UA-43269020-1

Lekomania – w poszukiwaniu nadziei.. – cz II

..cd Pamiętam, że byłem wtedy pod opieką sympatycznej, Pani Hani W., lekarza spec. psychiatry z PZP w moim mieście (także biegłej sądowej), gdzie zapisałem się swojego czasu.. Wiedziała o mojej lekomanii, wielokrotnie próbowała mi pomagać jak mogła, naprawdę sporo jej zawdzięczam, nieraz ratowała mnie z różnych opresji, ale w sposób fachowy.. (więcej…)

Lekomania, gdy choruje rodzic.. Pytania i odpowiedzi (?) XI

Uzależnienie od leków

Mail od Eweliny z Poznania pt „Lekomani, najwięksi egoiści, jacy chodzą po świecie..”

W sumie nie wiem po co do Pana piszę… może, żeby wyładować swoją frustrację spowodowaną tym, że Panu się udało, że wygrał walkę… w sumie nigdy Pan jej nie wygra… może dlatego, że tylko mówi się o Was, lekomanach, ćpunach a nie porusza się tematu rodziny… to znaczy jest w tle… ale nikt nie mówi o dzieciach uzależnionych widzących cały proces zmian zachodzących w zachowaniu najbliższych, gdy zamieniają się w potworów, zakały i osiągają dno..

(więcej…)

Artykuł o uzależnieniu od leków (benzodiazepin) WP.PL

Tabletka na życie - Aneta Wawrzyńczak

Zaproszenie do przeczytania artykułu pt „Tabletka na życie” – Aneta Wawrzyńczak  [ tutaj..], traktującego o uzależnieniach od leków uspokajających, głównie z grupy benzodiazepin, choć nie tylko, który ukazał się na portalu kobieta.wp.pl ,
Artykuł ten powstał z inicjatywy i pomysłu reportażystki
Anety Wawrzyńczak i można powiedzieć, że jest wspólnym „dziełem reportersko – blogerskim” (Jej i moim), jak również, mam nadzieję, kolejną cegiełką, która wniesie coś do sprawy lepszego uświadomienia zarówno pacjentów, jak i specjalistów w tym temacie oraz stworzenia zaplecza do leczenia tego typu uzależnień, które praktycznie w Polsce nie istnieje.

 

UDOSTĘPNIAJCIE PROSZĘ !! Sprawa dotyczy naprawdę dużej grupy osób, a może dotyczyć potencjalnie także Was!

 – poniżej przedstawiam komentarz jaki dostałem pod tym wpisem oraz moją odpowiedź, którą    ze względu na dużą objętość zdecydowałem się przenieść do wpisu

 

b8774e68fdda22667b951a6f6f5cbe6e

1 komentarz

(lekarz psychiatra spec. leczenia uzależnień od leków BDZ)

Panie Przemku przecież ten artykuł nic nie wnosi, autorka szuka sensacji i Pana podpuszcza. Zawiera wiele błędów merytorycznych i fałszywych oskarżeń. W czyim interesie leży podważanie autorytetu do lekarzy. Należy tu wspomnieć, że większość „przypadków lekomanii” to nie wina lekarzy i koncernów, których tak boi się spora grupa osób. To pacjenci często przyjmują leki niezgodnie z zaleceniami, co prowadzi między innymi do zależności. Rozumiem, że każdy szuka popularności jak potrafi. Jednak odrobinę kultury i szacunku dla odbiorców to chyba niewielkie wymagania. Należy pamiętać, że przeczytają to ludzie chorzy. Niestety jestem zniesmaczony tonem tej publikacji, moim zdaniem zaszkodzi sporej grupie pacjentów. Generalnie popieram szerszą rozmowę o problemie lekomanii, sam zajmuję się nim od ponad dwudziestu lat. Natomiast w artykułach dotykających problemów medycznych powinien być dopuszczony głos profesjonalisty, lub choćby merytoryczna recenzja. Inaczej ma być dobrze a wychodzi jak zwykle.

large_1216692 (1) - p1

Dziękuje za komentarz, przeczytałem go z uwagą..

Z całym szacunkiem Panie doktorze do tego, czym się Pan zajmuje na co dzień i Pana doświadczenia, ale uważam, że się Pan myli w kilku sprawach..

Zanim jednak odniosę się do poszczególnych kwestii powiem, że odpowiedź na jakaś część Pana komentarza oraz mój ogólny stosunek do kwestii, którą Pan porusza można znaleźć w jednym z moich wcześniejszych wpisów pt „Przyczyny lekomanii cz. IV” .., chciałbym też zdecydowanie i stanowczo podkreślić, że ani artykuł, o którym Pan wspomina, ani treści prezentowane na moim blogu nie odnoszą się do wszystkich lekarzy, tylko do pewnych przypadków, których jednak jest nie mało Nikt też nie występuje tutaj przeciwko lekarzom jako grupie zawodowej, tylko przeciwko pewnym nieprawidłowym działaniom..Ja sam pochodzę z bardzo lekarskiej rodziny, mam 4 lekarzy w najbliższej rodzinie, a w trakcie swojego wieloletniego leczenia spotkałem co najmniej kilku wspaniałych lekarzy (psychiatrów), którzy nie tylko nie „szastali” benzodiazepinami, ale mi bardzo pomogli w kryzysowych sytuacjach i słowem i działaniem..

Niestety, z przeszło 3 letniej korespondencji z ludźmi uzależnionymi od BDZ, dowiedziałem się, że rzeczywistość w Polsce wygląda tak, że tak jak istnieje całe mnóstwo dobrych i świadomych lekarzy, tak jest jeszcze sporo, tych, nieświadomych (różnych specjalności), którzy „lekką ręką” niekoniecznie ze złej woli, ale np. z niewiedzy przepisują benzodiazepiny nawet na najmniejszy stres, czy bezsenność i robią to nawet latami! A są i wśród nich tacy, którzy zrobią pewne rzeczy dla pieniędzy niespecjalnie się przejmując pacjentem

Kolejna rzecz, nie podważam konieczności istnienia leków uspokajających, które są bardzo skuteczne i potrzebne, jako „leki ratunkowe” w sytuacjach kryzysowych, jestem przeciwnikiem ich nadużywania, które było również moim udziałem, a które nie leczone mogło doprowadzić mnie nawet do śmierci

Panie Przemku przecież ten artykuł nic nie wnosi, autorka szuka sensacji i Pana podpuszcza.

Nie wiem, dlaczego tak Pan uważa (?!) :/ Autorka tego artykułu jest dziennikarką „zaangażowaną”, specjalizującą się w problemach społecznych, konfliktach zbrojnych, prawach człowieka W 2012 r. była nominowana do Pióra Nadziei Amnesty International, jeździ po świecie nawet tam, gdzie kule świszczą nad głową..Współpracowaliśmy przy tym artykule prawie przez 1 rok czasu, a nawet dłużej i uważam, że jest bardzo rzetelny

Naprawdę sądzi Pan, że problem uzależnień od benzodiazepin w Polsce został już wystarczająco nagłośniony ? na tyle, by ktoś władny tym się zajął (?) Wciąż nie ma dla lekomanów oddziałów detoksykacyjnych, dedykowanych programów terapeutycznych, ośrodków terapii, ani nawet oddzielnych grup!

..mało tego, ja mam wrażenie, że ten problem od wielu lat z jakiegoś powodu jest zamiatany „pod dywan” i nikt się tym specjalnie nie interesuje! dlatego dziwi mnie trochę prawdę mówiąc, że Pan, lekarz zajmujący się leczeniem uzależnień od leków BDZ i pisze coś takiego (?)

Byłem na wielu oddziałach detoksykacyjnych i w Całodobowym Ośrodku Terapii Uzależnień 6 miesięcy (jako jedyny lekoman) i są to głównie detoksy alkoholowe, często należące do kompleksu szpitali psychiatrycznych, takie na których przebywają pacjenci z psychozami lub terapie dla osób uzależnionych od alkoholu, gdzie lekomani są leczeni na „doczepkę”.. Niestety słyszałem, że uciekają z takich terapii, bo czują się wyobcowani i nie rozumiani w takiej grupie (ja się tak czułem), w końcu z swoimi problemami poszli do lekarza w zaufaniu (często psychiatry), a nie nachlać się do monopolowego, albo do dealera w bramie wstrzyknąć sobie „w żyłę”! dostali leki a później okazuje się, że są uzależnieni, bo te leki szybciej uzależniają niż alkohol! Na domiar złego Ci ludzie nie mają się gdzie leczyć..

Zawiera wiele błędów merytorycznych i fałszywych oskarżeń.

A można prosić o konkretne wskazanie tych błędów? Bo ja ich nie widzę (odpowiadam jedynie za tą część tekstu traktujący o mnie i w temacie benzodiazepin, bo to o nich jest głównie mowa jako substancji uzależniającej + plus leki nasenne nowej generacji Zolpidem, Zopiclone, Zaleplon)

W czyim interesie leży podważanie autorytetu do lekarzy.

Panie Tomaszu, nie ma znaczenia czy chodzi o lekarzy, czy kolejarzy, urzędników, księży, czy policjantów, powtórzę się i powiem, że nikt też nie występuje przeciwko lekarzom, jako grupie zawodowej, tylko temu, czy ktoś coś robi dobrze, czy źle, co się później odbija na czyimś zdrowiu.. Nie chodzi też, żeby komuś personalnie dokopać (atakować, wytoczyć proces), ale o to by rozwiązać problem tak, żeby było dobrze i lekarze nie są tu (przepraszam za określenie) jakimiś „świętymi krowami”, którym trzeba składać hołd!

Należy tu wspomnieć, że większość „przypadków lekomanii” to nie wina lekarzy i koncernów, których tak boi się spora grupa osób. To pacjenci często przyjmują leki niezgodnie z zaleceniami, co prowadzi między innymi do zależności.

I w tym miejscu również z całego serca się z Panem nie zgodzę!:/, .. Przeciwnie, uważam, że wiele przypadków lekomanii (nie wszystkie!) powstało właśnie na skutek jatrogennych błędów lekarskich, lecz oczywiście nie tylko, bo także z powodu innych czynników, takich jak brak do niedawna swobodnego dostępu do dobrej, darmowej psychoterapii (NFZ), brak współpracy psychiatrów z psychologami posiadającymi uprawnienia do prowadzenia psychoterapii (mam tu na myśli i terapię odwykową i psychoterapię problemu pierwotnego tzw „podwójna diagnoza” ), którzy usiłują leczyć swoich pacjentów sami, wyłącznie objawowo lekami SSRI, SRNI, lekami antydepresyjnymi starej generacji, benzodiazepinami, lub innymi jak neuroleptyki, stabilizatory nastroju na tym poprzestają, a przecież leki te nie usuwają przyczyn, w dodatku są bardzo nie doskonałe, więc pacjenci wybierają benzodiazepiny, bo działają konkretnie..

A gdyby tak psychiatrzy, po zaopatrzeniu swoich pacjentów w odpowiednie, dobre i nieuzależniające leki posiadali namiary na dobrych psychoterapeutów i odsyłali swoich pacjentów do nich taka terapia była by kompletna i przynosiła by na pewno lepszy efekt (tak podaje literatura)

Myślę też, że lekomania w Polsce bierze się także z mentalności samych ludzi, którzy jeszcze nie wierzą w skuteczność psychoterapii, uważają, że tylko leki i lekarze posiadają moc leczenia, jak również z tego, że żyjemy, co tu dużo mówić, w czasach „kultury tabletki” i proszę mi nie mówić, że koncerny farmaceutyczne nie mają nic do tego, bo jak włączy Pan telewizor, to na 10 reklam jest 7 dotyczących medykamentów, a Polska jest na 4 miejscu w Europie, biorąc pod uwagę ilość sprzedawanych leków w roku i to nie tylko leków na receptę, ale i tych nie na receptę.

Nie jestem jakimś nawiedzonym przeciwnikiem wszystkich leków, sam biorę ich sporo z powodu cukrzycy II, nadciśnienia, a także pewne psychiatryczne jak np. SSRI, ale koncerny, poprzez reklamy uczą ludzi „dróg na skróty”, tzn tego, że leki są już praktycznie na wszystko i za jakiś czas być może będzie Pan uczestniczył w leczeniu pacjentów uzależnionych od sterydów, środków na przeczyszczenie (anorektyczki, bulimiczki),na odchudzanie, na potencje, suplementów zdrowia i witamin, kodeiny zawartej w syropach przeciwkaszlowych która odurza, leków na lepszą cerę, że o dopalaczach już nie wspomnę

Wspomniałem wcześniej o jatrogennych błędach lekarzy, czyli NIEŚWIADOMYCH! a mówiąc to miałem na myśli tu lekarzy różnych specjalności, w tym psychiatrów, którzy albo wcale nie poinformowali swoich pacjentów albo nie poinformowali wystarczająco jasno, wyraźnie i rzeczowo, wprost o możliwym potencjalnym uzależnieniu i to już po 4 tyg i o tym, czym takie uzależnienie jest i może się skończyć!

..wiem o tym ponieważ odkąd prowadzę tego bloga (ok 3 lata) piszą do mnie cyklicznie osoby w różnym wieku, którzy dostali benzodiazepiny zarówno od lekarzy internistów, jak i lekarzy pierwszego kontaktu, jak również od psychiatrów i Ci ludzie twierdzą, że nikt ich nie uprzedził, ba, wiele z tych osób ma przepisywane leki od wielu lat (9, 12, 15, 30) ! ..oczywiście są też osoby, które oszukują, robiąc „doctor shopping” odwiedzają kilku lekarzy ..

Oczywiście można by rzec, że w ulotkach leku są ostrzeżenia, ale ludzie są ludźmi ,jak im lekarz czegoś nie powie, nie uczuli, to ignorują takie uwagi, tym bardziej, że są to często ludzie, którzy trafiają do lekarza, psychiatry już w takim kiepskim stanie, że czepią się wszystkiego, żeby tylko poczuć się lepiej, nie każdy też przecież czyta ulotki, a jak lekarz wyraźnie nie powie czegoś nie powie to nie mają powodu się obawiać, zwłaszcza, że w ich mniemania nie są to narkotyki, alkohol, tylko leki, a leki przecież leczą!

Dostają leki antydepresyjne SSRI, SRNI, i często benzodiazepiny na przeczekanie, gdzie te pierwsze często przegrywają na korzyść benzo, które działają silniej i od razu, a gdy lekarz wyraźnie nie ostrzeże swojego pacjenta o możliwych konsekwencjach nadużywania (mnie nikt nie ostrzegł!) to później wśród pacjentów rzeczywiście odbywa się „samowolka”, a później, gdy już rozwinie się głębokie uzależńienie


Rozumiem, że każdy szuka popularności jak potrafi. Jednak odrobinę kultury i szacunku dla odbiorców to chyba niewielkie wymagania.

Szkoda, że tak Pan to odebrał :/..

Należy pamiętać, że przeczytają to ludzie chorzy. Niestety jestem zniesmaczony tonem tej publikacji, moim zdaniem zaszkodzi sporej grupie pacjentów. Generalnie popieram szerszą rozmowę o problemie lekomanii, sam zajmuję się nim od ponad dwudziestu lat.

Ja mam nadzieję, że przeczytają to ludzie chorzy, bo to właśnie przez szacunek do nich i chęć poprawy ich losu i zdrowia powstał ten artykuł..Nikt przecież nie namawia kogokolwiek do jakiejś nagłej rewolucji w państwowej służbie zdrowia, ani żeby ludzie z dnia na dzień zaczęli masowo, natychmiast, nierozważnie rzucać te leki, ale jako lekarz zapewne Pan wie, jaki wpływ wywierają benzodiazepiny na mózg przyjmowane przez kilkanaście lub kilkadziesiąt lat bez perzerwy, często w dużo większych niż terapeutyczna dawkach (np przyśpieszona demencja), albo jaki wpływ mają te leki na zdolność i jakość koorydnacji ruchowej u osób np po 65 roku życia (upadki, złamania kosci)  Nikt nie neguje skuteczności, niezawodności i przydatności tych leków w kryzysowych sytuacjach, które stosowane krótko lub doraźnie ratują często życie

Ja leczę się z nerwicy i uzależnienia od benzodiazepin od ok 1994 -95 więc również w tym siedzę od ok 21 lat, tylko że widzę pewne rzeczy z perspektywy pacjenta, „od kuchni”, któremu próbowano odstawiać benzodiazepiny na śmierdzących detoksach alkoholowych na różne dziwne sposoby oraz na szybko w brudnym szpitalu psychiatrycznym, na którym ledwo udało mi się wywinąć od serii elektrowstrząsów, a nie cierpię na żadną psychozę, czy depresję endogenną:/

Natomiast w artykułach dotykających problemów medycznych powinien być dopuszczony głos profesjonalisty, lub choćby merytoryczna recenzja. Inaczej ma być dobrze a wychodzi jak zwykle.

W początkowej wersji artykułu taki był plan, aby zaprosić do rozmowy dr Annę Basińską spec. psychiatrą ordynator Oddziału Leczenia Zespołów Abstynencyjnych (OLAZA) Z Instytutu Neurologii i Psychiatrii, gdzie odstawia się benzodiazepiny, jak również z samą prof. Heather Ashton wieloletnią dyrektorką odwyku od benzodiazepin w UK, autorką słynnego artykułu „Jak działają benzodiazepiny, jak je odstawić po wielu latach zażywania” o których wielu polskich lekarzy nie ma nawet pojęcia! Niestety z pewnych przyczyn pomysł nie wypalił..

Jako specjalista wspomniana dr Anna Basińska wraz z Jackiem Przybyło (psychiatrą, psychoterapeutą) wypowiada się w innym artykule o uzależnieniach od leków BDZ,, przy którym miałem również przyjemność współpracować,a który ukazał się jakiś czas temu w tygodniku WPROST i jest w podobnym tonie? pt „Jak zostać lekomanem?” autor Katarzyna Szydłowska – Kalukin

pod spodem link do artykułu, niestety jest on zamknięty, tj płatny (ok 4.50 zł)

https://www.wprost.pl/533192/Jak-zostac-lekomanem

Jakiś czas temu emitowany był również program prowadzony przez Paulinę Młynarską i Dorotę Wellman o uzależnieniach od leków z grupy benzodiazepin na TVN Style (Miasto Kobiet) W programie tym brali udział specjaliści terapii uzależnień w tym psychoterapeuta Robert Rutkowski jak również zaproszono osoby uzależnione..

Hipnoza jako wsparcie w terapii uzależnień – Centrum Psychoterapii BEN

(*Wpis sponsorowany)

Uzależnienie od leków (lekomania) przybiera czasem różne oblicza.., często bywa tak, że osoby uzależnione od alkoholu przeżywając dojmujące objawy zespołu abstynencyjnego chcą jak najszybciej poczuć się lepiej. To jak najbardziej naturalne pragnienie. Pod wpływem sugestii lekarza rodzinnego, zaczynają zażywać leki uspokajające z grupy benzodiazepin. Efekt doznanej ulgi jest natychmiastowy, dlatego też często pacjenci zaczynają samodzielnie zwiększać dawki, a to tylko krok od kolejnego problemu – uzależnienie od leków. Dlatego też warto poszukać fachowej pomocy w trzeźwieniu, bo wychodzenie z uzależnienia to długi i żmudny proces, gdzie każde wsparcie staje się na wagę złota.

W Centrum Psychoterapii BEN MED osoby borykające się z różnymi „holizmami”, takimi jak alkoholizm, pracoholizm, zakupoholizm, narkomania, czy uzależnienie od leków mogą liczyć na pomoc. Od ponad 20 lat miejsce to zajmuje się niesieniem wsparcia tym, którzy wpadli w pułapkę uzależnienia. Ośrodek ten był drugą prywatną placówką w Warszawie, która zajmowała się leczeniem osób uzależnionych.

Doświadczenie to owocuje satysfakcją pacjentów, którzy dzięki swojej ciężkiej pracy i wsparciu specjalistów zmienili swoje życie. Prof. Michał Połykowski, lekarz psychiatra rosyjskiego pochodzenia, stworzył w tym ośrodku unikalną metodę leczenia osób uzależnionych – biohipnozę, czerpiąc z dorobku wschodniej szkoły prof. Dowżenki.

Poruszającym momentem mojej pracy był telefon jednego z naszych byłych pacjentów, który poinformował nas, że dzięki terapii nie pije już 11 lat. Zapytany o to, w czym teraz moglibyśmy mu służyć, odpowiedział radośnie, że właściwie to w niczym, ale on tu co roku będzie dzwonił i informował o kolejnych miesiącach trzeźwości, bo nigdy nikomu nie był tak wdzięczny. Ma poczucie, że z kimś musi się podzielić wiadomością o swoim powrocie do zdrowia, dlatego nasz numer telefonu będzie mu towarzyszył” – wspomina Katarzyna Iwanicka, terapeuta uzależnień w Centrum Psychoterapii BEN. „Takie momenty mobilizują i dają poczucie ważności, tego co na co dzień robimy i jak troszczymy się o naszych klientów”.

Choć prof. Połykowski zmarł przed kilkoma miesiącami, to zespół Centrum Psychoterapii BEN nadal stara się korzystać z formy leczenia jaką jest hipnoza, pomagając osobom uzależnionym.

Hipnoza jest nieinwazyjną techniką propagowaną przez Miltona Ericksona, opartą na afirmacji i sugestii, wspomagającej leczenie terapeutyczne. Zalecana jest ona jako bezpieczny, samodzielny środek terapeutyczny oraz jako dodatkowy element psychoterapii. Wielu naszych pacjentów stosuje ją jako uzupełnienie indywidualnej psychoterapii uzależnień oraz dodatkowych warsztatów umiejętności psychospołecznych.

W czasie trwania indukcji hipnotycznej zachowana jest świadomość oraz stan czuwania osoby indukowanej. Indukcje prowadzone są na poziomie fal Alpha (stan przedsenny). Udział w hipnozie poprzedzony jest konsultacją terapeutyczną, podczas której terapeuta decyduje, czy nie ma przeciwwskazań do udziału w tej metodzie. Następnie, w zależności od potrzeby i przeznaczenia zalecanych jest od 3 do 5 spotkań terapeutycznych, trwających od 60 do 90 minut. Wszystko odbywa się w przyjaznej i bezpiecznej atmosferze.

W sesjach terapeutycznych prowadzonych metodą hipnozy brać udział mogą również pacjenci, którzy korzystają z leczenia uzależnień od nikotyny, alkoholu i narkotyków. Pierwszymi widocznymi efektami uczestnictwa w hipnozie jest uczucie głębokiego spokoju i odprężenia. Zdarzają się pacjenci, którzy wychodząc z gabinetu mówią o tym, że już dawno nie czuli się tak zrelaksowani, tak jakby właśnie przebudzili się z krzepiącego snu.

Hipnoza pozwala także na uwolnienie organizmu klienta od wewnętrznych blokad i napięć, powstałych w wyniku reakcji na stres. Dodatkowo, o czym świadczą dane na temat utrzymywania abstynencji, sesje hipnotyczne ułatwiają pracę osoby uzależnionej nad trzeźwieniem, a także obniżają poziom przyjemności wynikającej z zażywania przyjmowanej substancji toksycznej (nikotyna, alkohol czy narkotyki).

Dzięki pracy podczas sesji indywidualnych, a także udziale w hipnozie u pacjenta powoli dochodzi do ugruntowania przekonania, że można żyć bez używania substancji toksycznej. Poszerza się również pole samoświadomości, przy umiejętnym wykorzystaniu wewnętrznych możliwości. Oczywiście, hipnoza nie może być traktowana jako metoda „zamiast”, czyli droga na skróty omijająca ciężką, ale jakże owocną pracę nad uznaniem własnej bezsilności wobec alkoholu czy innej substancji oraz identyfikacją wyzwalaczy. Jawi się to raczej jako dodatkowa metoda wsparcia, pozwalająca na poradzenie sobie z napięciem, kluczowa jest jednak wciąż praca grupowa oraz sesje indywidualne.

www.centrumben.pl 

Nawrót choroby nałogowej cz.I

rain-122691_1280-crop-TEN

W którymś z ostatnich wpisów obiecałem wspomnieć coś o swoim jesienno-zimowym nawrocie, którego nierzadkie pomruki wciąż odczuwam..Na ten okres (nawrót) zapał do leczenia fobii społecznej i agorafobii osłabł, praca nad leczeniem nerwicy wyraźnie ustała, zastój, „martwica”, znaczące pogorszenie samopoczucia, wzrost poziomu lęku, przykrego napięcia mięśniowego, które z umiarkowanego, stało się uciążliwe..

Ale zanim o tym chciałbym na początku wnieść kilka pozytywów i parafrazując słowa piosenki Wojciecha Cugowskiego a po nocy przychodzi dzień, dodać od siebie, że po jesieni, zimie, przychodzi lato, tak i pewne problemy, które czasem się nam piętrzą wydając się nie do rozwiązania pryskają jak bańka mydlana okazując się drobnostką, „małym pajączkiem”, którego rzucał duży cień z oddali i zdawał się być potworem..

 – Walka z fobią społeczną

Tak więc lato w pełni, a ja mam za sobą już parę kilku kilometrowych wycieczek rowerowych po mieście, na moim ulubionym, „srebrnym szerszeniu”, z kołami 28” i aluminiową ramą (wspominałem o nim już wcześniej), jest to z jednej strony prawdziwa przyjemność, o której od dawna marzyłem, z drugiej punkt psychoterapii, zadanie, które mam regularnie co 2-3 dni wykonywać..Od razu powiem, że nie jest, ani nie był to żaden przymus, a mój własny pomysł, tj. ja wyraziłem chęć i gotowość, terapeuta „przyklepał”:), namawiał, by iść „za ochotą”, lecz ostrzegał przed nadmierną brawurą i ciągotami, by nadrobić stracony czas.

Druga rzecz, zmieniłem pory spacerów z psem z późno wieczorowej, na dzienną, ok 16.00, wcześniej, co tu dużo mówić, ukrywałem się w ciemnościach przed ludźmi, których jest sporo, bo mieszkam w samym środku największego blokowiska, w dodatku blisko centrum miasta

Chce wspomnieć jeszcze o jednej miłej rzeczy, która mnie kilka dni temu spotkała, otóż zapragnąłem nagle wybrać się z rodziną nad wodę, poopalać się choć przez chwilę, nie byłem na żadnym takim wypadzie dobre parę lat.. Rodzina (żona, córka) chętnie podchwyciła mój pomysł i następnego dnia wyruszyliśmy samochodem wszyscy nad małe jeziorko, przystosowane, przez lokalnych, kreatywnych, do kameralnego wypoczynku..

Nieduży lasek, a za nim kąpielisko, kawałek piaszczystej plaży,  jakiś lokal gastronomiczny z frytkami, grillem, rowery wodne, huśtawki dla dzieci nad wodą, było super, wprawdzie wciąż ukrywam się pod czarnym okularami przeciwsłonecznymi, ale po raz pierwszy od kilku lat kąpałem się w wodzie (bez okularów :)..), przebywałem w sporej grupie ludzi:), odnoszę wrażenie, że dzięki terapii powoli łapie dystans do pewnych spraw, co dla chorobliwego perfekcjonisty jakim byłem jest raczej istotną rzeczą..Dystans do siebie, do ludzi, do świata, do swoich słabości, chorób (fobii, cukrzycy) ich akceptacja paradoksalnie może przyczynić się do szybszego zdrowienia..

  Co to jest nawrót?

Wracając jednak do wątku na początku chciałbym napisać co oznacza pojęcie nawrót (?) Nie zamierzam jednak tu podawać jakichś ścisłych definicji z literatury, postaram się jedynie opowiedzieć własnymi słowami jak ja to rozumiem

Po raz pierwszy spotkałem się z określeniem „nawrót” w całodobowym ośrodku leczenia uzależnienia od alkoholu w Łukowie, w którym kiedyś przebywałem podejmując kolejną próbę leczenia uzależnienia od leków.. Do tego ośrodka odwykowego zostałem kiedyś skierowany przez lekarza psychiatrę, choć nie jestem alkoholikiem, niestety nie było wtedy oddzielnych terapii, ani miejsc do leczenia dla uzależnionych od leków uspokajających (wciąż chyba nie ma)..

Nawrót wg tego co obecnie wiem jak sama nazwa wskazuje jest nawrotem choroby nałogowej po jakimś okresie abstynencji..może to być krótka abstynencja, albo długa, nawet wieloletnia.. Dotychczas z pojęciem nawrotu spotkałem się jedynie w odniesieniu do terapii leczenia alkoholizmu, ale skoro ja nie jestem i nigdy nie byłem alkoholikiem, narkomanem, jestem uzależniony tylko (i aż) od leków uspokajających, i skoro ten stan, wraz z swoimi charakterystycznymi cechami i sygnałami (tzw sygnały ostrzegawcze) dopadł i mnie, i to nie pierwszy raz w ciągu mojej już prawie 7 letniej lekowej abstynencji, pozwala mi to wysnuć przypuszczenie (tezę), że nawrót nie jest stanem zarezerwowanym wyłącznie dla uzależnienia od alkoholu, ale może dotyczyć ogólnie nałogowości, choroby nałogowej w szerszym znaczeniu, bez względu na rodzaj przyjmowanej chemii (?)..

Przy okazji wtrącę w tym miejscu jedną swoją myśl, mianowicie: biorąc pod uwagę całą swoją przeszłość i liczne doświadczenia związane z uzależnieniem od leków uspokajających zaryzykuję i postawię drugą tezę, mianowicie: że ten rodzaj uzależnienia (mam tu na myśli także ludzi z stanami lękowymi, nerwicą, fobią, którzy poszli do specjalisty i uzależnili się nieświadomie na skutek jatrogennego błędu lekarza lub/i własnego zlekceważenia zaleceń), pomimo różnic w pewnych obszarach i swojej specyfiki, na poziomie psychologicznym rządzi się podobnymi, jak nie takimi samymi, podstawowymi mechanizmami, co np. choroba alkoholowa ..Na temat narkomanii, czy innych nałogów, np. behawioralnych nie będę się wypowiadał, bo nie mam żadnych doświadczeń w tym temacie.

Jak już wcześniej wspomniałem nawrót nie oznacza od razu powrotu do łykania tabletek lub do picia alkoholu.. może tak być, ale nie musi..Nawrót w porę zdiagnozowany, wyłapany, uświadomiony, przepracowany może „rozejść się po kościach” nie wyrządzając żadnych szkód.. Nie jest to niestety prosta sprawa, bo na poziomie świadomym jest to trudne do zauważenia, szczególnie u siebie, na szczęście nawrót choroby nałogowej ma to do siebie, że rozwija się zwykle powoli i poprzedzają go tzw sygnały ostrzegawcze, tj pewne zmiany w samopoczuciu fizycznym, psychicznym, zmiany w trybie życia, w stosunkach z ludźmi u człowieka uzależnionego, które jeśli zostaną zignorowane mogą prowadzić to rozwinięcia się, w tym konkretnym przypadku, do myśli i zachowań zmierzających do zdobycia i zażycia leku (zagadnienie sygnałów ostrzegawczych rozwinę w drugiej części cyklu wpisów „Nawrót”)

Mój nawrót zaczął się na jesieni i nie był do końca typowy (o tym za chwilę), związany był z spiętrzeniem kilku trudnych wydarzeń, które czekały mnie w nadchodzącym roku i różnych dodatkowych sytuacji, negatywnych emocji, które wokół nich narosły..Nawrót tworzy się zwykle wokół „czegoś”, z tym że mogą to być konkretne, bardzo trudne wydarzenia życiowe lub w prost przeciwnie, może to być monotonia, szarość dnia codziennego i nuda, którego człowiek uzależniony, przyzwyczajony raczej w trakcie swojego nałogu do skrajnych stanów typu: silna, skrajna emocja (1 ekstremum), złość, gniew, lęk, rozdrażnienie, przerażenie, panika, ekscytacja, – (2 ekstremum) ulga, ale i otumanienie, nadmierna senność, przyćpanie, nie trawi, nie toleruje, ciężej znosi niż normalny, zdrowy, przeciętny człowiek, więc czasem jego psychika podświadomie zatęskni, bo „nałogowa maszynka” włączy się samoistnie..cdn