błędnych posunięć, jak również tych bardziej pozytywnych działań oraz z kontaktów z innymi uzależnionymi, coraz bardziej utwierdzam, się w przekonaniu, że u podstaw większości uzależnień, bez względu na to, czy są to leki uspokajające, narkotyki, czy alkohol leży najczęściej jakiś nierozwiązany, często nawet nieuświadomiony, głębszy problem psychiczny (psychologiczny), emocjonalny, zaburzenie osobowości , przeżyta trauma z przed lat, czego objawem może być nerwica, fobia, depresja, dystymia, natręctwa, zaburzenia odżywiania itd

I często  jest tak, że nie za bardzo wiemy, co się z nami dzieje, czujemy tylko jakiś irracjonalny, niesprecyzowany lęk, a czasem nawet nie lęk, tylko napięciowy ból głowy, szybkie bicie serca, podejrzewając u siebie np stan przed zawałowy lub jakieś drętwienie kończyn..,a czasem powodem lęków, depresji jest ciężka choroba fizyczna lub psychiczna, co jeszcze ,to wiedzą o tym tylko wykwalifikowani specjaliści, którzy na co dzień zajmują się profesjonalnie diagnozą i leczeniem wszelkich uzależnień, nerwic i depresji ..

Pewnie żadnej Ameryki tu “nie odkryłem”, ale podejrzewam, że są jeszcze ludzie, którzy mogą tego nie wiedzieć.

Wracając do odstawiania benzodiazepin na własną rękę, to w moim przypadku, nawet stopniowe, powolne ich odstawianie, zawsze kończyło się porażką, wtedy nie wiedziałem dlaczego..Teraz, w mojej obecnej ocenie pokonanie nałogu, jaką jest lekomania, to nie tylko kwestia silnej woli, “wzięcia się w garść”, “do kupy” , “nie cackania się” z sobą i innych tego typu podobnych, gówno wartych rad chętnie wypowiadanych na głos przez różnych ludzi, najczęściej nie mających bladego pojęcia w tej sprawie, w tym też niestety przez naszych najbliższych, które mniej więcej tak samo pomagają człowiekowi uzależnionemu, jak wrzucenie do wody, tonącemu 10 kg kowadła stalowego, zamiast koła ratunkowego !! ..Nie dość, że nie pomaga, to jeszcze dodatkowo dołuje..

Czujemy się zwykle od tego jeszcze gorzej, bo skoro nie potrafimy zastosować się do tak “szacownych” rad, to jesteśmy w mniemaniu innych (swoim też), albo wyjątkowo słabi i nieudolni albo po prostu „chcemy” ćpać

To przede wszystkim praca z psychologami uprawnionymi do prowadzenia  psychoterapii, koniecznie posiadającymi także certyfikat specjalisty terapii uzależnień np po ukończeniu Studium Terapii Uzależnień (STU) lub innej szkoły o podobnym kierunku lub po prostu z doświadczeniem w tym zakresie. To praca nad zmianą  całego zbioru niezdrowych i fałszywych kluczowych przekonań,  poglądów na swój temat, na temat innych ludzi, różnych spraw i całego świata, wyniesionych z domu rodzinnego, które ja “odziedziczyłem” po swoich rodzicach, a oni po swoich, tzw dziedziczenie “psychologiczne”, czasem nawet wielopokoleniowe. To nauka nowych, zdrowych zachowań i relacji z  ludźmi, np z tymi dla nas najważniejszymi i innymi..

W moim przypadku doszły również przekonania które wyniosłem z swojego środowiska w którym się wychowywałem (szkoła, koledzy) zdarzeń, które przytrafiły mi się w życiu, moja niska samoocena i ogólne „poczucie wadliwości” własnej, brak pewnych umiejętności społecznych (interpersonalnych), jak również niektórych umiejętności życiowych wynikającego z różnych, niezależnych ode mnie przyczyn, będę o tym pisał w dalszej części bloga..cdn