UA-43269020-1

Lekomania – w poszukiwaniu nadziei.. – cz II

..cd Pamiętam, że byłem wtedy pod opieką sympatycznej, Pani Hani W., lekarza spec. psychiatry z PZP w moim mieście (także biegłej sądowej), gdzie zapisałem się swojego czasu.. Wiedziała o mojej lekomanii, wielokrotnie próbowała mi pomagać jak mogła, naprawdę sporo jej zawdzięczam, nieraz ratowała mnie z różnych opresji, ale w sposób fachowy.. (więcej…)

Uzależnienie od leków – wspomnienia z terapii cz. II..

uzależnienie od leków

Zanim dalej będę pisał o uzależnieniu od leków wspomnę tylko, że wczoraj kolejna rundka na rowerze, po moim mieście, mam nadzieję, że zacznę jeździć już regularnie..oby! Lubię rower, lecz późno w tym roku zacząłem sezon, gdyż sporo przytyłem w  ostatnim okresie.. Niestety latka lecą (w lipcu stuknęło 47 l), przemiana materii zwolniła, a jak dodać do tego kompulsywne, nałogowe zażeranie stresów, które niestety wciąż zdarza mi się (noc), to zanim się oglądnąłem wyrósł mi duży brzuch i co teraz (?!) ano dodatkowy „balast” do mojej fobii społecznej, która wprawdzie powoli chyba mija, ale takie rzeczy raczej nie pomagają.. (więcej…)

Artykuł o uzależnieniu od leków (benzodiazepin) WP.PL

Tabletka na życie - Aneta Wawrzyńczak

Zaproszenie do przeczytania artykułu pt „Tabletka na życie” – Aneta Wawrzyńczak  [ tutaj..], traktującego o uzależnieniach od leków uspokajających, głównie z grupy benzodiazepin, choć nie tylko, który ukazał się na portalu kobieta.wp.pl ,
Artykuł ten powstał z inicjatywy i pomysłu reportażystki
Anety Wawrzyńczak i można powiedzieć, że jest wspólnym „dziełem reportersko – blogerskim” (Jej i moim), jak również, mam nadzieję, kolejną cegiełką, która wniesie coś do sprawy lepszego uświadomienia zarówno pacjentów, jak i specjalistów w tym temacie oraz stworzenia zaplecza do leczenia tego typu uzależnień, które praktycznie w Polsce nie istnieje.

 

UDOSTĘPNIAJCIE PROSZĘ !! Sprawa dotyczy naprawdę dużej grupy osób, a może dotyczyć potencjalnie także Was!

 – poniżej przedstawiam komentarz jaki dostałem pod tym wpisem oraz moją odpowiedź, którą    ze względu na dużą objętość zdecydowałem się przenieść do wpisu

 

b8774e68fdda22667b951a6f6f5cbe6e

1 komentarz

(lekarz psychiatra spec. leczenia uzależnień od leków BDZ)

Panie Przemku przecież ten artykuł nic nie wnosi, autorka szuka sensacji i Pana podpuszcza. Zawiera wiele błędów merytorycznych i fałszywych oskarżeń. W czyim interesie leży podważanie autorytetu do lekarzy. Należy tu wspomnieć, że większość „przypadków lekomanii” to nie wina lekarzy i koncernów, których tak boi się spora grupa osób. To pacjenci często przyjmują leki niezgodnie z zaleceniami, co prowadzi między innymi do zależności. Rozumiem, że każdy szuka popularności jak potrafi. Jednak odrobinę kultury i szacunku dla odbiorców to chyba niewielkie wymagania. Należy pamiętać, że przeczytają to ludzie chorzy. Niestety jestem zniesmaczony tonem tej publikacji, moim zdaniem zaszkodzi sporej grupie pacjentów. Generalnie popieram szerszą rozmowę o problemie lekomanii, sam zajmuję się nim od ponad dwudziestu lat. Natomiast w artykułach dotykających problemów medycznych powinien być dopuszczony głos profesjonalisty, lub choćby merytoryczna recenzja. Inaczej ma być dobrze a wychodzi jak zwykle.

large_1216692 (1) - p1

Dziękuje za komentarz, przeczytałem go z uwagą..

Z całym szacunkiem Panie doktorze do tego, czym się Pan zajmuje na co dzień i Pana doświadczenia, ale uważam, że się Pan myli w kilku sprawach..

Zanim jednak odniosę się do poszczególnych kwestii powiem, że odpowiedź na jakaś część Pana komentarza oraz mój ogólny stosunek do kwestii, którą Pan porusza można znaleźć w jednym z moich wcześniejszych wpisów pt „Przyczyny lekomanii cz. IV” .., chciałbym też zdecydowanie i stanowczo podkreślić, że ani artykuł, o którym Pan wspomina, ani treści prezentowane na moim blogu nie odnoszą się do wszystkich lekarzy, tylko do pewnych przypadków, których jednak jest nie mało Nikt też nie występuje tutaj przeciwko lekarzom jako grupie zawodowej, tylko przeciwko pewnym nieprawidłowym działaniom..Ja sam pochodzę z bardzo lekarskiej rodziny, mam 4 lekarzy w najbliższej rodzinie, a w trakcie swojego wieloletniego leczenia spotkałem co najmniej kilku wspaniałych lekarzy (psychiatrów), którzy nie tylko nie „szastali” benzodiazepinami, ale mi bardzo pomogli w kryzysowych sytuacjach i słowem i działaniem..

Niestety, z przeszło 3 letniej korespondencji z ludźmi uzależnionymi od BDZ, dowiedziałem się, że rzeczywistość w Polsce wygląda tak, że tak jak istnieje całe mnóstwo dobrych i świadomych lekarzy, tak jest jeszcze sporo, tych, nieświadomych (różnych specjalności), którzy „lekką ręką” niekoniecznie ze złej woli, ale np. z niewiedzy przepisują benzodiazepiny nawet na najmniejszy stres, czy bezsenność i robią to nawet latami! A są i wśród nich tacy, którzy zrobią pewne rzeczy dla pieniędzy niespecjalnie się przejmując pacjentem

Kolejna rzecz, nie podważam konieczności istnienia leków uspokajających, które są bardzo skuteczne i potrzebne, jako „leki ratunkowe” w sytuacjach kryzysowych, jestem przeciwnikiem ich nadużywania, które było również moim udziałem, a które nie leczone mogło doprowadzić mnie nawet do śmierci

Panie Przemku przecież ten artykuł nic nie wnosi, autorka szuka sensacji i Pana podpuszcza.

Nie wiem, dlaczego tak Pan uważa (?!) :/ Autorka tego artykułu jest dziennikarką „zaangażowaną”, specjalizującą się w problemach społecznych, konfliktach zbrojnych, prawach człowieka W 2012 r. była nominowana do Pióra Nadziei Amnesty International, jeździ po świecie nawet tam, gdzie kule świszczą nad głową..Współpracowaliśmy przy tym artykule prawie przez 1 rok czasu, a nawet dłużej i uważam, że jest bardzo rzetelny

Naprawdę sądzi Pan, że problem uzależnień od benzodiazepin w Polsce został już wystarczająco nagłośniony ? na tyle, by ktoś władny tym się zajął (?) Wciąż nie ma dla lekomanów oddziałów detoksykacyjnych, dedykowanych programów terapeutycznych, ośrodków terapii, ani nawet oddzielnych grup!

..mało tego, ja mam wrażenie, że ten problem od wielu lat z jakiegoś powodu jest zamiatany „pod dywan” i nikt się tym specjalnie nie interesuje! dlatego dziwi mnie trochę prawdę mówiąc, że Pan, lekarz zajmujący się leczeniem uzależnień od leków BDZ i pisze coś takiego (?)

Byłem na wielu oddziałach detoksykacyjnych i w Całodobowym Ośrodku Terapii Uzależnień 6 miesięcy (jako jedyny lekoman) i są to głównie detoksy alkoholowe, często należące do kompleksu szpitali psychiatrycznych, takie na których przebywają pacjenci z psychozami lub terapie dla osób uzależnionych od alkoholu, gdzie lekomani są leczeni na „doczepkę”.. Niestety słyszałem, że uciekają z takich terapii, bo czują się wyobcowani i nie rozumiani w takiej grupie (ja się tak czułem), w końcu z swoimi problemami poszli do lekarza w zaufaniu (często psychiatry), a nie nachlać się do monopolowego, albo do dealera w bramie wstrzyknąć sobie „w żyłę”! dostali leki a później okazuje się, że są uzależnieni, bo te leki szybciej uzależniają niż alkohol! Na domiar złego Ci ludzie nie mają się gdzie leczyć..

Zawiera wiele błędów merytorycznych i fałszywych oskarżeń.

A można prosić o konkretne wskazanie tych błędów? Bo ja ich nie widzę (odpowiadam jedynie za tą część tekstu traktujący o mnie i w temacie benzodiazepin, bo to o nich jest głównie mowa jako substancji uzależniającej + plus leki nasenne nowej generacji Zolpidem, Zopiclone, Zaleplon)

W czyim interesie leży podważanie autorytetu do lekarzy.

Panie Tomaszu, nie ma znaczenia czy chodzi o lekarzy, czy kolejarzy, urzędników, księży, czy policjantów, powtórzę się i powiem, że nikt też nie występuje przeciwko lekarzom, jako grupie zawodowej, tylko temu, czy ktoś coś robi dobrze, czy źle, co się później odbija na czyimś zdrowiu.. Nie chodzi też, żeby komuś personalnie dokopać (atakować, wytoczyć proces), ale o to by rozwiązać problem tak, żeby było dobrze i lekarze nie są tu (przepraszam za określenie) jakimiś „świętymi krowami”, którym trzeba składać hołd!

Należy tu wspomnieć, że większość „przypadków lekomanii” to nie wina lekarzy i koncernów, których tak boi się spora grupa osób. To pacjenci często przyjmują leki niezgodnie z zaleceniami, co prowadzi między innymi do zależności.

I w tym miejscu również z całego serca się z Panem nie zgodzę!:/, .. Przeciwnie, uważam, że wiele przypadków lekomanii (nie wszystkie!) powstało właśnie na skutek jatrogennych błędów lekarskich, lecz oczywiście nie tylko, bo także z powodu innych czynników, takich jak brak do niedawna swobodnego dostępu do dobrej, darmowej psychoterapii (NFZ), brak współpracy psychiatrów z psychologami posiadającymi uprawnienia do prowadzenia psychoterapii (mam tu na myśli i terapię odwykową i psychoterapię problemu pierwotnego tzw „podwójna diagnoza” ), którzy usiłują leczyć swoich pacjentów sami, wyłącznie objawowo lekami SSRI, SRNI, lekami antydepresyjnymi starej generacji, benzodiazepinami, lub innymi jak neuroleptyki, stabilizatory nastroju na tym poprzestają, a przecież leki te nie usuwają przyczyn, w dodatku są bardzo nie doskonałe, więc pacjenci wybierają benzodiazepiny, bo działają konkretnie..

A gdyby tak psychiatrzy, po zaopatrzeniu swoich pacjentów w odpowiednie, dobre i nieuzależniające leki posiadali namiary na dobrych psychoterapeutów i odsyłali swoich pacjentów do nich taka terapia była by kompletna i przynosiła by na pewno lepszy efekt (tak podaje literatura)

Myślę też, że lekomania w Polsce bierze się także z mentalności samych ludzi, którzy jeszcze nie wierzą w skuteczność psychoterapii, uważają, że tylko leki i lekarze posiadają moc leczenia, jak również z tego, że żyjemy, co tu dużo mówić, w czasach „kultury tabletki” i proszę mi nie mówić, że koncerny farmaceutyczne nie mają nic do tego, bo jak włączy Pan telewizor, to na 10 reklam jest 7 dotyczących medykamentów, a Polska jest na 4 miejscu w Europie, biorąc pod uwagę ilość sprzedawanych leków w roku i to nie tylko leków na receptę, ale i tych nie na receptę.

Nie jestem jakimś nawiedzonym przeciwnikiem wszystkich leków, sam biorę ich sporo z powodu cukrzycy II, nadciśnienia, a także pewne psychiatryczne jak np. SSRI, ale koncerny, poprzez reklamy uczą ludzi „dróg na skróty”, tzn tego, że leki są już praktycznie na wszystko i za jakiś czas być może będzie Pan uczestniczył w leczeniu pacjentów uzależnionych od sterydów, środków na przeczyszczenie (anorektyczki, bulimiczki),na odchudzanie, na potencje, suplementów zdrowia i witamin, kodeiny zawartej w syropach przeciwkaszlowych która odurza, leków na lepszą cerę, że o dopalaczach już nie wspomnę

Wspomniałem wcześniej o jatrogennych błędach lekarzy, czyli NIEŚWIADOMYCH! a mówiąc to miałem na myśli tu lekarzy różnych specjalności, w tym psychiatrów, którzy albo wcale nie poinformowali swoich pacjentów albo nie poinformowali wystarczająco jasno, wyraźnie i rzeczowo, wprost o możliwym potencjalnym uzależnieniu i to już po 4 tyg i o tym, czym takie uzależnienie jest i może się skończyć!

..wiem o tym ponieważ odkąd prowadzę tego bloga (ok 3 lata) piszą do mnie cyklicznie osoby w różnym wieku, którzy dostali benzodiazepiny zarówno od lekarzy internistów, jak i lekarzy pierwszego kontaktu, jak również od psychiatrów i Ci ludzie twierdzą, że nikt ich nie uprzedził, ba, wiele z tych osób ma przepisywane leki od wielu lat (9, 12, 15, 30) ! ..oczywiście są też osoby, które oszukują, robiąc „doctor shopping” odwiedzają kilku lekarzy ..

Oczywiście można by rzec, że w ulotkach leku są ostrzeżenia, ale ludzie są ludźmi ,jak im lekarz czegoś nie powie, nie uczuli, to ignorują takie uwagi, tym bardziej, że są to często ludzie, którzy trafiają do lekarza, psychiatry już w takim kiepskim stanie, że czepią się wszystkiego, żeby tylko poczuć się lepiej, nie każdy też przecież czyta ulotki, a jak lekarz wyraźnie nie powie czegoś nie powie to nie mają powodu się obawiać, zwłaszcza, że w ich mniemania nie są to narkotyki, alkohol, tylko leki, a leki przecież leczą!

Dostają leki antydepresyjne SSRI, SRNI, i często benzodiazepiny na przeczekanie, gdzie te pierwsze często przegrywają na korzyść benzo, które działają silniej i od razu, a gdy lekarz wyraźnie nie ostrzeże swojego pacjenta o możliwych konsekwencjach nadużywania (mnie nikt nie ostrzegł!) to później wśród pacjentów rzeczywiście odbywa się „samowolka”, a później, gdy już rozwinie się głębokie uzależńienie


Rozumiem, że każdy szuka popularności jak potrafi. Jednak odrobinę kultury i szacunku dla odbiorców to chyba niewielkie wymagania.

Szkoda, że tak Pan to odebrał :/..

Należy pamiętać, że przeczytają to ludzie chorzy. Niestety jestem zniesmaczony tonem tej publikacji, moim zdaniem zaszkodzi sporej grupie pacjentów. Generalnie popieram szerszą rozmowę o problemie lekomanii, sam zajmuję się nim od ponad dwudziestu lat.

Ja mam nadzieję, że przeczytają to ludzie chorzy, bo to właśnie przez szacunek do nich i chęć poprawy ich losu i zdrowia powstał ten artykuł..Nikt przecież nie namawia kogokolwiek do jakiejś nagłej rewolucji w państwowej służbie zdrowia, ani żeby ludzie z dnia na dzień zaczęli masowo, natychmiast, nierozważnie rzucać te leki, ale jako lekarz zapewne Pan wie, jaki wpływ wywierają benzodiazepiny na mózg przyjmowane przez kilkanaście lub kilkadziesiąt lat bez perzerwy, często w dużo większych niż terapeutyczna dawkach (np przyśpieszona demencja), albo jaki wpływ mają te leki na zdolność i jakość koorydnacji ruchowej u osób np po 65 roku życia (upadki, złamania kosci)  Nikt nie neguje skuteczności, niezawodności i przydatności tych leków w kryzysowych sytuacjach, które stosowane krótko lub doraźnie ratują często życie

Ja leczę się z nerwicy i uzależnienia od benzodiazepin od ok 1994 -95 więc również w tym siedzę od ok 21 lat, tylko że widzę pewne rzeczy z perspektywy pacjenta, „od kuchni”, któremu próbowano odstawiać benzodiazepiny na śmierdzących detoksach alkoholowych na różne dziwne sposoby oraz na szybko w brudnym szpitalu psychiatrycznym, na którym ledwo udało mi się wywinąć od serii elektrowstrząsów, a nie cierpię na żadną psychozę, czy depresję endogenną:/

Natomiast w artykułach dotykających problemów medycznych powinien być dopuszczony głos profesjonalisty, lub choćby merytoryczna recenzja. Inaczej ma być dobrze a wychodzi jak zwykle.

W początkowej wersji artykułu taki był plan, aby zaprosić do rozmowy dr Annę Basińską spec. psychiatrą ordynator Oddziału Leczenia Zespołów Abstynencyjnych (OLAZA) Z Instytutu Neurologii i Psychiatrii, gdzie odstawia się benzodiazepiny, jak również z samą prof. Heather Ashton wieloletnią dyrektorką odwyku od benzodiazepin w UK, autorką słynnego artykułu „Jak działają benzodiazepiny, jak je odstawić po wielu latach zażywania” o których wielu polskich lekarzy nie ma nawet pojęcia! Niestety z pewnych przyczyn pomysł nie wypalił..

Jako specjalista wspomniana dr Anna Basińska wraz z Jackiem Przybyło (psychiatrą, psychoterapeutą) wypowiada się w innym artykule o uzależnieniach od leków BDZ,, przy którym miałem również przyjemność współpracować,a który ukazał się jakiś czas temu w tygodniku WPROST i jest w podobnym tonie? pt „Jak zostać lekomanem?” autor Katarzyna Szydłowska – Kalukin

pod spodem link do artykułu, niestety jest on zamknięty, tj płatny (ok 4.50 zł)

https://www.wprost.pl/533192/Jak-zostac-lekomanem

Jakiś czas temu emitowany był również program prowadzony przez Paulinę Młynarską i Dorotę Wellman o uzależnieniach od leków z grupy benzodiazepin na TVN Style (Miasto Kobiet) W programie tym brali udział specjaliści terapii uzależnień w tym psychoterapeuta Robert Rutkowski jak również zaproszono osoby uzależnione..

Uzależnienie od leków uspokajających – wspomnienia z terapii cd..cz I

uzależnienie od leków

Przepraszam, za kolejną przerwę w pisaniu, jak widzę taki rodzaj mojego wstępu staje się powoli jakaś normą, co mnie trochę martwi:(.., na swoje usprawiedliwienie mam to, że dostałem kolejną propozycję podzielenia się swoimi doświadczeniami w artykule traktującym o uzależnieniach od benzodiazepin, przygotowanym dla jednego z pism – Tygodnik WPROST wydanie 10/2016 (1727) Tekst autorstwa Katarzyny Szydłowskiej – Kalukin ukazał się zarówno w wersji papierowej gazety, jak i elektronicznej (tutaj..) i moim zdaniem jest naprawdę fachowy i przede wszystkim prawdziwy..niestety. Wiele czasu zajmuje mi także korespondencja z Wami i choć bardzo sobie ją cenie, to nie na wszystkie maile jestem w stanie odpowiedzieć, za co z góry przepraszam!

Przechodząc już do wpisu chciałbym dzisiaj przedstawić ciąg dalszy moich wspomnień:

Po pobycie w szpitalu Komorów (przełom 1998-1999 r) jeździłem jeszcze kilka razy do Pani doktor M., która, jak już wspomniałem, przez okres pobytu miała mnie pod swoją opieką.. Spotkania odbywały się w jej domu, również w Komorowie. Nie była to jednak żadna terapia, tylko konsultacje w sprawie leków, tych dozwolonych, Pani dr M. była specjalistą psychiatrą.. Jak wspomniałem w ostatnim wpisie o Komorowie przyjechałem do ośrodka na dawce 20 mg Clonazepamu / dzień (!!), a po 3-4 miesiącach pobytu, terapii „wypuszczano” mnie na 1 mg „Clona”/dzień, uzasadniając ten fakt w ten sposób (słowa lekarza), że taka ilość leku już mi nie zaszkodzi i właściwie nie ma już wielkiego znaczenia.. To stwierdzenie Pani doktor argumentowała to tym, że są ludzie, którzy biorą ten lek na padaczkę w takiej dawce do końca życia (Clonazepam to stary lek przeciwpadaczkowy) i nic się nie dzieje..

Nie pamiętam już, czy ja sam nie chciałem, nie byłem gotowy odstawić leku do zera i o tym lekarzowi wspomniałem (?), czy to lekarz psychiatra lub ktoś z grona terapeutycznego „wyczuł” między wierszami, że na ten czas to może być duży problem dla mnie i nie jestem gotów (?) nie wiem, w każdym bądź razie nikt nie namawiał mnie na całkowitą abstynencję..

Podejrzewam, że 7 tabletek Clonazepamu odstawiono mi od razu, dlatego, że nikt z kadry lekarskiej w szpitalu, będący przy zdrowych zmysłach, raczej nie miał ochoty brać odpowiedzialności, za wydawanie mi takiej ilości leków dziennie! No bo jakbym tak z jakiegoś powodu „ kopnął w kalendarz” (?) Wprawdzie ciało cierpiało, ale dawałem radę.., powtórzę się i powiem, że 6 mg Clona to i tak spora dawka leku, akceptowalna przez psychikę, ten fakt pozwalał mi pozostawiać wtedy w jako takiej równowadze..

Czy rzeczywiście 1 mg Clonazepamu / dzień już nie zaszkodzi uzależnionemu i można go brać nawet do śmierci (?).. Wg mojej aktualnej wiedzy odpowiedź na to pytanie jest dyskusyjna, pewnie inaczej odpowiedziałby lekarz, nie znający specyfiki, ani psychicznych mechanizmów uzależnienia, inaczej terapeuta uzależnień, inaczej zwykły psycholog (?). Można by zadać sobie drugie, analogiczne pytanie, czy 1 kieliszek alkoholu dziennie pity regularnie nie zaszkodzi alkoholikowi? pewnie z medycznego punktu wiedzenia nie, ale wszyscy wiemy jak to później bywa, w przypadku osoby uzależnionej od alkoholu

Owszem, fakt są ludzie, którzy przyjmują stałe dawki tego specyfiku do końca życia z powodu padaczki, lecz moim zdaniem to zupełnie inna „bajka”, ponieważ nie są to ludzie uzależnieni w sensie psychologicznym od substancji, ludzie z zaburzeniami osobowości, jakimiś problemami emocjonalnymi, cierpiący na stany lękowe, napady paniki, depresje pochodzenia psychogennego, lecz ludzie z epilepsją, czyli chorobą pochodzenia organicznego, uważam, że to zupełnie co innego..

Aktualnie sądzę, że stopniowe dążenie do całkowitej abstynencji, uzyskanie jej i utrwalanie jest stanem wprawdzie trudno osiągalnym i często poprzedza ją sporo walki z sobą, z swoimi słabościami, ale pożądanym i jest to o tyle lepszy stan, niż częściowa abstynencja, że o wiele trudniej jest sięgnąć wtedy po lek np w trudnych chwilach i się z tego łatwo rozgrzeszyć, niż gdy się przyjmuje stale 1 mg lub 0,5 mg benzo i ma się pigułki fizycznie na wyciągnięcie ręki, w domu, apteczce, w torebce..

Z swojej korespondencji mailowej wiem, że jest też grupa ludzi, która bierze leki w niskiej, terapeutycznej dawce, takiej jak zalecił lekarz, przez lata nie mając potrzeby jej zwiększania i nie są to ludzie cierpiący na padaczkę, lecz stany lękowe..Dlaczego jedni ludzie muszą brać coraz więcej, a inni przez lata biorą tyle samo (?) od czego to zależy (?) nie wiem.. Jak podaje w swoim słynnym już artykule prof. H. Ashton [tutaj..] uzależnienie od leków może objawiać u osób cierpiących na to schorzenie na dwa podstawowe sposoby, jako uzależnienie od stale rosnących i wysokich dawek, oraz uzależnienie od stałych, niskich, terapeutycznych dawek, czy któreś z tych dwóch rodzajów uzależnienia jest lepsze, od tego drugiego (?)

Osobiście przestrzegam, przed takim myśleniem..Wprawdzie, im leku jest mniej, tym trzeźwiej, bo dawka niska,więc lepiej, a sam lek po pewnym, zwłaszcza dłuższym okresie też już fizycznie zapewne nie działa, bardziej tu odgrywają rolę uwarunkowania i uzależnienie psychologiczne lecz gdy leku zabraknie tak samo się „wali świat”, często tak samo trudno jest go odstawić, jak to jest w przypadku uzależnienia od wyższych dawek..

Czasem tak się zastanawiam, czy w przypadku ludzi uzależnionych od alkoholu nie jest podobnie (?) tzn część z nich pije dużo, czasem na umór, do nieprzytomności, a są tacy nie mają takiej potrzeby, co piją 1-2 drinki ale codziennie, regularnie i też popadają w uzależnienie..

W przypadku benzodiazepin moim zdaniem oba rodzaje uzależnień tak samo blokują procesy poznawcze, ponieważ człowiek nie podejmuje właściwego leczenia, gdyż terapia (psychoterapia) staje się mu nie potrzebna, nie szuka jej, co pewnie by zrobił, gdyby nie dostał benzodiazepin i czuł się nadal źle, lecz jako, że na lekach „jakoś” jest, a na początku nawet super, nie robi nic w tej sprawie, nie usuwa przyczyn problemów, nawet jak dokona czegoś w życiu sam, co mogłoby podnieść jego poczucie wartości, to i tak myśli, że zawdzięcza to lekom..

W kolejnym wpisie dotyczącym mojej przeszłości postaram się wspomnieć o pewnych innych czynnikach, które sprawiły, że po powrocie z ośrodka wróciłem do nałogu cdn..

Lekomania, jak tykająca bomba, czasy „kultury tabletki” – cz. II

lekomania - uzależnienie od leków (benzodiazepin)

Dlaczego uważam, że grozi nam w przyszłości uzależnienie od leków z różnych grup, a lekomania jest jak bomba z opóźnionym zapalnikiem, której na razie nie widać, lecz cicho „tyka”, gdzieś ukryta pod ziemią?.. że żyjemy w czasach „kultury tabletki”? Co jest tego przyczyną? i dlaczego ta bomba w moim odczuciu, jeśli jej nie rozbroimy, kiedyś wybuchnie stając się dużym problemem społecznym? Oto druga część wpisu zawierająca moje rozważania i prywatne refleksje na ten temat.. (więcej…)