UA-43269020-1

Lekomania – Całodobowy Oddział Leczenia Uzależnień cz.II (detoksykacja)

Lekomania

– Oddział detoksykacji alkoholowej cd..

Z Grześkiem (księdzem) trzymaliśmy się razem praktycznie przez cały detoks i terapię w ośrodku, tzn on, jako alkoholik już po ok 1 tygodniu skończył detoksykację, ja z racji tego, że leczyłem uzależnienie od leków musiałem spędzić tam ok 1 miesiąca, co w przypadku odstawiania Clonazepamu i tak było zbyt krótko (dopiero teraz to wiem) (więcej…)

Artykuł o uzależnieniu od leków (benzodiazepin) WP.PL

Tabletka na życie - Aneta Wawrzyńczak

Zaproszenie do przeczytania artykułu pt „Tabletka na życie” – Aneta Wawrzyńczak  [ tutaj..], traktującego o uzależnieniach od leków uspokajających, głównie z grupy benzodiazepin, choć nie tylko, który ukazał się na portalu kobieta.wp.pl ,
Artykuł ten powstał z inicjatywy i pomysłu reportażystki
Anety Wawrzyńczak i można powiedzieć, że jest wspólnym „dziełem reportersko – blogerskim” (Jej i moim), jak również, mam nadzieję, kolejną cegiełką, która wniesie coś do sprawy lepszego uświadomienia zarówno pacjentów, jak i specjalistów w tym temacie oraz stworzenia zaplecza do leczenia tego typu uzależnień, które praktycznie w Polsce nie istnieje.

 

UDOSTĘPNIAJCIE PROSZĘ !! Sprawa dotyczy naprawdę dużej grupy osób, a może dotyczyć potencjalnie także Was!

 – poniżej przedstawiam komentarz jaki dostałem pod tym wpisem oraz moją odpowiedź, którą    ze względu na dużą objętość zdecydowałem się przenieść do wpisu

 

b8774e68fdda22667b951a6f6f5cbe6e

1 komentarz

(lekarz psychiatra spec. leczenia uzależnień od leków BDZ)

Panie Przemku przecież ten artykuł nic nie wnosi, autorka szuka sensacji i Pana podpuszcza. Zawiera wiele błędów merytorycznych i fałszywych oskarżeń. W czyim interesie leży podważanie autorytetu do lekarzy. Należy tu wspomnieć, że większość „przypadków lekomanii” to nie wina lekarzy i koncernów, których tak boi się spora grupa osób. To pacjenci często przyjmują leki niezgodnie z zaleceniami, co prowadzi między innymi do zależności. Rozumiem, że każdy szuka popularności jak potrafi. Jednak odrobinę kultury i szacunku dla odbiorców to chyba niewielkie wymagania. Należy pamiętać, że przeczytają to ludzie chorzy. Niestety jestem zniesmaczony tonem tej publikacji, moim zdaniem zaszkodzi sporej grupie pacjentów. Generalnie popieram szerszą rozmowę o problemie lekomanii, sam zajmuję się nim od ponad dwudziestu lat. Natomiast w artykułach dotykających problemów medycznych powinien być dopuszczony głos profesjonalisty, lub choćby merytoryczna recenzja. Inaczej ma być dobrze a wychodzi jak zwykle.

large_1216692 (1) - p1

Dziękuje za komentarz, przeczytałem go z uwagą..

Z całym szacunkiem Panie doktorze do tego, czym się Pan zajmuje na co dzień i Pana doświadczenia, ale uważam, że się Pan myli w kilku sprawach..

Zanim jednak odniosę się do poszczególnych kwestii powiem, że odpowiedź na jakaś część Pana komentarza oraz mój ogólny stosunek do kwestii, którą Pan porusza można znaleźć w jednym z moich wcześniejszych wpisów pt „Przyczyny lekomanii cz. IV” .., chciałbym też zdecydowanie i stanowczo podkreślić, że ani artykuł, o którym Pan wspomina, ani treści prezentowane na moim blogu nie odnoszą się do wszystkich lekarzy, tylko do pewnych przypadków, których jednak jest nie mało Nikt też nie występuje tutaj przeciwko lekarzom jako grupie zawodowej, tylko przeciwko pewnym nieprawidłowym działaniom..Ja sam pochodzę z bardzo lekarskiej rodziny, mam 4 lekarzy w najbliższej rodzinie, a w trakcie swojego wieloletniego leczenia spotkałem co najmniej kilku wspaniałych lekarzy (psychiatrów), którzy nie tylko nie „szastali” benzodiazepinami, ale mi bardzo pomogli w kryzysowych sytuacjach i słowem i działaniem..

Niestety, z przeszło 3 letniej korespondencji z ludźmi uzależnionymi od BDZ, dowiedziałem się, że rzeczywistość w Polsce wygląda tak, że tak jak istnieje całe mnóstwo dobrych i świadomych lekarzy, tak jest jeszcze sporo, tych, nieświadomych (różnych specjalności), którzy „lekką ręką” niekoniecznie ze złej woli, ale np. z niewiedzy przepisują benzodiazepiny nawet na najmniejszy stres, czy bezsenność i robią to nawet latami! A są i wśród nich tacy, którzy zrobią pewne rzeczy dla pieniędzy niespecjalnie się przejmując pacjentem

Kolejna rzecz, nie podważam konieczności istnienia leków uspokajających, które są bardzo skuteczne i potrzebne, jako „leki ratunkowe” w sytuacjach kryzysowych, jestem przeciwnikiem ich nadużywania, które było również moim udziałem, a które nie leczone mogło doprowadzić mnie nawet do śmierci

Panie Przemku przecież ten artykuł nic nie wnosi, autorka szuka sensacji i Pana podpuszcza.

Nie wiem, dlaczego tak Pan uważa (?!) :/ Autorka tego artykułu jest dziennikarką „zaangażowaną”, specjalizującą się w problemach społecznych, konfliktach zbrojnych, prawach człowieka W 2012 r. była nominowana do Pióra Nadziei Amnesty International, jeździ po świecie nawet tam, gdzie kule świszczą nad głową..Współpracowaliśmy przy tym artykule prawie przez 1 rok czasu, a nawet dłużej i uważam, że jest bardzo rzetelny

Naprawdę sądzi Pan, że problem uzależnień od benzodiazepin w Polsce został już wystarczająco nagłośniony ? na tyle, by ktoś władny tym się zajął (?) Wciąż nie ma dla lekomanów oddziałów detoksykacyjnych, dedykowanych programów terapeutycznych, ośrodków terapii, ani nawet oddzielnych grup!

..mało tego, ja mam wrażenie, że ten problem od wielu lat z jakiegoś powodu jest zamiatany „pod dywan” i nikt się tym specjalnie nie interesuje! dlatego dziwi mnie trochę prawdę mówiąc, że Pan, lekarz zajmujący się leczeniem uzależnień od leków BDZ i pisze coś takiego (?)

Byłem na wielu oddziałach detoksykacyjnych i w Całodobowym Ośrodku Terapii Uzależnień 6 miesięcy (jako jedyny lekoman) i są to głównie detoksy alkoholowe, często należące do kompleksu szpitali psychiatrycznych, takie na których przebywają pacjenci z psychozami lub terapie dla osób uzależnionych od alkoholu, gdzie lekomani są leczeni na „doczepkę”.. Niestety słyszałem, że uciekają z takich terapii, bo czują się wyobcowani i nie rozumiani w takiej grupie (ja się tak czułem), w końcu z swoimi problemami poszli do lekarza w zaufaniu (często psychiatry), a nie nachlać się do monopolowego, albo do dealera w bramie wstrzyknąć sobie „w żyłę”! dostali leki a później okazuje się, że są uzależnieni, bo te leki szybciej uzależniają niż alkohol! Na domiar złego Ci ludzie nie mają się gdzie leczyć..

Zawiera wiele błędów merytorycznych i fałszywych oskarżeń.

A można prosić o konkretne wskazanie tych błędów? Bo ja ich nie widzę (odpowiadam jedynie za tą część tekstu traktujący o mnie i w temacie benzodiazepin, bo to o nich jest głównie mowa jako substancji uzależniającej + plus leki nasenne nowej generacji Zolpidem, Zopiclone, Zaleplon)

W czyim interesie leży podważanie autorytetu do lekarzy.

Panie Tomaszu, nie ma znaczenia czy chodzi o lekarzy, czy kolejarzy, urzędników, księży, czy policjantów, powtórzę się i powiem, że nikt też nie występuje przeciwko lekarzom, jako grupie zawodowej, tylko temu, czy ktoś coś robi dobrze, czy źle, co się później odbija na czyimś zdrowiu.. Nie chodzi też, żeby komuś personalnie dokopać (atakować, wytoczyć proces), ale o to by rozwiązać problem tak, żeby było dobrze i lekarze nie są tu (przepraszam za określenie) jakimiś „świętymi krowami”, którym trzeba składać hołd!

Należy tu wspomnieć, że większość „przypadków lekomanii” to nie wina lekarzy i koncernów, których tak boi się spora grupa osób. To pacjenci często przyjmują leki niezgodnie z zaleceniami, co prowadzi między innymi do zależności.

I w tym miejscu również z całego serca się z Panem nie zgodzę!:/, .. Przeciwnie, uważam, że wiele przypadków lekomanii (nie wszystkie!) powstało właśnie na skutek jatrogennych błędów lekarskich, lecz oczywiście nie tylko, bo także z powodu innych czynników, takich jak brak do niedawna swobodnego dostępu do dobrej, darmowej psychoterapii (NFZ), brak współpracy psychiatrów z psychologami posiadającymi uprawnienia do prowadzenia psychoterapii (mam tu na myśli i terapię odwykową i psychoterapię problemu pierwotnego tzw „podwójna diagnoza” ), którzy usiłują leczyć swoich pacjentów sami, wyłącznie objawowo lekami SSRI, SRNI, lekami antydepresyjnymi starej generacji, benzodiazepinami, lub innymi jak neuroleptyki, stabilizatory nastroju na tym poprzestają, a przecież leki te nie usuwają przyczyn, w dodatku są bardzo nie doskonałe, więc pacjenci wybierają benzodiazepiny, bo działają konkretnie..

A gdyby tak psychiatrzy, po zaopatrzeniu swoich pacjentów w odpowiednie, dobre i nieuzależniające leki posiadali namiary na dobrych psychoterapeutów i odsyłali swoich pacjentów do nich taka terapia była by kompletna i przynosiła by na pewno lepszy efekt (tak podaje literatura)

Myślę też, że lekomania w Polsce bierze się także z mentalności samych ludzi, którzy jeszcze nie wierzą w skuteczność psychoterapii, uważają, że tylko leki i lekarze posiadają moc leczenia, jak również z tego, że żyjemy, co tu dużo mówić, w czasach „kultury tabletki” i proszę mi nie mówić, że koncerny farmaceutyczne nie mają nic do tego, bo jak włączy Pan telewizor, to na 10 reklam jest 7 dotyczących medykamentów, a Polska jest na 4 miejscu w Europie, biorąc pod uwagę ilość sprzedawanych leków w roku i to nie tylko leków na receptę, ale i tych nie na receptę.

Nie jestem jakimś nawiedzonym przeciwnikiem wszystkich leków, sam biorę ich sporo z powodu cukrzycy II, nadciśnienia, a także pewne psychiatryczne jak np. SSRI, ale koncerny, poprzez reklamy uczą ludzi „dróg na skróty”, tzn tego, że leki są już praktycznie na wszystko i za jakiś czas być może będzie Pan uczestniczył w leczeniu pacjentów uzależnionych od sterydów, środków na przeczyszczenie (anorektyczki, bulimiczki),na odchudzanie, na potencje, suplementów zdrowia i witamin, kodeiny zawartej w syropach przeciwkaszlowych która odurza, leków na lepszą cerę, że o dopalaczach już nie wspomnę

Wspomniałem wcześniej o jatrogennych błędach lekarzy, czyli NIEŚWIADOMYCH! a mówiąc to miałem na myśli tu lekarzy różnych specjalności, w tym psychiatrów, którzy albo wcale nie poinformowali swoich pacjentów albo nie poinformowali wystarczająco jasno, wyraźnie i rzeczowo, wprost o możliwym potencjalnym uzależnieniu i to już po 4 tyg i o tym, czym takie uzależnienie jest i może się skończyć!

..wiem o tym ponieważ odkąd prowadzę tego bloga (ok 3 lata) piszą do mnie cyklicznie osoby w różnym wieku, którzy dostali benzodiazepiny zarówno od lekarzy internistów, jak i lekarzy pierwszego kontaktu, jak również od psychiatrów i Ci ludzie twierdzą, że nikt ich nie uprzedził, ba, wiele z tych osób ma przepisywane leki od wielu lat (9, 12, 15, 30) ! ..oczywiście są też osoby, które oszukują, robiąc „doctor shopping” odwiedzają kilku lekarzy ..

Oczywiście można by rzec, że w ulotkach leku są ostrzeżenia, ale ludzie są ludźmi ,jak im lekarz czegoś nie powie, nie uczuli, to ignorują takie uwagi, tym bardziej, że są to często ludzie, którzy trafiają do lekarza, psychiatry już w takim kiepskim stanie, że czepią się wszystkiego, żeby tylko poczuć się lepiej, nie każdy też przecież czyta ulotki, a jak lekarz wyraźnie nie powie czegoś nie powie to nie mają powodu się obawiać, zwłaszcza, że w ich mniemania nie są to narkotyki, alkohol, tylko leki, a leki przecież leczą!

Dostają leki antydepresyjne SSRI, SRNI, i często benzodiazepiny na przeczekanie, gdzie te pierwsze często przegrywają na korzyść benzo, które działają silniej i od razu, a gdy lekarz wyraźnie nie ostrzeże swojego pacjenta o możliwych konsekwencjach nadużywania (mnie nikt nie ostrzegł!) to później wśród pacjentów rzeczywiście odbywa się „samowolka”, a później, gdy już rozwinie się głębokie uzależńienie


Rozumiem, że każdy szuka popularności jak potrafi. Jednak odrobinę kultury i szacunku dla odbiorców to chyba niewielkie wymagania.

Szkoda, że tak Pan to odebrał :/..

Należy pamiętać, że przeczytają to ludzie chorzy. Niestety jestem zniesmaczony tonem tej publikacji, moim zdaniem zaszkodzi sporej grupie pacjentów. Generalnie popieram szerszą rozmowę o problemie lekomanii, sam zajmuję się nim od ponad dwudziestu lat.

Ja mam nadzieję, że przeczytają to ludzie chorzy, bo to właśnie przez szacunek do nich i chęć poprawy ich losu i zdrowia powstał ten artykuł..Nikt przecież nie namawia kogokolwiek do jakiejś nagłej rewolucji w państwowej służbie zdrowia, ani żeby ludzie z dnia na dzień zaczęli masowo, natychmiast, nierozważnie rzucać te leki, ale jako lekarz zapewne Pan wie, jaki wpływ wywierają benzodiazepiny na mózg przyjmowane przez kilkanaście lub kilkadziesiąt lat bez perzerwy, często w dużo większych niż terapeutyczna dawkach (np przyśpieszona demencja), albo jaki wpływ mają te leki na zdolność i jakość koorydnacji ruchowej u osób np po 65 roku życia (upadki, złamania kosci)  Nikt nie neguje skuteczności, niezawodności i przydatności tych leków w kryzysowych sytuacjach, które stosowane krótko lub doraźnie ratują często życie

Ja leczę się z nerwicy i uzależnienia od benzodiazepin od ok 1994 -95 więc również w tym siedzę od ok 21 lat, tylko że widzę pewne rzeczy z perspektywy pacjenta, „od kuchni”, któremu próbowano odstawiać benzodiazepiny na śmierdzących detoksach alkoholowych na różne dziwne sposoby oraz na szybko w brudnym szpitalu psychiatrycznym, na którym ledwo udało mi się wywinąć od serii elektrowstrząsów, a nie cierpię na żadną psychozę, czy depresję endogenną:/

Natomiast w artykułach dotykających problemów medycznych powinien być dopuszczony głos profesjonalisty, lub choćby merytoryczna recenzja. Inaczej ma być dobrze a wychodzi jak zwykle.

W początkowej wersji artykułu taki był plan, aby zaprosić do rozmowy dr Annę Basińską spec. psychiatrą ordynator Oddziału Leczenia Zespołów Abstynencyjnych (OLAZA) Z Instytutu Neurologii i Psychiatrii, gdzie odstawia się benzodiazepiny, jak również z samą prof. Heather Ashton wieloletnią dyrektorką odwyku od benzodiazepin w UK, autorką słynnego artykułu „Jak działają benzodiazepiny, jak je odstawić po wielu latach zażywania” o których wielu polskich lekarzy nie ma nawet pojęcia! Niestety z pewnych przyczyn pomysł nie wypalił..

Jako specjalista wspomniana dr Anna Basińska wraz z Jackiem Przybyło (psychiatrą, psychoterapeutą) wypowiada się w innym artykule o uzależnieniach od leków BDZ,, przy którym miałem również przyjemność współpracować,a który ukazał się jakiś czas temu w tygodniku WPROST i jest w podobnym tonie? pt „Jak zostać lekomanem?” autor Katarzyna Szydłowska – Kalukin

pod spodem link do artykułu, niestety jest on zamknięty, tj płatny (ok 4.50 zł)

https://www.wprost.pl/533192/Jak-zostac-lekomanem

Jakiś czas temu emitowany był również program prowadzony przez Paulinę Młynarską i Dorotę Wellman o uzależnieniach od leków z grupy benzodiazepin na TVN Style (Miasto Kobiet) W programie tym brali udział specjaliści terapii uzależnień w tym psychoterapeuta Robert Rutkowski jak również zaproszono osoby uzależnione..

Nawrót choroby nałogowej cz. II

unhappy-389944_1280-crop (1) (1)

No to mamy listopad, czyli jesień w pełni.. ponoć trudny okres dla osób neurotycznych, lękowych, depresyjnych, dlaczego (?).. ano pewnie dlatego, że pogoda się psuje, za oknami robi się szybko ciemno..

Roślinność traci swój piękny koloryt, znika zieleń, liście spadają z drzew, widać gołe, suche gałęzie, wszystko na zewnątrz obumiera, no i wiadomo, brak słoneczka.. Choć bywa tak, że czasem się ono pojawia, ale już nie tak często. Wprawdzie jest na świecie bardzo wielu entuzjastów jesieni, ale ja zdecydowanie do nich nie należę (przynajmniej na razie). Ciemno za oknami, to od razu ciemniej w głowie, co przekłada się czasem na to, że jest ciemniej w emocjach, uczuciach, sercu..

Jak sobie z tym radzę (?). jeszcze nie tak dawno „ulegałem” tym szarościom, łapałem jakieś„zawiasy”, mniejsze, większe dołki, doły, bywało, że snułem się po ciemnym mieszkaniu nawet nie zapalając światła.. Teraz staram się jakoś nie dawać i wbrew polityce oszczędnościowej w moim mieszkaniu oświetlać mocno te miejsca gdzie przebywam, dobrze jest też słuchać radia, lub włączyć telewizor (podobno), choć by tylko po to, by „rozbroić” ciszę, szczególnie wtedy, gdy np. jesteśmy w domu sami..

Słyszałem też, że ogólnie w okresie jesienno-zimowym dobrze jest nie żałować sobie światła, to po 1. (ponoć są nawet jakieś terapie, podczas których naświetla się pacjentów specjalnymi lampami), po 2. myślę, że warto sobie też znaleźć jakąś aktywność fizyczną w domu lub poza nim, fitness, siłownia, basen, spacer (ja planuję, oby na planach się nie skończyło), no i wiadomo, jak ktoś nie ma problemów w kontaktach z ludźmi, to przebywać jak najwięcej wśród nich, by zwalczać samotność, jak ktoś ma (tak np. jak ja – fobik społeczny) robić wszystko,by tą przykrą, smutną rzeczywistość jakoś zmienić.. to tyle o jesieni..

Witam po dłuższej przerwie (i od razu startuję z dwoma wpisami) spowodowanej zmianami na moim blogu.. ”zamontowałem” nowy szablon (szatę graficzną), który jest dość skomplikowany i wymagał ode mnie laika kilkunastu godzin przestudiowania, rozwijam też trochę swoją podstronkę kulinarną, niedługo też powinien ukazać się artykuł o lekomanii między innymi z moim skromnym (anonimowym) udziałem, moja historia i historia pewnej kobiety, nasze wynurzenia i refleksje ..

Jest to trochę, powiedzmy, tak jakby wspólne „dzieło” reportersko – bloggerskie 🙂 stworzone dzięki inicjatywie i uprzejmości Pani dziennikarz Anety Wawrzyńczak..

W której to będzie gazecie (?) jeszcze nie wiadomo, która go zechce (?) Pani Aneta jest reportażystką – freelancerem, pożyjemy, zobaczymy..

Za ok 1 tydzień ma także być emitowany program w TVN Style (Miasto Kobiet) o lekomanii, ponoć z udziałem ludzi uzależnionych od leków i specjalistów – też byłem zaproszony, ale odmówiłem – za to „dałem się nagrać” przez telefon i ponoć zostanie puszczony fragment tejże rozmowy + pokazana na wizji moja stronka lekomaniablog.pl, tak przynajmniej ma być wg ustaleń i obietnic..

Tak, czy siak jest więc duża nadzieja, że problem lekomanii będzie powoli w Polsce nagłaśniany, bo trzeba przyznać, że w ostatnim czasie zainteresowanie mediów tym tematem znacząco wzrosło.

Kontynuując wątek mojego nawrotu, od momentu, w którym przerwałem w poprzednim wpisie, wspomnę, że w moim przypadku jego przyczyną mogło być jedno i drugie, czyli z jednej strony czarne wizje z piętrzącymi się (głównie w mojej głowie) nadchodzącymi, konkretnymi wydarzeniami, jak również monotonia, zniechęcenie brakiem (w moim odczuciu), konkretnych, zadowalających efektów w leczeniu mojej nerwicy, do tego okres jesienno-zimowy, który jak już wspomniałem dla neurotyka jest zwykle trudny, tak czy siak, o czym już pisałem wzrósł znacząco poziom lęku uogólnionego, manifestujący się u mnie głównie w postaci przykrego

napięcia w różnych partiach ciała (wzmożony bolesny zacisk szczęk, ból w podbrzuszu, drętwienie rąk i nóg)..

Wiedząc, że nie mogę przyjmować benzodiazepin zacząłem podświadomie szukać ulgi w różnych zwykłych tabletkach przeciwbólowych typu pyralgina, metafen łudząc się, że to w ogóle coś pomoże, jak również w niby nieuzależniającej Hydroksyzynie (lek uspokajający z innej grupy, niż benzodiazepiny, który 1-2 razy w roku stosowałem, gdy musiałem pojechać np. do banku, ZUS-u)..

Jednakże zacząłem jej konkretnie nadużywać, tzn na własną rękę, bez zaleceń lekarskich przyjmować codziennie, na początku 25 mg, później dawka wzrosła do 50 mg/ dzień..

Czasem też łykałem lek przeciwbólowy w połączeniu z Hydroksyzyną, taki „mix”, czyli typowe zachowania człowieka uzależnionego, testowanie, eksperymentowanie z substancjami w celu uzyskania jak najlepszego „efektu”!

Jednakże tak naprawdę ani te leki przeciwbólowe, ani Hydroksyzyna nie pomagały, gdyż zdałem sobie po miesiącu sprawę (na terapii), że tak naprawdę, to szukam podświadomie w nich rozluźniającego, miorelaksacyjnego działania, mojego „ulubionego”, lecz zabronionego mi Clonazepamu ! Wiedziałem, że tego ostatniego mi nie wolno, więc szukałem podświadomie ulgi w innych lekach.. Pisząc o nietypowości mojego nawrotu miałem na myśli to, że oprócz chemii, nieświadomych poszukiwań tabletkowych, zacząłem również uciekać w internet, netoholizm (uzależnienie behawioralne)..

Ten rodzaj uzależnienia może szczególnie grozić osobom cierpiącym na fobię społeczną lub agorafobię, takim jak np ja, które „utkwiły” w domu i próbują sobie coś rekompensować, lecz bynajmniej nie chodzi tu o cały internet, tylko pewną jego część jak np. portale społecznościowe, fora, chaty, gry online, gry komputerowe, strony XXX i inne aspekty (więcej na ten temat znajdziesz na mojej podstronie (netoholizm)..

Wielokrotnie ulegałem „zassaniu” w wirtualną rzeczywistość, wirtualne kontakty, dyskusje na forach internetowych, jakich jest cała masa w sieci, które odciągały moją uwagę, a wszystko po to, aby uciec od cierpienia, czy monotonii, które wtedy przeżywałem, od czarnych scenariuszy, które w głowie budowałem dodatkowo wspierając się w/w lekami, które jednak nie pomagały, bo bolesne napięcie jest wynikiem objawów lęku, powodujących skurcz mięśni szkieletowych, a nie np. ich stanu zapalnego, a po Hydroksyzynie robiłem się tylko zamulony i ospały, traciłem ochotę do robienia czegokolwiek, szedłem spać, dodatkowo hydroksyzyna wzmaga apetyt, co dla mnie cukrzyka jest ostatnią potrzebną rzeczą.. 

Wstyd powiedzieć, ale kilka razy próbowałem eksperymentów z Haloperidolem (stary, pełen „uboków” neuroleptyk), wmawiając sobie, że skoro ten lek był stosowany w psychiatrykach jako „farmakologiczny kaftan bezpieczeństwa”, to mnie on jakoś uspokoi, otumani, pozwoli przetrwać trudne chwile, do nadchodzących wydarzeń, lecz później, jak się „wyspowiadałem” ze swoich ekscesów psychologowi i pani doktor psychiatrze, to się tylko uśmiechnęła pod nosem i powiedziała mi, że ten ostatni lek, to bardzo ciężki lek i jednym z jego ubocznych działań są często stany spastyczne nadmiernego napięcia mięśni, czyli zasadniczo zamiast polepszyć, to mogłem sobie bardzo pogorszyć i tylko nasilić objawy, a ponoć mówi się, że głupota nie boli, czy aby na pewno (?)..Na szczęście wziąłem ten lek tylko kilka razy w najmniejszej możliwej dawce i to podzielonej na pół, a później resztę spuściłem w muszli klozetowej..

Na szczęście, wszystko skończyło się w miarę szczęśliwie, ale niestety jakiś czas dochodziłem do siebie, bo tak się zabunkrowałem w domu, spędzając większość czasu albo przy komputerze albo koncentrując się na podstawowych obowiązkach domowych, że później jak już wyszedłem, drażniły, przytłaczały mnie zewnętrzne bodźce, światło, ruch, hałas coś co już zasadniczo miałem unormowane..

Nawrót choroby nałogowej cz.I

rain-122691_1280-crop-TEN

W którymś z ostatnich wpisów obiecałem wspomnieć coś o swoim jesienno-zimowym nawrocie, którego nierzadkie pomruki wciąż odczuwam..Na ten okres (nawrót) zapał do leczenia fobii społecznej i agorafobii osłabł, praca nad leczeniem nerwicy wyraźnie ustała, zastój, „martwica”, znaczące pogorszenie samopoczucia, wzrost poziomu lęku, przykrego napięcia mięśniowego, które z umiarkowanego, stało się uciążliwe..

Ale zanim o tym chciałbym na początku wnieść kilka pozytywów i parafrazując słowa piosenki Wojciecha Cugowskiego a po nocy przychodzi dzień, dodać od siebie, że po jesieni, zimie, przychodzi lato, tak i pewne problemy, które czasem się nam piętrzą wydając się nie do rozwiązania pryskają jak bańka mydlana okazując się drobnostką, „małym pajączkiem”, którego rzucał duży cień z oddali i zdawał się być potworem..

 – Walka z fobią społeczną

Tak więc lato w pełni, a ja mam za sobą już parę kilku kilometrowych wycieczek rowerowych po mieście, na moim ulubionym, „srebrnym szerszeniu”, z kołami 28” i aluminiową ramą (wspominałem o nim już wcześniej), jest to z jednej strony prawdziwa przyjemność, o której od dawna marzyłem, z drugiej punkt psychoterapii, zadanie, które mam regularnie co 2-3 dni wykonywać..Od razu powiem, że nie jest, ani nie był to żaden przymus, a mój własny pomysł, tj. ja wyraziłem chęć i gotowość, terapeuta „przyklepał”:), namawiał, by iść „za ochotą”, lecz ostrzegał przed nadmierną brawurą i ciągotami, by nadrobić stracony czas.

Druga rzecz, zmieniłem pory spacerów z psem z późno wieczorowej, na dzienną, ok 16.00, wcześniej, co tu dużo mówić, ukrywałem się w ciemnościach przed ludźmi, których jest sporo, bo mieszkam w samym środku największego blokowiska, w dodatku blisko centrum miasta

Chce wspomnieć jeszcze o jednej miłej rzeczy, która mnie kilka dni temu spotkała, otóż zapragnąłem nagle wybrać się z rodziną nad wodę, poopalać się choć przez chwilę, nie byłem na żadnym takim wypadzie dobre parę lat.. Rodzina (żona, córka) chętnie podchwyciła mój pomysł i następnego dnia wyruszyliśmy samochodem wszyscy nad małe jeziorko, przystosowane, przez lokalnych, kreatywnych, do kameralnego wypoczynku..

Nieduży lasek, a za nim kąpielisko, kawałek piaszczystej plaży,  jakiś lokal gastronomiczny z frytkami, grillem, rowery wodne, huśtawki dla dzieci nad wodą, było super, wprawdzie wciąż ukrywam się pod czarnym okularami przeciwsłonecznymi, ale po raz pierwszy od kilku lat kąpałem się w wodzie (bez okularów :)..), przebywałem w sporej grupie ludzi:), odnoszę wrażenie, że dzięki terapii powoli łapie dystans do pewnych spraw, co dla chorobliwego perfekcjonisty jakim byłem jest raczej istotną rzeczą..Dystans do siebie, do ludzi, do świata, do swoich słabości, chorób (fobii, cukrzycy) ich akceptacja paradoksalnie może przyczynić się do szybszego zdrowienia..

  Co to jest nawrót?

Wracając jednak do wątku na początku chciałbym napisać co oznacza pojęcie nawrót (?) Nie zamierzam jednak tu podawać jakichś ścisłych definicji z literatury, postaram się jedynie opowiedzieć własnymi słowami jak ja to rozumiem

Po raz pierwszy spotkałem się z określeniem „nawrót” w całodobowym ośrodku leczenia uzależnienia od alkoholu w Łukowie, w którym kiedyś przebywałem podejmując kolejną próbę leczenia uzależnienia od leków.. Do tego ośrodka odwykowego zostałem kiedyś skierowany przez lekarza psychiatrę, choć nie jestem alkoholikiem, niestety nie było wtedy oddzielnych terapii, ani miejsc do leczenia dla uzależnionych od leków uspokajających (wciąż chyba nie ma)..

Nawrót wg tego co obecnie wiem jak sama nazwa wskazuje jest nawrotem choroby nałogowej po jakimś okresie abstynencji..może to być krótka abstynencja, albo długa, nawet wieloletnia.. Dotychczas z pojęciem nawrotu spotkałem się jedynie w odniesieniu do terapii leczenia alkoholizmu, ale skoro ja nie jestem i nigdy nie byłem alkoholikiem, narkomanem, jestem uzależniony tylko (i aż) od leków uspokajających, i skoro ten stan, wraz z swoimi charakterystycznymi cechami i sygnałami (tzw sygnały ostrzegawcze) dopadł i mnie, i to nie pierwszy raz w ciągu mojej już prawie 7 letniej lekowej abstynencji, pozwala mi to wysnuć przypuszczenie (tezę), że nawrót nie jest stanem zarezerwowanym wyłącznie dla uzależnienia od alkoholu, ale może dotyczyć ogólnie nałogowości, choroby nałogowej w szerszym znaczeniu, bez względu na rodzaj przyjmowanej chemii (?)..

Przy okazji wtrącę w tym miejscu jedną swoją myśl, mianowicie: biorąc pod uwagę całą swoją przeszłość i liczne doświadczenia związane z uzależnieniem od leków uspokajających zaryzykuję i postawię drugą tezę, mianowicie: że ten rodzaj uzależnienia (mam tu na myśli także ludzi z stanami lękowymi, nerwicą, fobią, którzy poszli do specjalisty i uzależnili się nieświadomie na skutek jatrogennego błędu lekarza lub/i własnego zlekceważenia zaleceń), pomimo różnic w pewnych obszarach i swojej specyfiki, na poziomie psychologicznym rządzi się podobnymi, jak nie takimi samymi, podstawowymi mechanizmami, co np. choroba alkoholowa ..Na temat narkomanii, czy innych nałogów, np. behawioralnych nie będę się wypowiadał, bo nie mam żadnych doświadczeń w tym temacie.

Jak już wcześniej wspomniałem nawrót nie oznacza od razu powrotu do łykania tabletek lub do picia alkoholu.. może tak być, ale nie musi..Nawrót w porę zdiagnozowany, wyłapany, uświadomiony, przepracowany może „rozejść się po kościach” nie wyrządzając żadnych szkód.. Nie jest to niestety prosta sprawa, bo na poziomie świadomym jest to trudne do zauważenia, szczególnie u siebie, na szczęście nawrót choroby nałogowej ma to do siebie, że rozwija się zwykle powoli i poprzedzają go tzw sygnały ostrzegawcze, tj pewne zmiany w samopoczuciu fizycznym, psychicznym, zmiany w trybie życia, w stosunkach z ludźmi u człowieka uzależnionego, które jeśli zostaną zignorowane mogą prowadzić to rozwinięcia się, w tym konkretnym przypadku, do myśli i zachowań zmierzających do zdobycia i zażycia leku (zagadnienie sygnałów ostrzegawczych rozwinę w drugiej części cyklu wpisów „Nawrót”)

Mój nawrót zaczął się na jesieni i nie był do końca typowy (o tym za chwilę), związany był z spiętrzeniem kilku trudnych wydarzeń, które czekały mnie w nadchodzącym roku i różnych dodatkowych sytuacji, negatywnych emocji, które wokół nich narosły..Nawrót tworzy się zwykle wokół „czegoś”, z tym że mogą to być konkretne, bardzo trudne wydarzenia życiowe lub w prost przeciwnie, może to być monotonia, szarość dnia codziennego i nuda, którego człowiek uzależniony, przyzwyczajony raczej w trakcie swojego nałogu do skrajnych stanów typu: silna, skrajna emocja (1 ekstremum), złość, gniew, lęk, rozdrażnienie, przerażenie, panika, ekscytacja, – (2 ekstremum) ulga, ale i otumanienie, nadmierna senność, przyćpanie, nie trawi, nie toleruje, ciężej znosi niż normalny, zdrowy, przeciętny człowiek, więc czasem jego psychika podświadomie zatęskni, bo „nałogowa maszynka” włączy się samoistnie..cdn


Odstawianie benzodiazepin w szpitalu cz.I

odstawianie benzodiazepin w szpitalu

Parę dni temu napisała do mnie jedna sympatyczna Pani z problemem zbyt szybkiego odstawienia benzodiazepin, czego konsekwencją było wystąpienie wielu nieprzyjemnych efektów odstawiennych, w następstwie czego osoba ta znalazła się w szpitalu psychiatrycznym, ponieważ nie wiedząc co się z nią dzieje, desperacko szukała tam jakiejś pomocy.. Niestety pobyt na takim oddziale okazał się dla niej bardzo przykry, żeby nie powiedzieć traumatyczny! Podobne uczucia towarzyszyły mi gdy przeszło 20 lat temu (1995r) znalazłem się w takiej samej placówce (również z własnego wyboru) w zamiarze „bezpieczniejszego” odstawienia leków uspokajających, po kilku nieudanych „odstawkach” na własną rękę, w domu..
(więcej…)