UA-43269020-1

Nawrót choroby nałogowej cz. II

unhappy-389944_1280-crop (1) (1)

No to mamy listopad, czyli jesień w pełni.. ponoć trudny okres dla osób neurotycznych, lękowych, depresyjnych, dlaczego (?).. ano pewnie dlatego, że pogoda się psuje, za oknami robi się szybko ciemno..

Roślinność traci swój piękny koloryt, znika zieleń, liście spadają z drzew, widać gołe, suche gałęzie, wszystko na zewnątrz obumiera, no i wiadomo, brak słoneczka.. Choć bywa tak, że czasem się ono pojawia, ale już nie tak często. Wprawdzie jest na świecie bardzo wielu entuzjastów jesieni, ale ja zdecydowanie do nich nie należę (przynajmniej na razie). Ciemno za oknami, to od razu ciemniej w głowie, co przekłada się czasem na to, że jest ciemniej w emocjach, uczuciach, sercu..

Jak sobie z tym radzę (?). jeszcze nie tak dawno „ulegałem” tym szarościom, łapałem jakieś„zawiasy”, mniejsze, większe dołki, doły, bywało, że snułem się po ciemnym mieszkaniu nawet nie zapalając światła.. Teraz staram się jakoś nie dawać i wbrew polityce oszczędnościowej w moim mieszkaniu oświetlać mocno te miejsca gdzie przebywam, dobrze jest też słuchać radia, lub włączyć telewizor (podobno), choć by tylko po to, by „rozbroić” ciszę, szczególnie wtedy, gdy np. jesteśmy w domu sami..

Słyszałem też, że ogólnie w okresie jesienno-zimowym dobrze jest nie żałować sobie światła, to po 1. (ponoć są nawet jakieś terapie, podczas których naświetla się pacjentów specjalnymi lampami), po 2. myślę, że warto sobie też znaleźć jakąś aktywność fizyczną w domu lub poza nim, fitness, siłownia, basen, spacer (ja planuję, oby na planach się nie skończyło), no i wiadomo, jak ktoś nie ma problemów w kontaktach z ludźmi, to przebywać jak najwięcej wśród nich, by zwalczać samotność, jak ktoś ma (tak np. jak ja – fobik społeczny) robić wszystko,by tą przykrą, smutną rzeczywistość jakoś zmienić.. to tyle o jesieni..

Witam po dłuższej przerwie (i od razu startuję z dwoma wpisami) spowodowanej zmianami na moim blogu.. ”zamontowałem” nowy szablon (szatę graficzną), który jest dość skomplikowany i wymagał ode mnie laika kilkunastu godzin przestudiowania, rozwijam też trochę swoją podstronkę kulinarną, niedługo też powinien ukazać się artykuł o lekomanii między innymi z moim skromnym (anonimowym) udziałem, moja historia i historia pewnej kobiety, nasze wynurzenia i refleksje ..

Jest to trochę, powiedzmy, tak jakby wspólne „dzieło” reportersko – bloggerskie 🙂 stworzone dzięki inicjatywie i uprzejmości Pani dziennikarz Anety Wawrzyńczak..

W której to będzie gazecie (?) jeszcze nie wiadomo, która go zechce (?) Pani Aneta jest reportażystką – freelancerem, pożyjemy, zobaczymy..

Za ok 1 tydzień ma także być emitowany program w TVN Style (Miasto Kobiet) o lekomanii, ponoć z udziałem ludzi uzależnionych od leków i specjalistów – też byłem zaproszony, ale odmówiłem – za to „dałem się nagrać” przez telefon i ponoć zostanie puszczony fragment tejże rozmowy + pokazana na wizji moja stronka lekomaniablog.pl, tak przynajmniej ma być wg ustaleń i obietnic..

Tak, czy siak jest więc duża nadzieja, że problem lekomanii będzie powoli w Polsce nagłaśniany, bo trzeba przyznać, że w ostatnim czasie zainteresowanie mediów tym tematem znacząco wzrosło.

Kontynuując wątek mojego nawrotu, od momentu, w którym przerwałem w poprzednim wpisie, wspomnę, że w moim przypadku jego przyczyną mogło być jedno i drugie, czyli z jednej strony czarne wizje z piętrzącymi się (głównie w mojej głowie) nadchodzącymi, konkretnymi wydarzeniami, jak również monotonia, zniechęcenie brakiem (w moim odczuciu), konkretnych, zadowalających efektów w leczeniu mojej nerwicy, do tego okres jesienno-zimowy, który jak już wspomniałem dla neurotyka jest zwykle trudny, tak czy siak, o czym już pisałem wzrósł znacząco poziom lęku uogólnionego, manifestujący się u mnie głównie w postaci przykrego

napięcia w różnych partiach ciała (wzmożony bolesny zacisk szczęk, ból w podbrzuszu, drętwienie rąk i nóg)..

Wiedząc, że nie mogę przyjmować benzodiazepin zacząłem podświadomie szukać ulgi w różnych zwykłych tabletkach przeciwbólowych typu pyralgina, metafen łudząc się, że to w ogóle coś pomoże, jak również w niby nieuzależniającej Hydroksyzynie (lek uspokajający z innej grupy, niż benzodiazepiny, który 1-2 razy w roku stosowałem, gdy musiałem pojechać np. do banku, ZUS-u)..

Jednakże zacząłem jej konkretnie nadużywać, tzn na własną rękę, bez zaleceń lekarskich przyjmować codziennie, na początku 25 mg, później dawka wzrosła do 50 mg/ dzień..

Czasem też łykałem lek przeciwbólowy w połączeniu z Hydroksyzyną, taki „mix”, czyli typowe zachowania człowieka uzależnionego, testowanie, eksperymentowanie z substancjami w celu uzyskania jak najlepszego „efektu”!

Jednakże tak naprawdę ani te leki przeciwbólowe, ani Hydroksyzyna nie pomagały, gdyż zdałem sobie po miesiącu sprawę (na terapii), że tak naprawdę, to szukam podświadomie w nich rozluźniającego, miorelaksacyjnego działania, mojego „ulubionego”, lecz zabronionego mi Clonazepamu ! Wiedziałem, że tego ostatniego mi nie wolno, więc szukałem podświadomie ulgi w innych lekach.. Pisząc o nietypowości mojego nawrotu miałem na myśli to, że oprócz chemii, nieświadomych poszukiwań tabletkowych, zacząłem również uciekać w internet, netoholizm (uzależnienie behawioralne)..

Ten rodzaj uzależnienia może szczególnie grozić osobom cierpiącym na fobię społeczną lub agorafobię, takim jak np ja, które „utkwiły” w domu i próbują sobie coś rekompensować, lecz bynajmniej nie chodzi tu o cały internet, tylko pewną jego część jak np. portale społecznościowe, fora, chaty, gry online, gry komputerowe, strony XXX i inne aspekty (więcej na ten temat znajdziesz na mojej podstronie (netoholizm)..

Wielokrotnie ulegałem „zassaniu” w wirtualną rzeczywistość, wirtualne kontakty, dyskusje na forach internetowych, jakich jest cała masa w sieci, które odciągały moją uwagę, a wszystko po to, aby uciec od cierpienia, czy monotonii, które wtedy przeżywałem, od czarnych scenariuszy, które w głowie budowałem dodatkowo wspierając się w/w lekami, które jednak nie pomagały, bo bolesne napięcie jest wynikiem objawów lęku, powodujących skurcz mięśni szkieletowych, a nie np. ich stanu zapalnego, a po Hydroksyzynie robiłem się tylko zamulony i ospały, traciłem ochotę do robienia czegokolwiek, szedłem spać, dodatkowo hydroksyzyna wzmaga apetyt, co dla mnie cukrzyka jest ostatnią potrzebną rzeczą.. 

Wstyd powiedzieć, ale kilka razy próbowałem eksperymentów z Haloperidolem (stary, pełen „uboków” neuroleptyk), wmawiając sobie, że skoro ten lek był stosowany w psychiatrykach jako „farmakologiczny kaftan bezpieczeństwa”, to mnie on jakoś uspokoi, otumani, pozwoli przetrwać trudne chwile, do nadchodzących wydarzeń, lecz później, jak się „wyspowiadałem” ze swoich ekscesów psychologowi i pani doktor psychiatrze, to się tylko uśmiechnęła pod nosem i powiedziała mi, że ten ostatni lek, to bardzo ciężki lek i jednym z jego ubocznych działań są często stany spastyczne nadmiernego napięcia mięśni, czyli zasadniczo zamiast polepszyć, to mogłem sobie bardzo pogorszyć i tylko nasilić objawy, a ponoć mówi się, że głupota nie boli, czy aby na pewno (?)..Na szczęście wziąłem ten lek tylko kilka razy w najmniejszej możliwej dawce i to podzielonej na pół, a później resztę spuściłem w muszli klozetowej..

Na szczęście, wszystko skończyło się w miarę szczęśliwie, ale niestety jakiś czas dochodziłem do siebie, bo tak się zabunkrowałem w domu, spędzając większość czasu albo przy komputerze albo koncentrując się na podstawowych obowiązkach domowych, że później jak już wyszedłem, drażniły, przytłaczały mnie zewnętrzne bodźce, światło, ruch, hałas coś co już zasadniczo miałem unormowane..

Nawrót choroby nałogowej cz.I

rain-122691_1280-crop-TEN

W którymś z ostatnich wpisów obiecałem wspomnieć coś o swoim jesienno-zimowym nawrocie, którego nierzadkie pomruki wciąż odczuwam..Na ten okres (nawrót) zapał do leczenia fobii społecznej i agorafobii osłabł, praca nad leczeniem nerwicy wyraźnie ustała, zastój, „martwica”, znaczące pogorszenie samopoczucia, wzrost poziomu lęku, przykrego napięcia mięśniowego, które z umiarkowanego, stało się uciążliwe..

Ale zanim o tym chciałbym na początku wnieść kilka pozytywów i parafrazując słowa piosenki Wojciecha Cugowskiego a po nocy przychodzi dzień, dodać od siebie, że po jesieni, zimie, przychodzi lato, tak i pewne problemy, które czasem się nam piętrzą wydając się nie do rozwiązania pryskają jak bańka mydlana okazując się drobnostką, „małym pajączkiem”, którego rzucał duży cień z oddali i zdawał się być potworem..

 – Walka z fobią społeczną

Tak więc lato w pełni, a ja mam za sobą już parę kilku kilometrowych wycieczek rowerowych po mieście, na moim ulubionym, „srebrnym szerszeniu”, z kołami 28” i aluminiową ramą (wspominałem o nim już wcześniej), jest to z jednej strony prawdziwa przyjemność, o której od dawna marzyłem, z drugiej punkt psychoterapii, zadanie, które mam regularnie co 2-3 dni wykonywać..Od razu powiem, że nie jest, ani nie był to żaden przymus, a mój własny pomysł, tj. ja wyraziłem chęć i gotowość, terapeuta „przyklepał”:), namawiał, by iść „za ochotą”, lecz ostrzegał przed nadmierną brawurą i ciągotami, by nadrobić stracony czas.

Druga rzecz, zmieniłem pory spacerów z psem z późno wieczorowej, na dzienną, ok 16.00, wcześniej, co tu dużo mówić, ukrywałem się w ciemnościach przed ludźmi, których jest sporo, bo mieszkam w samym środku największego blokowiska, w dodatku blisko centrum miasta

Chce wspomnieć jeszcze o jednej miłej rzeczy, która mnie kilka dni temu spotkała, otóż zapragnąłem nagle wybrać się z rodziną nad wodę, poopalać się choć przez chwilę, nie byłem na żadnym takim wypadzie dobre parę lat.. Rodzina (żona, córka) chętnie podchwyciła mój pomysł i następnego dnia wyruszyliśmy samochodem wszyscy nad małe jeziorko, przystosowane, przez lokalnych, kreatywnych, do kameralnego wypoczynku..

Nieduży lasek, a za nim kąpielisko, kawałek piaszczystej plaży,  jakiś lokal gastronomiczny z frytkami, grillem, rowery wodne, huśtawki dla dzieci nad wodą, było super, wprawdzie wciąż ukrywam się pod czarnym okularami przeciwsłonecznymi, ale po raz pierwszy od kilku lat kąpałem się w wodzie (bez okularów :)..), przebywałem w sporej grupie ludzi:), odnoszę wrażenie, że dzięki terapii powoli łapie dystans do pewnych spraw, co dla chorobliwego perfekcjonisty jakim byłem jest raczej istotną rzeczą..Dystans do siebie, do ludzi, do świata, do swoich słabości, chorób (fobii, cukrzycy) ich akceptacja paradoksalnie może przyczynić się do szybszego zdrowienia..

  Co to jest nawrót?

Wracając jednak do wątku na początku chciałbym napisać co oznacza pojęcie nawrót (?) Nie zamierzam jednak tu podawać jakichś ścisłych definicji z literatury, postaram się jedynie opowiedzieć własnymi słowami jak ja to rozumiem

Po raz pierwszy spotkałem się z określeniem „nawrót” w całodobowym ośrodku leczenia uzależnienia od alkoholu w Łukowie, w którym kiedyś przebywałem podejmując kolejną próbę leczenia uzależnienia od leków.. Do tego ośrodka odwykowego zostałem kiedyś skierowany przez lekarza psychiatrę, choć nie jestem alkoholikiem, niestety nie było wtedy oddzielnych terapii, ani miejsc do leczenia dla uzależnionych od leków uspokajających (wciąż chyba nie ma)..

Nawrót wg tego co obecnie wiem jak sama nazwa wskazuje jest nawrotem choroby nałogowej po jakimś okresie abstynencji..może to być krótka abstynencja, albo długa, nawet wieloletnia.. Dotychczas z pojęciem nawrotu spotkałem się jedynie w odniesieniu do terapii leczenia alkoholizmu, ale skoro ja nie jestem i nigdy nie byłem alkoholikiem, narkomanem, jestem uzależniony tylko (i aż) od leków uspokajających, i skoro ten stan, wraz z swoimi charakterystycznymi cechami i sygnałami (tzw sygnały ostrzegawcze) dopadł i mnie, i to nie pierwszy raz w ciągu mojej już prawie 7 letniej lekowej abstynencji, pozwala mi to wysnuć przypuszczenie (tezę), że nawrót nie jest stanem zarezerwowanym wyłącznie dla uzależnienia od alkoholu, ale może dotyczyć ogólnie nałogowości, choroby nałogowej w szerszym znaczeniu, bez względu na rodzaj przyjmowanej chemii (?)..

Przy okazji wtrącę w tym miejscu jedną swoją myśl, mianowicie: biorąc pod uwagę całą swoją przeszłość i liczne doświadczenia związane z uzależnieniem od leków uspokajających zaryzykuję i postawię drugą tezę, mianowicie: że ten rodzaj uzależnienia (mam tu na myśli także ludzi z stanami lękowymi, nerwicą, fobią, którzy poszli do specjalisty i uzależnili się nieświadomie na skutek jatrogennego błędu lekarza lub/i własnego zlekceważenia zaleceń), pomimo różnic w pewnych obszarach i swojej specyfiki, na poziomie psychologicznym rządzi się podobnymi, jak nie takimi samymi, podstawowymi mechanizmami, co np. choroba alkoholowa ..Na temat narkomanii, czy innych nałogów, np. behawioralnych nie będę się wypowiadał, bo nie mam żadnych doświadczeń w tym temacie.

Jak już wcześniej wspomniałem nawrót nie oznacza od razu powrotu do łykania tabletek lub do picia alkoholu.. może tak być, ale nie musi..Nawrót w porę zdiagnozowany, wyłapany, uświadomiony, przepracowany może „rozejść się po kościach” nie wyrządzając żadnych szkód.. Nie jest to niestety prosta sprawa, bo na poziomie świadomym jest to trudne do zauważenia, szczególnie u siebie, na szczęście nawrót choroby nałogowej ma to do siebie, że rozwija się zwykle powoli i poprzedzają go tzw sygnały ostrzegawcze, tj pewne zmiany w samopoczuciu fizycznym, psychicznym, zmiany w trybie życia, w stosunkach z ludźmi u człowieka uzależnionego, które jeśli zostaną zignorowane mogą prowadzić to rozwinięcia się, w tym konkretnym przypadku, do myśli i zachowań zmierzających do zdobycia i zażycia leku (zagadnienie sygnałów ostrzegawczych rozwinę w drugiej części cyklu wpisów „Nawrót”)

Mój nawrót zaczął się na jesieni i nie był do końca typowy (o tym za chwilę), związany był z spiętrzeniem kilku trudnych wydarzeń, które czekały mnie w nadchodzącym roku i różnych dodatkowych sytuacji, negatywnych emocji, które wokół nich narosły..Nawrót tworzy się zwykle wokół „czegoś”, z tym że mogą to być konkretne, bardzo trudne wydarzenia życiowe lub w prost przeciwnie, może to być monotonia, szarość dnia codziennego i nuda, którego człowiek uzależniony, przyzwyczajony raczej w trakcie swojego nałogu do skrajnych stanów typu: silna, skrajna emocja (1 ekstremum), złość, gniew, lęk, rozdrażnienie, przerażenie, panika, ekscytacja, – (2 ekstremum) ulga, ale i otumanienie, nadmierna senność, przyćpanie, nie trawi, nie toleruje, ciężej znosi niż normalny, zdrowy, przeciętny człowiek, więc czasem jego psychika podświadomie zatęskni, bo „nałogowa maszynka” włączy się samoistnie..cdn