UA-43269020-1

Lekomania – Ośrodek Terapii Uzależnień cz.V (początek terapii)

Ośrodek Terapii Uzależnień

Kolejnym etapem w leczeniu lekomanii (po odtruciu z BDZ) jest / powinna być terapia   odwykowa. Takie są przynajmniej moje refleksje wynikające z własnych doświadczeń i obserwacji innych osób. Może to być terapia grupowa w ośrodku lub indywidualna u specjalisty terapii uzależnień, ważne, by zająć się tym tematem, zanim przystąpimy do leczenia nerwicy lub innej przyczyny z powodu której wpadliśmy w lekomanię.

Wracając do wątku „Ośrodek Terapii Uzależnień” dochodzę do momentu, kiedy mój pobyt na alkoholowym oddziale detoksykacyjnym się kończy, a wraz z nim pudełko Relanium, które dostałem w „prezencie” od narkomana czyt. „Lekomania – Ośrodek Terapii Uzależnień cz. IV (Oddział detoksykacji alkoholowej)”..


Niewykluczone, że zaszkodziłem sobie łykając to Relanium na koniec pobytu na oddziale (takie mam teraz refleksje), dlaczego?, ponieważ być może nieświadomie wydłużyłem sobie ten detoks dostarczając pod koniec duże dawki benzodiazepiny w momencie, gdy mój organizm odzwyczaił się od Clonazepamu. Poczułem się na pewien, krótki czas lepiej, odetchnąłem, po to, by za jakiś czas (nie za długi) znowu zaliczyć doła, tym razem spadając szybciej z dużej wysokości prosto na twardą glebę, bez żadnej amortyzacji

Relanium ma jeden z najdłuższych okresów półtrwania, bo To.5 = [100 – 200 h], więc prawdopodobnie przeniosłem się na oddział terapii uzależnień jeszcze na sporej dawce BDZ, a w trakcie zajęć dalej lek usuwałem, co wiązało się z pogorszeniem samopoczucia


Po jakimś czasie poczułem się naprawdę źle, pomimo tego, że na detoksie zacząłem brać lek antydepresyjny Efectin, który był wtedy nowością.. Oprócz niego brałem też Buspiron, jak i również Propranolol, który ponoć czasem się podaje w stresie, choć to lek na nadciśnienie tętnicze.. 


Powiem szczerze, że żaden z tych w/w leków mi specjalnie nie pomógł na ten czas, później, już w innym momencie swojego życia usłyszałem gdzieś, a może przeczytałem (?), że ponoć użytkownicy silnych leków z grupy benzodiazepin, czy z-leków ? szczególnie Ci wieloletni słabiej reagują na działanie leków SSRI po odstawieniu BDZ, o ile w ogóle (?).. Tzn „nie czują” ich działania tak jak mogliby czuć, gdyby wcześniej nie brali BDZ . Po prostu są przyzwyczajeni do konkretnego wpływu leku na organizm na różnych poziomach, konkretnego, czyli depresyjnego działania BDZ na centralny układ nerwowy, dającego jakiegoś kopa, odczuwalny stan wyluzowania, „haj”

Celowo użyłem określenia „depresyjne działanie”,  lecz nie chcę być źle zrozumiany.. depresyjne, czytaj antylękowe, uspokajające, nasenne, rozluźniające mięśnie, przeciwdrgawkowe, amnestyczne, czyli działanie otumaniające, spowalniające, odwrotne, do stymulującego, pobudzającego, orzeźwiającego, czy otrzeźwiającego tak jak w pewnym stopniu ma np kofeina ..

Nie wiem, czy to dobry przykład, ale nasuwa mi się takie porównanie, że gdyby oceniać z tej perspektywy skuteczność działania antybiotyków, to dla lekomana ta grupa leków nie będzie miała odczuwalnego działania, wręcz obojętne, a przecież, obiektywnie rzecz biorąc antybiotyki to leki bardzo skuteczne i w miarę szybko przynoszą poprawę

 Całodobowy Oddział Terapii Uzależnień

 

Na oddział terapii uzależnień trafiłem już bez gipsu na nodze, na 1 tydz. przed ściągnięto mi go w szpitalu po drugiej strony ulicy.. Tak jak nie mogłem się przyzwyczaić na początku do tego „balastu”, tak teraz czułem się bardzo niepewnie, bez tej „skorupy” na nodze.

Zakodowałem ból kolana zaraz po naderwaniu wiązadła, coś okropnego, dlatego po ściągnięciu gipsu chodziłem na początku bardzo powoli z nogą nienaturalnie usztywnioną, lecz tempo zajęć i fakt, że odbywały się one w drugim budynku sprawiły, że nie miałem zbyt wiele czasu na marudzenie, gdyż nie raz trzeba było po prostu biegać z pokoju na terapię.. Zajęcia w ośrodku terapii uzależnień (terapia odwykowa) odbywały się głównie w formie grupowej, choć czasem też indywidualnej..

Polegały one przede wszystkim na realizacji OPT (osobisty plan terapii) sporządzonego przez kadrę terapeutyczną na podstawie wypełnionych testów, druków, na samym początku .. Pamiętam, ze dostałem cały zestaw papierów do wypełnienia i bardzo dziwiło mnie, że ktoś mnie pyta, czy w mojej rodzinie pochodzenia, czy dalszej były przypadki alkoholizmu (?) .. Trzeba jasno powiedzieć, że to co tu opisuje działo się 18 lat temu,  a ośrodek w którym się znalazłem był przede wszystkim oddziałem terapii uzależnienia od alkoholu..

Przyznam się, że byłem na ten czas jedyną osobą cierpiącą na uzależnienie od leków, bez problemu alkoholowego i narkotykowego w całej terapeutycznej społeczności, dodam jeszcze, że przez 6 miesięcy przez oddział (oprócz mnie) przewinęły się jeszcze 2 osoby z problemem lekowym, lecz było to związane z uzależnieniem krzyżowym, gdzie pierwotnym nałogiem był alkoholizm.. Osobisty plan terapii był skryptem zawierającym indywidualny zestaw pytań – zadań, a terapia polegała przede wszystkim na pisaniu prac (nie tylko), które później były szczegółowo omawiane w na zajęciach w podgrupach  

Prace były albo zaliczane przez terapeutę, albo zwracane do poprawki tyle razy, aż wszystko było ok.. Osoba uzależniona czytająca pracę danego dnia otrzymywała wiele informacji zwrotnych od pozostałych osób w grupie i terapeuty uzależnień, które pomagały uświadomić jej wiele ważnych kwestii z jej życia, które do tej pory były nieświadome. Mowa tu, o zaburzonym myśleniu i zachowaniach, które są charakterystyczne dla osoby w czynnym nałogu, ponieważ na początku wypiera ona swój problem, pomniejsza, racjonalizuje  tzn uzasadnia zażywanie leków, tym samym oszukując siebie i innych.

Można by rzec, że umysł, psychika takiej osoby bardzo przekłamuje, ponieważ tak działają mechanizmy tej choroby do momentu rozpoczęcia leczenia. Uzależniony musi jakoś „poukładać” sobie w głowie, by robiąc to co robi, móc jakoś żyć, rozgrzeszyć się, zachować jakieś resztki pozytywnego myślenia na swój temat i szacunku do siebie. Myślę, że w przypadku lekomanii łatwiej sobie wcisnąć „kit”, niż gdyby sprawa dotyczyła alkoholu, czy narkotyków, przez co jest znacznie trudniej.

Nie jest łatwo powiedzieć sobie : – „Mam silną nerwicę lękową od 15 lat, cierpię na napady paniki (miałem je – koszmar!), ale nie będę więcej brała / brał leków uspokajających, przeciwlękowych, przepisanych przez psychiatrę, które mi pomagają, są specjalnie zaprojektowane do uśmierzania lęku, bardzo skuteczne i działają natychmiast, ponieważ za jakiś czas (bliżej nieokreślony) miesiące, lata, dekadę .. stanie się to i to..popadnę w jakąś lekomanię Przecież ja się na tu i na teraz cała trzęsę i nie wiem, czy w ciągu najbliższych 5 min nie umrę na zawał (!)”.. Napad paniki jest tym, czego nie da się zignorować i czego nikt, nigdy nie chciałby przeżyć, zwłaszcza, gdy zdaje się nam, ze pojawił się bez przyczyny Problemem jest to, że później taki sam atak może zostać wywołany już nie tylko przez nerwicę, ale głód lekowy, a może być po prostu głodem lekowym

W budynku oddziału terapii uzależnień nieopodal wejścia po lewej stronie znajdował się gabinet dyrektorki (psycholog) Halinki, lekarza, innych terapeutów, po prawej mały aneks kuchenny i mini stołówka w której na ścianie wisiał „przelicznik alkoholowy” tj jaka ilość piwa odpowiada takiej i takiej ilości wina wyrażonej w lampkach, a ile lampek wina stanowi setkę wódki (?) itd

W głębi budynku znajdowały się małe salki terapeutyczne z tablicą do pisania, wyłożone na około materacami, służyły do pracy w podgrupach. Na samym końcu znajdowała się duża sala z krzesłami, w której odbywały się zebrania społeczności terapeutycznej (wszyscy pacjenci i kadra). W dużej sali odbywały się także różne inne zajęcia, a każdego dnia wieczorem, przed snem podsumowanie, tzw bilans dnia..Wszyscy wtedy siadali w około i po kolei każdy dzielił się z innymi wrażeniami z całego dnia, jakimiś problemami, emocjami, uczuciami.. Szczerze mówiąc strasznie ciężko mi było na tych grupowych zajęciach, czy to w mniejszych salkach, czy dużej, w związku z fobią społeczną (i lękiem uogólnionym), która uaktywniła się po odstawieniu benzodiazepin..

Drugą trudną kwestia był fakt, że byłem jedyną osobą cierpiącą na lekomanię, nie mającą problemu alkoholowego, co sprawiało, czy czułem się tam potwornie wyobcowany, kilka też razy, na początku, spotkałem się z niezrozumieniem zarówno ze strony pacjentów, jak i terapeutów.. Później się to zmieniło na korzyść.. cdn

Lekomania – Gdy życie staje się zbyt trudne..

Uzależnienie od leków

Ostatnio na blogu lekomania niewielka aktywność z mojej strony (przyznaje, przepraszam), niestety życie pisze nam różne scenariusze, czasem trudne do zniesienia, szczególnie, jak się nieszczęścia skumulują.. Zaczęło się prawie jak w Biblii plagą egipską co zwiastuje nadejście pasma nieszczęść.. Plaga robali (pluskwy), w środku miasta, na największym osiedlu centralnym, dużym blokowisku, w mieszkaniu na 5 piętrze, czystym, zadbanym, bo prowadzonym przez „perfekcyjną panią domu”, najczystszą osobę jaką znam (moją żonę). (więcej…)

Lekomania – Pytania i odpowiedzi (?)

Uzależnienie od leków

Przeczytałam Twoją historię na blogu, początki fobii społecznej, uzależnienie od leków (lekomania), próby samobójcze. To było bardzo przytłaczające. Wybacz, ja pewnych szczegółów mogę już nie pamiętać. Ogromny ukłon w Twoją stronę, że zdecydowałeś się prowadzić tego bloga.

Do sedna.

 

Mam na imię Natalia, mieszkam w Słupsku, aktualnie mam 24 lata, jestem na ostatnim roku studiów magisterskich na Akademii Pomorskiej.. Po ich skończeniu, zanim zacznę pracować, chcę zrobić sobie roczną przerwę. Poświęcić się leczeniu.

4 lata temu psychiatra po krótkiej wizycie zdiagnozowała mi fobię społeczną. Wypełniłam jakiś test. Właściwie sama zasugerowałam jej diagnozę. Przepisała mi afobam, bo sobie tego zażyczyłam. Wiedziałam po co idę – po receptę. To nie była fanaberia. Mi stres odebrał wszystko Piotr. Marzenia, cele zawodowe, satysfakcję, hobby. I to na długo przed uzależnieniem. Nie wysyłałam CV do pracodawcy, nie odbierałam telefonów, kiedy dzwonili z agencji. Siedziałam tylko w domu. Marazm, egzystencja i samotność. A później poznałam benzodiazepiny.

Jestem uzależniona głównie od alprazolamu od ponad 4 lat. Od rozpoczęcia studiów. Na dzień dzisiejszy dawka dobowa waha się od 2.5 mg do 5 mg. Zależy od ilości czasu spędzonego na dworze, samopoczucia, obowiązków itd.

Niestety, niemal od samego początku doszedł do tego alkohol. Piłam parę kieliszków wódki i wychodziłam na uczelnie, do biblioteki, do sklepu. Początkowo trudno było dostać afobam, więc piłam alkohol. Wiem, że działa na te same receptory co benzodiazepiny, więc zaczęłam się nim znieczulać, bo niwelował lęki. Później łączyłam etanol z afobamem.

Od powrotu z pracy z UK z wakacji, czyli od września zeszłego roku alkohol piję bardzo rzadko. Tam zabrakło mi benzodiazepin i zamiast wracać do domu to wpadłam w ciąg alkoholowy. Nigdy nie piłam w domu. Zawsze po to, żeby coś załatwić. Nie wiem czy bliżej mi do alkoholiczki czy do lekomanki albo narkomanki. Jest mi tak wstyd o tym pisać. Alkohol jest w barku codziennie, natomiast mnie do niego nie ciągnie. Po prostu jest legalny i łatwo dostępny, więc był na czas, gdy leków brakło. Natomiast gdy kończy mi się afobam automatycznie przestaję istnieć. Kończy się mój świat. Silne napięcie nerwowe, niepokój, lęk przed ludźmi miałam na długo przed zażywaniem benzodiazepin. Teraz to wszystko jest wzmożone.

Ty pisałeś, że byłeś na detoksykacji w szpitalu psychiatrycznym i w nocy obawiałeś się o swoje życie. Nie ukrywam, że mam takie same obawy.

Muszę zacząć od tego, że łączenie benzodiazepin, czy środków nasennych (z – leków) z alkoholem jest bardzo niebezpieczne! Znam dwa przypadki śmiertelne, które nastąpiły w konsekwencji połączenia tych dwu substancji i nie chodzi tu o samobójstwa.. Ludzie  cierpiący na uzależnienie od leków czasem mieszają, eksperymentują, wiele razy się udaje, ale na pewnym etapie “czerwona lampka” przestaje migać i za którymś razem granica zostaje przekroczona

Tak byłem w szpitalu psychiatrycznym jeden raz i o jeden za dużo, możesz o tym przeczytać w wpisach pt „Odstawianie benzodiazepin w szpitalu psychiatrycznym cz. I, II”, uważam, że to nie jest miejsce dla osoby odstawiającej leki, bo może się tylko od tego jeszcze gorzej poczuć, chyba że ta osoba ma myśli samobójcze lub po prostu cierpi na psychozę, wtedy oczywiście to odpowiednie miejsce

Byłeś na detoksie również w innym szpitalu, co chyba też nie przyniosło rezultatów. Ostatecznie odstawiłeś lek dzięki tabelce, prawda? Chyba dobrze pamiętam. 

Nie Natalia, to duży skrót.. Leki rzeczywiście próbowałem odstawiać przez wiele lat w wielu różnych placówkach medycznych niekoniecznie przeznaczonych do leczenia uzależnienia od leków.. W związku z tym odstawiano mi je często niefachowo, zbyt szybko z kiepskim rezultatem, ale podczas ostatniej mojej próby zostałem dobrze pokierowany przez mądrych i dobrych ludzi do odpowiedniego specjalisty, psychologa, spec. terapii uzależnień i to dzięki jego sugestiom, pomocy, wsparciu oraz własnej determinacji udało mi się odstawić benzodiazepiny. Przypomnę jednak, że odbyło się to dwuetapowo, najpierw odstawiłem wysokie dawki Clonazepamu na oddziale toksykologii szpitala im Rydygiera w Krakowie .. Tam jednakże odstawiono mi je zbyt szybko, “hardcorowo” (taka specyfika małego oddziału na 10 miejsc, duża rotacja pacjentów), więc bardzo to odchorowałem i po ok 3 miesiącach przeżywania różnych przykrych stanów nie wytrzymałem, wróciłem do BDZ, ale już słabszego leku, w prawie 30 – krotnie mniejszej dawce (Cloranxen)..

Jest to lek o tak samo długim To.5 co Relanium To.5= [100-200 h], które jest standardowo używane do substytucji i można go również stosować w tym samym celu.. Można więc powiedzieć, że nieświadomie zastosowałem substytucje, choć nie ja wybierałem lek i w ogóle nie było to w żaden sposób zaplanowane .. Niestety nie obyło się też bez kolejnych błędów, które odchorowałem.. Później odstawiałem ten Cloranxen ambulatoryjnie 2.5 mg na 2 tyg, pod okiem psychiatry i z cotygodniowym spotkaniom z psychologiem, terapeutą uzależnień.. Nie była to jednak jeszcze psychoterapia zaburzenia osobowości i fobii społecznej, a spotkania na których otrzymywałem wsparcie, różnego rodzaju porady, zalecenia jak przetrwać efekty odstawienne, objawy abstynencyjne.

Pisałeś, że nie wychodziłeś z domu przez 1.5 roku. Piotr, ja nie wiem czy mogę sobie na to pozwolić. Jeśli obronię się w lipcu z automatu tracę status studentki. Muszę szukać pracy lub zarejestrować się do Urzędu Pracy jako bezrobotna, bo muszę mieć ubezpieczenie. Jak poradziłeś sobie ze sprawami formalnymi? Bo chyba psychiatra wysyłał jakieś zaświadczenie do Urzędu Pracy o twojej niezdolności do pracy. Jak to ma wyglądać, w skrócie?

Tak, ale to też nie do końca tak było, że w ogóle nie wychodziłem Otóż wychodziłem na samym początku (zaraz po odstawieniu benzodiazepin) aż za bardzo wychodziłem!.. A wyrażając się precyzyjniej próbowałem rzucać się na przymus na bardzo “głęboką wodę”, do czego zupełnie nie byłem gotowy (błąd!) zamiast próbować małych kroczków, czym tylko sobie zaszkodziłem i stąd to wycofanie się w 4 ściany na tak długo.. Dlaczego? .. dlatego, że za z każdą taką próbą zderzałem się z tak wielkim „murem” ostrego lęku, paniki, do tego stopnia silnym, że odczuwanym przeze mnie jako okropny ból całego ciała, dodatkowo z poczuciem dziwnego odrealnienia świata, że po jakimś czasie uznałem, że dzieje się ze mną coś na granicy choroby psychicznej, co jest nie do wyleczenia (to właśnie wycofało mnie z życia społecznego na długo)

Po drugie, z chorobą się raczej nie dyskutuje, więc tak samo jest z lekomanią, bo to poważna choroba.. ba! można próbować, ale to tak, jakbyś powiedziała sobie, mam raka złośliwego, niestety nie mogę sobie pozwolić na jego leczenie z powodu braku czasu, czy pieniędzy.. Podobnie jest z lekomanią.. Być może nie sprawia on jeszcze kłopotów, bo jest w początkowym stadium, ale nieleczona choroba będzie postępować i wiadomo czym się skończy,a wtedy nie będzie ani pracy, ani pieniędzy, ani niczego .. Niestety wiele osób nie postrzega uzależnienie od leków jako tak samo groźnego uzależnienia jak inne (alkoholizm, narkomania) albo uważa je za bardziej “lightowe”, bez negatywnych konsekwencji.. Nie jest bardziej lightowe, jest po prostu inne, tak jak napisałem powyżej, to choroba kalibru rak, cukrzyca, udar mózgu, nie grypa, przeziębienie, kaszel, nie leczona najpierw upodli Cię, a później może zabić.. Oczywiście rozumiem Cię, za coś trzeba żyć, ale moje zrozumienie niewiele tu wnosi i na nic Ci się nie przyda, ale nikt też przecież nie powiedział, że u Ciebie będzie tak samo

Co do spraw formalnych to u mnie było tak jak chyba jest w przyp. każdej przewlekłej choroby, najpierw wylądowałem na zwolnieniu lekarskim (Ty studiujesz, ja pracowałem) Zwolnienia się przedłużały, na początku ukrywałem, bardzo kombinowałem, żeby jak najmniej osób je widziało i dowiedziało się, że są od psychiatry, czy z jakiegoś ośrodka, później z upływem czasu było już mi coraz bardziej wszystko jedno.. Gdy wyczerpałem limit zwolnień musiałem starać się o świadczenia rehabilitacyjne, gdy i tą możliwość wykorzystałem stanąłem przed dylematem powrót do pracy lub wnioskowanie o rentę zdrowotną, bez gwarancji, że ją w ogóle otrzymam..

Pamiętam, że byłem bardzo niezadowolony z takiego obrotu sprawy, wstydziłem się tej renty okropnie, przeżywałem bardzo różne dylematy (miotałem się), no bo 39- 40 letni facet, potężny, wysoki, silny, a tu takie „coś”..  Z drugiej strony ja naprawdę nie byłem w stanie wrócić do pracy w takim stanie jakim wtedy byłem, więc złożyłem wniosek o rentę, bo po prostu nie miałem innego wyjścia.. Dostałem ją, ale nie obyło się bez pewnych problemów, odwołań, dodatkowej komisji, no i oczywiście znaczne obniżenie dochodów, stopy życia. Musieliśmy po prostu nauczyć się mocno “zaciskać pasa”, żyć skromnie, z pensji żony i mojej renty, bywało ciężko, wciąż jeszcze bywa, ale nie było innego wyjścia

Byłeś na jakimś Oddziale zamkniętym? Coraz bardziej się nad tym zastanawiam. U mnie w domu sytuacja jest różna. Mieszkam z rodzicami. Teraz nie kłócą się, ale w dzieciństwie i okresie dojrzewania była agresja słowna. Nie chcę już o tym pisać. Kocham ich i wiem, że Oni zrobią wszystko, żebym z tego wyszła. Tylko, że to już ludzie po 60 roku życia. Oprócz rodziców nie mam przyjaciółki ani nikogo zaufanego. Nie wiem czy będę miała siłę, żeby odstawić to wszystko w domu. Ogólnie jestem ciągle mocno zdenerwowana albo nadwrażliwa. Huśtawka nastrojów dzień w dzień. Nadwrażliwość na dźwięk. 

Ambulatoryjny sposób leczenia lekomanii (I etap => odstawianie benzodiazepin) wymaga bardzo dużej dyscypliny i konsekwencji, ale daje zdecydowanie więcej czasu na zbliżoną do naturalnego tempa adaptacje naszych zmysłów, psychiki do nowych bodźców starej, trzeźwej rzeczywistości od której przez lata używania chemii odwykliśmy. Poważnie osłabiona, przez benzodiazepiny, naturalna sprawność naszych neuroprzekaźników musi zostać odbudowana, a to wymaga czasu. Nie każdy jednak tak potrafi, nie każdy tak chce, więc można to zrobić na fachowym, specjalistycznym oddziale, aczkolwiek są ludzie, którzy próbują to robić ambulatoryjnie, bo nie chcą iść do szpitala, chcą zrobić to wolniej, i też może się im udać.. Najtrudniej (o ile w ogóle możliwe ?!) jest realizować taki plan mając nadmiar leków przy sobie, można też umówić się z psychiatrą, ze będzie przepisywał określoną ilość na pewien okres Uważam ,że obie metody odstawiania mają swoje wady jak i zalety.

Wiem, że pregabalina jest bardzo pomocna na zejście z benzodiazepin. Ogólnie podobno można z tych leków zejść całkiem bezboleśnie do miesiąca czasu. Wiem, że jesteś zwolennikiem odstawiania według tabelki.

Co do pregabaliny, to tak, słyszałem, że jest ostatnio.. hmm “trendy”, zarówno wśród psychiatrów, jak i samych pacjentów, szczególnie, że pojawił się w Polsce jej dużo tańszy odpowiednik będący w zasięgu portfela przeciętnego Polaka. Do niedawna miesięczny koszt leczenia wynosił (podobno) ok 450 zł. Słyszałem też, że to lek pomocny ludziom cierpiących na zespół lęku uogólnionego, który nie jest związany z lękiem napadowym, atakiem paniki, lecz występuje u ludzi stale zamartwiających się czymś. Ostatnio zaczęto go też stosować podczas odstawiania benzodiazepin

Przepisują ją psychiatrzy ludziom walczącym z lekomanią, niektórym ona pomaga, ja jednak nie mam na temat tego leku wyrobionego zdania.. Sam go brałem, działał obiecująco, w pewnym stopniu sedatywnie, nasennie, lecz w trakcie zwiększania dawki zacząłem mieć okropnie swędzącą wysypkę na rękach, nogach oraz bardzo męczące, koszmarny sny. Wysypkę na siłę przetrwałem, ustąpiła po pewnym czasie, sny były dla mnie nie do zniesienia, więc przerwałem kuracje..

Jednakże wiele osób nie ma żadnych działań ubocznych tego typu, spotkałem się jednak z głosami, że szybko rośnie tolerancja organizmu na ten lek (maleje jego efektywność) z czym sam się spotkałem. Dwa dni temu, jedna z osób przebywająca aktualnie na OLZA w INiP w Warszawie, gdzie odstawia się leki BDZ, napisała, że lekarz odradził jej stosowanie tego specyfiku podczas detoksu, bo może powodować głód lekowy w kierunku BDZ (?).. Czy tak jest, tego nie wiem, ale skoro mówi to fachowiec z doświadczeniem w tych sprawach, to chyba warto wziąć to pod uwagę.

Należy moim zdaniem też mieć świadomość, że nawet najlepszy lek jest również lekiem, można go stosować przez jakiś czas z korzyścią, ale później należało by go odstawić.. Nie jestem jednak przeciwnikiem wprowadzania podczas odstawiania benzodiazepin innych leków (SSRI, SRNI, przeciwdrgawkowe, neuroleptyki), które mogą pomóc zminimalizować zarówno skutki odstawiania leków BDZ, jak i ogólnie pomóc pacjentowi w jego problemach

Wiesz, myślałam, że podasz mi taką czarną listę psychiatrów w Polsce których powinnam unikać, czytałam bloga. Kompetencja psychiatrów poraża. Przykro mi, że przez tyle musiałeś przejść. To takie smutne. Piotr, dzielnie się trzymasz.

Nie prowadzę takiej listy, nie poluje na psychiatrów jak na jakieś „czarownice” i nie zamierzam tego robić, ponieważ uważam, że oni też w pewnym sensie są ofiarami, tak jak ich pacjenci.. Nie można też generalizować, nie wszyscy psychiatrzy przepisują łatwo benzodiazepiny każdemu w dużych ilościach na każdą okazję (znam takich, którzy tego nie robią), niestety jest jeszcze wielu, którzy to robi.. Warto też podkreślić, że nie chodzi też o to, by w ogóle ich nie przepisywać, bo w pewnych sytuacjach jest to konieczne, ale trzeba mieć na tym jakąś kontrolę, a także wyraźnie, konkretnie ostrzegać, jak długo je można zażywać regularnie i czym grozi nadużywanie tych leków

Rozumiem, że ostatecznie pomogła Ci psychoterapia indywidualna. Dobrze rozumiem? Czyli każdy po detoksie musi obrać jakąś swoją drogę. Albo spotkania NA, terapia grupowa albo indywidualna, tak jak w Twoim przypadku.

Wiesz, uważam, że pewnym standardem leczenia osób cierpiących na uzależnienie od leków jest: przede wszystkim odtrucie od substancji na specjalistycznym oddziale detoksykacyjnym lub sposobem ambulatoryjnym z zorientowanym w temacie psychiatrą – jak kto woli ? (krok 1), terapia uzależnień w całodobowym ośrodku lub indywidualnie (2 krok), – psychoterapia “problemu pierwotnego” (3 krok), mogą też być mitingi.. Nie wiem, czy każdy musi korzystać z pomocy, ale z moich obserwacji blogowych wynika, że sam detoks lekowy rzadko kiedy ludziom wystarcza, choć oni są zwykle przekonani, że wystarczy.. Benzodiazepiny nie leczą przyczyn problemów, tłumią jedynie ich przykre objawy.. W ten sposób równie dobrze moglibyśmy leczyć ból zęba morfiną, tramalem do końca życia, przy czym jego koniec pewnie nastąpiłby w wyniku uzależnienia od morfiny

Jesteś czysty od benzodiazepin od 8 lat, a nadal uczęszczasz na terapię. To jest dla mnie przerażające. Mam rozumieć, że jako osoba uzależniona od benzodiazepin i alkoholu powinnam uczęszczać na terapię do końca życia”?

Patrzysz trochę w sposób czarno – biały, jak większość ludzi z problemami emocjonalnymi, a każdy problem jest inny, tak jak różni są ludzie

Nie można ich porównywać, bo ludzie, świat, sytuacje występują w miliardach odcieni ..Między nami są istotne różnice, choćby to, że ja leczę się z 14 letniej lekomanii i zaburzenia osobowości, Ty bierzesz leki tylko 3.5 roku, ja doszedłem do 25-30 mg Clonazepamu, Ty aktualnie bierzesz 10 x mniej, Ty nie masz żadnych traumatycznych prób odstawiania leków na swoim koncie, ja odstawiałem leki niefachowo, nieskutecznie 23 – krotnie zaliczając po drodze 2 próby S., związku z czym leczyłem się także długo z zespołu stresu pourazowego (PTSD), Ty jesteś młoda, masz 24 lata, ja właściwe leczenie zacząłem w wieku 40 lat już z bardzo dużym bagażem negatywnych wspomnień Po za tym ja w swoim leczeniu “przecierałem szlaki”, sparzyłem się wielokrotnie, teraz za nim cokolwiek zrobię, jakikolwiek wykonam ruch, to “dmucham na zimne”, jestem bardzo przewrażliwiony, ostrożny, mam szereg urazów psychicznych, cukrzycę oraz 50-tkę na karu.

Twierdzisz, że masz fobie społeczną, jeśli tak, to wiedz, że fobia też fobii nierówna.. Taka fobia może być w różnym nasileniu, od lekkiej, poprzez umiarkowaną, do ciężkiej.., nie każdy kto ma fobię S. ma też zaburzenie osobowości typu „U”..

Życie wreszcie zwyczajne. Rozmowa z Juliuszem Strachotą

Juliusz Strachota

(Fot. archiwum prywatne)

Mniej więcej 2.5 roku temu, na jednej z swoich cotygodniowych sesji terapii indywidualnej dowiedziałem się od psychologa (terapeuty uzależnień) o istnieniu polskiego pisarza Juliusza Strachoty, który miał odwagę przyznać się publicznie do swojej lekomanii, tzn uzależnienia od leku o nazwie handlowej Xanax (Alprazolam).. Jest to bardzo silny lek przeciwlękowy z grupy benzodiazepin, od którego między innymi i ja się kiedyś uzależniłem.. Juliusz Strachota nie tylko przyznał się do swojej lekomanii, ale napisał na ten temat książkę (powieść) pt „Relaks Amerykański”, w której opisał mechanizmy tego nałogu .. Była to pierwsza książka, na ten czas, w Polsce traktująca od tym problemie, wzbudziła różne kontrowersje, więc z ciekawości postanowiłem ją kupić i przeczytać.. (więcej…)

Lekomania – Ośrodek Terapii Uzależnień cz. IV (oddział detoksykacji alkoholowej)

Dziś będzie trochę mniej o samej lekomanii, gdyż tak naprawdę w roku 2002 byłem chyba jednym z nielicznych tego typu przypadków w placówce o której aktualnie piszę, zdarzały się pojedyncze przypadki krzyżowego uzależnienia, alkohol – leki i to było wszystko.. Nie oznacza to jednak, że problemu lekomanii w Polsce wtedy nie było.. Moim zdaniem istniał i narastał, lecz był marginalizowany.. W tych czasach więcej użytkowników benzodiazepin (nie alkoholików) już uzależnionych lub jeszcze nie, ale na moje oko potencjalnych lekomanów spotykałem na oddziałach leczenia nerwic  (więcej…)