UA-43269020-1

Lekomania – Pytania i odpowiedzi (?)

Uzależnienie od leków

Przeczytałam Twoją historię na blogu, początki fobii społecznej, uzależnienie od leków (lekomania), próby samobójcze. To było bardzo przytłaczające. Wybacz, ja pewnych szczegółów mogę już nie pamiętać. Ogromny ukłon w Twoją stronę, że zdecydowałeś się prowadzić tego bloga.

Do sedna.

 

Mam na imię Natalia, mieszkam w Słupsku, aktualnie mam 24 lata, jestem na ostatnim roku studiów magisterskich na Akademii Pomorskiej.. Po ich skończeniu, zanim zacznę pracować, chcę zrobić sobie roczną przerwę. Poświęcić się leczeniu.

4 lata temu psychiatra po krótkiej wizycie zdiagnozowała mi fobię społeczną. Wypełniłam jakiś test. Właściwie sama zasugerowałam jej diagnozę. Przepisała mi afobam, bo sobie tego zażyczyłam. Wiedziałam po co idę – po receptę. To nie była fanaberia. Mi stres odebrał wszystko Piotr. Marzenia, cele zawodowe, satysfakcję, hobby. I to na długo przed uzależnieniem. Nie wysyłałam CV do pracodawcy, nie odbierałam telefonów, kiedy dzwonili z agencji. Siedziałam tylko w domu. Marazm, egzystencja i samotność. A później poznałam benzodiazepiny.

Jestem uzależniona głównie od alprazolamu od ponad 4 lat. Od rozpoczęcia studiów. Na dzień dzisiejszy dawka dobowa waha się od 2.5 mg do 5 mg. Zależy od ilości czasu spędzonego na dworze, samopoczucia, obowiązków itd.

Niestety, niemal od samego początku doszedł do tego alkohol. Piłam parę kieliszków wódki i wychodziłam na uczelnie, do biblioteki, do sklepu. Początkowo trudno było dostać afobam, więc piłam alkohol. Wiem, że działa na te same receptory co benzodiazepiny, więc zaczęłam się nim znieczulać, bo niwelował lęki. Później łączyłam etanol z afobamem.

Od powrotu z pracy z UK z wakacji, czyli od września zeszłego roku alkohol piję bardzo rzadko. Tam zabrakło mi benzodiazepin i zamiast wracać do domu to wpadłam w ciąg alkoholowy. Nigdy nie piłam w domu. Zawsze po to, żeby coś załatwić. Nie wiem czy bliżej mi do alkoholiczki czy do lekomanki albo narkomanki. Jest mi tak wstyd o tym pisać. Alkohol jest w barku codziennie, natomiast mnie do niego nie ciągnie. Po prostu jest legalny i łatwo dostępny, więc był na czas, gdy leków brakło. Natomiast gdy kończy mi się afobam automatycznie przestaję istnieć. Kończy się mój świat. Silne napięcie nerwowe, niepokój, lęk przed ludźmi miałam na długo przed zażywaniem benzodiazepin. Teraz to wszystko jest wzmożone.

Ty pisałeś, że byłeś na detoksykacji w szpitalu psychiatrycznym i w nocy obawiałeś się o swoje życie. Nie ukrywam, że mam takie same obawy.

Muszę zacząć od tego, że łączenie benzodiazepin, czy środków nasennych (z – leków) z alkoholem jest bardzo niebezpieczne! Znam dwa przypadki śmiertelne, które nastąpiły w konsekwencji połączenia tych dwu substancji i nie chodzi tu o samobójstwa.. Ludzie  cierpiący na uzależnienie od leków czasem mieszają, eksperymentują, wiele razy się udaje, ale na pewnym etapie “czerwona lampka” przestaje migać i za którymś razem granica zostaje przekroczona

Tak byłem w szpitalu psychiatrycznym jeden raz i o jeden za dużo, możesz o tym przeczytać w wpisach pt „Odstawianie benzodiazepin w szpitalu psychiatrycznym cz. I, II”, uważam, że to nie jest miejsce dla osoby odstawiającej leki, bo może się tylko od tego jeszcze gorzej poczuć, chyba że ta osoba ma myśli samobójcze lub po prostu cierpi na psychozę, wtedy oczywiście to odpowiednie miejsce

Byłeś na detoksie również w innym szpitalu, co chyba też nie przyniosło rezultatów. Ostatecznie odstawiłeś lek dzięki tabelce, prawda? Chyba dobrze pamiętam. 

Nie Natalia, to duży skrót.. Leki rzeczywiście próbowałem odstawiać przez wiele lat w wielu różnych placówkach medycznych niekoniecznie przeznaczonych do leczenia uzależnienia od leków.. W związku z tym odstawiano mi je często niefachowo, zbyt szybko z kiepskim rezultatem, ale podczas ostatniej mojej próby zostałem dobrze pokierowany przez mądrych i dobrych ludzi do odpowiedniego specjalisty, psychologa, spec. terapii uzależnień i to dzięki jego sugestiom, pomocy, wsparciu oraz własnej determinacji udało mi się odstawić benzodiazepiny. Przypomnę jednak, że odbyło się to dwuetapowo, najpierw odstawiłem wysokie dawki Clonazepamu na oddziale toksykologii szpitala im Rydygiera w Krakowie .. Tam jednakże odstawiono mi je zbyt szybko, “hardcorowo” (taka specyfika małego oddziału na 10 miejsc, duża rotacja pacjentów), więc bardzo to odchorowałem i po ok 3 miesiącach przeżywania różnych przykrych stanów nie wytrzymałem, wróciłem do BDZ, ale już słabszego leku, w prawie 30 – krotnie mniejszej dawce (Cloranxen)..

Jest to lek o tak samo długim To.5 co Relanium To.5= [100-200 h], które jest standardowo używane do substytucji i można go również stosować w tym samym celu.. Można więc powiedzieć, że nieświadomie zastosowałem substytucje, choć nie ja wybierałem lek i w ogóle nie było to w żaden sposób zaplanowane .. Niestety nie obyło się też bez kolejnych błędów, które odchorowałem.. Później odstawiałem ten Cloranxen ambulatoryjnie 2.5 mg na 2 tyg, pod okiem psychiatry i z cotygodniowym spotkaniom z psychologiem, terapeutą uzależnień.. Nie była to jednak jeszcze psychoterapia zaburzenia osobowości i fobii społecznej, a spotkania na których otrzymywałem wsparcie, różnego rodzaju porady, zalecenia jak przetrwać efekty odstawienne, objawy abstynencyjne.

Pisałeś, że nie wychodziłeś z domu przez 1.5 roku. Piotr, ja nie wiem czy mogę sobie na to pozwolić. Jeśli obronię się w lipcu z automatu tracę status studentki. Muszę szukać pracy lub zarejestrować się do Urzędu Pracy jako bezrobotna, bo muszę mieć ubezpieczenie. Jak poradziłeś sobie ze sprawami formalnymi? Bo chyba psychiatra wysyłał jakieś zaświadczenie do Urzędu Pracy o twojej niezdolności do pracy. Jak to ma wyglądać, w skrócie?

Tak, ale to też nie do końca tak było, że w ogóle nie wychodziłem Otóż wychodziłem na samym początku (zaraz po odstawieniu benzodiazepin) aż za bardzo wychodziłem!.. A wyrażając się precyzyjniej próbowałem rzucać się na przymus na bardzo “głęboką wodę”, do czego zupełnie nie byłem gotowy (błąd!) zamiast próbować małych kroczków, czym tylko sobie zaszkodziłem i stąd to wycofanie się w 4 ściany na tak długo.. Dlaczego? .. dlatego, że za z każdą taką próbą zderzałem się z tak wielkim „murem” ostrego lęku, paniki, do tego stopnia silnym, że odczuwanym przeze mnie jako okropny ból całego ciała, dodatkowo z poczuciem dziwnego odrealnienia świata, że po jakimś czasie uznałem, że dzieje się ze mną coś na granicy choroby psychicznej, co jest nie do wyleczenia (to właśnie wycofało mnie z życia społecznego na długo)

Po drugie, z chorobą się raczej nie dyskutuje, więc tak samo jest z lekomanią, bo to poważna choroba.. ba! można próbować, ale to tak, jakbyś powiedziała sobie, mam raka złośliwego, niestety nie mogę sobie pozwolić na jego leczenie z powodu braku czasu, czy pieniędzy.. Podobnie jest z lekomanią.. Być może nie sprawia on jeszcze kłopotów, bo jest w początkowym stadium, ale nieleczona choroba będzie postępować i wiadomo czym się skończy,a wtedy nie będzie ani pracy, ani pieniędzy, ani niczego .. Niestety wiele osób nie postrzega uzależnienie od leków jako tak samo groźnego uzależnienia jak inne (alkoholizm, narkomania) albo uważa je za bardziej “lightowe”, bez negatywnych konsekwencji.. Nie jest bardziej lightowe, jest po prostu inne, tak jak napisałem powyżej, to choroba kalibru rak, cukrzyca, udar mózgu, nie grypa, przeziębienie, kaszel, nie leczona najpierw upodli Cię, a później może zabić.. Oczywiście rozumiem Cię, za coś trzeba żyć, ale moje zrozumienie niewiele tu wnosi i na nic Ci się nie przyda, ale nikt też przecież nie powiedział, że u Ciebie będzie tak samo

Co do spraw formalnych to u mnie było tak jak chyba jest w przyp. każdej przewlekłej choroby, najpierw wylądowałem na zwolnieniu lekarskim (Ty studiujesz, ja pracowałem) Zwolnienia się przedłużały, na początku ukrywałem, bardzo kombinowałem, żeby jak najmniej osób je widziało i dowiedziało się, że są od psychiatry, czy z jakiegoś ośrodka, później z upływem czasu było już mi coraz bardziej wszystko jedno.. Gdy wyczerpałem limit zwolnień musiałem starać się o świadczenia rehabilitacyjne, gdy i tą możliwość wykorzystałem stanąłem przed dylematem powrót do pracy lub wnioskowanie o rentę zdrowotną, bez gwarancji, że ją w ogóle otrzymam..

Pamiętam, że byłem bardzo niezadowolony z takiego obrotu sprawy, wstydziłem się tej renty okropnie, przeżywałem bardzo różne dylematy (miotałem się), no bo 39- 40 letni facet, potężny, wysoki, silny, a tu takie „coś”..  Z drugiej strony ja naprawdę nie byłem w stanie wrócić do pracy w takim stanie jakim wtedy byłem, więc złożyłem wniosek o rentę, bo po prostu nie miałem innego wyjścia.. Dostałem ją, ale nie obyło się bez pewnych problemów, odwołań, dodatkowej komisji, no i oczywiście znaczne obniżenie dochodów, stopy życia. Musieliśmy po prostu nauczyć się mocno “zaciskać pasa”, żyć skromnie, z pensji żony i mojej renty, bywało ciężko, wciąż jeszcze bywa, ale nie było innego wyjścia

Byłeś na jakimś Oddziale zamkniętym? Coraz bardziej się nad tym zastanawiam. U mnie w domu sytuacja jest różna. Mieszkam z rodzicami. Teraz nie kłócą się, ale w dzieciństwie i okresie dojrzewania była agresja słowna. Nie chcę już o tym pisać. Kocham ich i wiem, że Oni zrobią wszystko, żebym z tego wyszła. Tylko, że to już ludzie po 60 roku życia. Oprócz rodziców nie mam przyjaciółki ani nikogo zaufanego. Nie wiem czy będę miała siłę, żeby odstawić to wszystko w domu. Ogólnie jestem ciągle mocno zdenerwowana albo nadwrażliwa. Huśtawka nastrojów dzień w dzień. Nadwrażliwość na dźwięk. 

Ambulatoryjny sposób leczenia lekomanii (I etap => odstawianie benzodiazepin) wymaga bardzo dużej dyscypliny i konsekwencji, ale daje zdecydowanie więcej czasu na zbliżoną do naturalnego tempa adaptacje naszych zmysłów, psychiki do nowych bodźców starej, trzeźwej rzeczywistości od której przez lata używania chemii odwykliśmy. Poważnie osłabiona, przez benzodiazepiny, naturalna sprawność naszych neuroprzekaźników musi zostać odbudowana, a to wymaga czasu. Nie każdy jednak tak potrafi, nie każdy tak chce, więc można to zrobić na fachowym, specjalistycznym oddziale, aczkolwiek są ludzie, którzy próbują to robić ambulatoryjnie, bo nie chcą iść do szpitala, chcą zrobić to wolniej, i też może się im udać.. Najtrudniej (o ile w ogóle możliwe ?!) jest realizować taki plan mając nadmiar leków przy sobie, można też umówić się z psychiatrą, ze będzie przepisywał określoną ilość na pewien okres Uważam ,że obie metody odstawiania mają swoje wady jak i zalety.

Wiem, że pregabalina jest bardzo pomocna na zejście z benzodiazepin. Ogólnie podobno można z tych leków zejść całkiem bezboleśnie do miesiąca czasu. Wiem, że jesteś zwolennikiem odstawiania według tabelki.

Co do pregabaliny, to tak, słyszałem, że jest ostatnio.. hmm “trendy”, zarówno wśród psychiatrów, jak i samych pacjentów, szczególnie, że pojawił się w Polsce jej dużo tańszy odpowiednik będący w zasięgu portfela przeciętnego Polaka. Do niedawna miesięczny koszt leczenia wynosił (podobno) ok 450 zł. Słyszałem też, że to lek pomocny ludziom cierpiących na zespół lęku uogólnionego, który nie jest związany z lękiem napadowym, atakiem paniki, lecz występuje u ludzi stale zamartwiających się czymś. Ostatnio zaczęto go też stosować podczas odstawiania benzodiazepin

Przepisują ją psychiatrzy ludziom walczącym z lekomanią, niektórym ona pomaga, ja jednak nie mam na temat tego leku wyrobionego zdania.. Sam go brałem, działał obiecująco, w pewnym stopniu sedatywnie, nasennie, lecz w trakcie zwiększania dawki zacząłem mieć okropnie swędzącą wysypkę na rękach, nogach oraz bardzo męczące, koszmarny sny. Wysypkę na siłę przetrwałem, ustąpiła po pewnym czasie, sny były dla mnie nie do zniesienia, więc przerwałem kuracje..

Jednakże wiele osób nie ma żadnych działań ubocznych tego typu, spotkałem się jednak z głosami, że szybko rośnie tolerancja organizmu na ten lek (maleje jego efektywność) z czym sam się spotkałem. Dwa dni temu, jedna z osób przebywająca aktualnie na OLZA w INiP w Warszawie, gdzie odstawia się leki BDZ, napisała, że lekarz odradził jej stosowanie tego specyfiku podczas detoksu, bo może powodować głód lekowy w kierunku BDZ (?).. Czy tak jest, tego nie wiem, ale skoro mówi to fachowiec z doświadczeniem w tych sprawach, to chyba warto wziąć to pod uwagę.

Należy moim zdaniem też mieć świadomość, że nawet najlepszy lek jest również lekiem, można go stosować przez jakiś czas z korzyścią, ale później należało by go odstawić.. Nie jestem jednak przeciwnikiem wprowadzania podczas odstawiania benzodiazepin innych leków (SSRI, SRNI, przeciwdrgawkowe, neuroleptyki), które mogą pomóc zminimalizować zarówno skutki odstawiania leków BDZ, jak i ogólnie pomóc pacjentowi w jego problemach

Wiesz, myślałam, że podasz mi taką czarną listę psychiatrów w Polsce których powinnam unikać, czytałam bloga. Kompetencja psychiatrów poraża. Przykro mi, że przez tyle musiałeś przejść. To takie smutne. Piotr, dzielnie się trzymasz.

Nie prowadzę takiej listy, nie poluje na psychiatrów jak na jakieś „czarownice” i nie zamierzam tego robić, ponieważ uważam, że oni też w pewnym sensie są ofiarami, tak jak ich pacjenci.. Nie można też generalizować, nie wszyscy psychiatrzy przepisują łatwo benzodiazepiny każdemu w dużych ilościach na każdą okazję (znam takich, którzy tego nie robią), niestety jest jeszcze wielu, którzy to robi.. Warto też podkreślić, że nie chodzi też o to, by w ogóle ich nie przepisywać, bo w pewnych sytuacjach jest to konieczne, ale trzeba mieć na tym jakąś kontrolę, a także wyraźnie, konkretnie ostrzegać, jak długo je można zażywać regularnie i czym grozi nadużywanie tych leków

Rozumiem, że ostatecznie pomogła Ci psychoterapia indywidualna. Dobrze rozumiem? Czyli każdy po detoksie musi obrać jakąś swoją drogę. Albo spotkania NA, terapia grupowa albo indywidualna, tak jak w Twoim przypadku.

Wiesz, uważam, że pewnym standardem leczenia osób cierpiących na uzależnienie od leków jest: przede wszystkim odtrucie od substancji na specjalistycznym oddziale detoksykacyjnym lub sposobem ambulatoryjnym z zorientowanym w temacie psychiatrą – jak kto woli ? (krok 1), terapia uzależnień w całodobowym ośrodku lub indywidualnie (2 krok), – psychoterapia “problemu pierwotnego” (3 krok), mogą też być mitingi.. Nie wiem, czy każdy musi korzystać z pomocy, ale z moich obserwacji blogowych wynika, że sam detoks lekowy rzadko kiedy ludziom wystarcza, choć oni są zwykle przekonani, że wystarczy.. Benzodiazepiny nie leczą przyczyn problemów, tłumią jedynie ich przykre objawy.. W ten sposób równie dobrze moglibyśmy leczyć ból zęba morfiną, tramalem do końca życia, przy czym jego koniec pewnie nastąpiłby w wyniku uzależnienia od morfiny

Jesteś czysty od benzodiazepin od 8 lat, a nadal uczęszczasz na terapię. To jest dla mnie przerażające. Mam rozumieć, że jako osoba uzależniona od benzodiazepin i alkoholu powinnam uczęszczać na terapię do końca życia”?

Patrzysz trochę w sposób czarno – biały, jak większość ludzi z problemami emocjonalnymi, a każdy problem jest inny, tak jak różni są ludzie

Nie można ich porównywać, bo ludzie, świat, sytuacje występują w miliardach odcieni ..Między nami są istotne różnice, choćby to, że ja leczę się z 14 letniej lekomanii i zaburzenia osobowości, Ty bierzesz leki tylko 3.5 roku, ja doszedłem do 25-30 mg Clonazepamu, Ty aktualnie bierzesz 10 x mniej, Ty nie masz żadnych traumatycznych prób odstawiania leków na swoim koncie, ja odstawiałem leki niefachowo, nieskutecznie 23 – krotnie zaliczając po drodze 2 próby S., związku z czym leczyłem się także długo z zespołu stresu pourazowego (PTSD), Ty jesteś młoda, masz 24 lata, ja właściwe leczenie zacząłem w wieku 40 lat już z bardzo dużym bagażem negatywnych wspomnień Po za tym ja w swoim leczeniu “przecierałem szlaki”, sparzyłem się wielokrotnie, teraz za nim cokolwiek zrobię, jakikolwiek wykonam ruch, to “dmucham na zimne”, jestem bardzo przewrażliwiony, ostrożny, mam szereg urazów psychicznych, cukrzycę oraz 50-tkę na karu.

Twierdzisz, że masz fobie społeczną, jeśli tak, to wiedz, że fobia też fobii nierówna.. Taka fobia może być w różnym nasileniu, od lekkiej, poprzez umiarkowaną, do ciężkiej.., nie każdy kto ma fobię S. ma też zaburzenie osobowości typu „U”..

Uwolnić się od życia – artykuł Anny Szulc opublikowany w Newsweek Polska (pełna wersja)

Uzależnienie od leków

Dzięki uprzejmości redakcji Newsweek Polska i jej zgody prezentuje dzisiaj kompletny artykuł pt ”Uwolnić się od życia” autorstwa Anny Szulc (reportażystka, dziennikarka działu społecznego Newsweek. Laureatka nagrody Grand Press 2010 w kategorii reportaż prasowy i Europejskiej Nagrody Dziennikarskiej 2007. Dwukrotnie wyróżniana przez Amnesty International. Autorka dwóch książek „Stacja Kraków” i „Krakowscy Czarodzieje”) (więcej…)

Uzależnienie od leków, a praca zawodowa – wspomnienia cd.


job-do-kompresji-1

No dobrze, lecimy dalej.. W ostatnim wpisie dotyczącym mojej przeszłości wspomniałem o nowej pracy.. że trudna i niewdzięczna, że na co dzień w kontakcie z wieloma różnymi ludźmi, że duże tempo, duża odpowiedzialność, wymagająca też dużej mobilności (praca w terenie, dojazdy samochodem), to wszystko powodowało u mnie ogromny stres, biorąc pod uwagę fakt, że wciąż cierpiałem na zaburzenia lękowe. Wielokrotnie musiałem robić dobrą minę do złej gry, nie żyłem własnym życiem, próbowałem realizować to co mi wpojono i to, czego oczekiwała ode mnie rodzina, otoczenie, poprzeczka była ustawiona wysoko, a ja chory

Myślę sobie teraz,że taka praca byłaby trudna dla każdego normalnego człowieka (tak sądzę), nie cierpiącego na żadne problemy wewnętrzne, a co dopiero dla mnie, to trochę tak jakby powiedzmy człowieka z fobią społeczną zatrudniono na stanowisku ..hmm (?).. konwojenta bankowego (?) ochroniarza w jakimś publicznym miejscu (?) Jednak pomimo tego, w pewnym sensie ją lubiłem, a nawet sprawiała, że mając bardzo zaniżoną samoocenę i liczne kompleksy, czułem się jakiś ważny, do tego bardzo fajni ludzie, w podobnym wieku, z którymi swojego czasu tworzyliśmy fajny team. Niestety, by jej podołać, w takiej sytuacji, jakiej byłem, musiałem dalej, regularnie łykać benzodiazepiny i to mocny, silnie uzależniający Clonazepam

Pomimo pobytów na dwóch oddziałach leczenia nerwic wciąż nie byłem specjalnie świadom co mi dolega, ani z jakiego powodu, nie byłem też świadom uzależnienia od leków. Wiedziałem, że coś jest nie tak, ale spychałem to w „tył głowy”, wydawało mi się, że jestem skazany na leki

Nie łykałem ich nigdy po to by się naćpać, odurzyć, by paść na pysk, nie szukałem jakichś dodatkowych wrażeń, lecz dlatego, że po prostu bałem się..Brałem je by zniwelować lęki, napięcie mięśniowe, uspokoić się, jednak nie uchroniło mnie to ani od uzależnienia od nich, ani pogorszenia zdolności psychofizycznych, gdyż z czasem następował rozwój tolerancji i musiałem zwiększać dawki, by odczuć takie samo działanie tej substancji. To wszystko sprawiało, że coraz bardziej mój organizm był nasycony silnym lekiem, a jasność umysłu się pogarszała, choć subiektywnie wydawało mi się, że jestem trzeźwy..

Ten lek działał na mnie na dwa sposoby, z jednej strony uspokajał, rozluźniał mięśnie szkieletowe, w ten sposób redukował stany lękowe, dodawał odwagi (przynajmniej na początku) z drugiej strony znacząco pogarszał zdolność koncentracji, skupienia uwagi, pamięci, mój intelekt, refleks (coś za coś!), powodował też często senność, apatię, przez co poważnie obniżał wydajność mojej pracy, która polegała głównie na pracy umysłem, zarówno w biurze, jak i w terenie, Ponadto praca wymagała dokładności, skrupulatności w obliczeniach, do tego codzienna konieczność prowadzenia auta, docierania w różne nieznane miejsca, a nie było wtedy GPS-ów

Nie będę ściemniał, nie był zbyt dobry ze mnie wtedy pracownik zarówno z powodu zaawansowanej nerwicy, jak i stałego otumanienia lekami ..Owszem, zdarzyło się mi błysnąć od czasu do czasu, ale na co dzień plasowałem się na samym dole w rankingu pracowników, kolegów, którzy wykonywali to samo.. Myślę sobie teraz, że nie miałem wtedy nie tylko zdrowia do tej roboty, ale też odpowiedniego charakteru, ani serca.. Często co tu dużo mówić, chodziłem przyćpany, senny, zmęczony, przez co nie ogarniałem do końca „papierologii”, której było sporo, więc nieraz ślęczałem w biurze dłużej niż wszyscy..

W tamtym okresie by można powiedzieć, że wypracowałem sobie nałogowy „system regulacji” emocji i stanu umysłu, jego jasności, trzeźwości po prostu leki zacząłem zapijać mocną kawą.. Chodzi o to, że z jednej strony cierpiałem na silne stany lękowe i potrzebowałem „zabezpieczyć je”, stłumić lekami uspokajającymi, lecz, gdy po jakimś czasie stawałem się po nich zbyt senny i przyćpany szybko robiłem sobie kawę, gdyż ze względu na odpowiedzialny charakter zawodu musiałem mieć w miarę trzeźwy umysł..

Co tu dużo mówić, działanie kawy jest przeciwne do działania uspokajaczy, ponieważ jak wiadomo zawiera ona kofeinę, która pobudza, więc tymi dwoma substancjami „regulowałem” stan „trzeźwości” umysłu i emocje na takim poziomie, jaki mi odpowiadał..Gdy robiło się zbyt trzeźwo i strasznie zażywałem po 2-3 tabletki naraz, później, gdy czułem, że robię się zbyt senny i przyćpany, piłem kawę, czasem 2 pod rząd, po prostu do skutku, aż senność przeszła..

Jak już wspomniałem wcześniej dawki leków rosły, choć tolerancja mojego organizmu wzrastała powoli..na tyle powoli, by „czerwona lampka” nie zaczęła migać..Gdyby tak jakiś specjalista kazał mi zwiększyć dawkę w ciągu kilku dni z 2 tabl/ dzień, do 15-stu / dzień przeraziłbym się i uznałbym to za niedorzeczne i niebezpieczne!..Podstępność tej choroby polega jednak na tym, że jeśli ten fakt rozciągniemy w czasie, nasza czujność zostaje uśpiona

Wiedziałem od kiedy mam zaburzenia lękowe, jakie wydarzenie/wydarzenia miały na to wpływ, ale pojęcia nie miałem, że cierpię na jakąś sklasyfikowaną chorobę, że w ogóle coś takiego istnieje

Swoje leczenie zacząłem jak wiele osób obecnie u psychiatry nie dostając jakiejś szczegółowej diagnozy na temat tego co mi jest, poza ogólnym stwierdzeniem, że mam umiarkowaną depresję, z elementami lęku oraz jakie leki powinienem stosować (SSRI) Nie miałem wcale depresji !

Tzn nie to było moim kluczowym problemem, stan depresyjny był wtórny, na skutek zmęczenia organizmu chronicznym lękiem Nie dostałem też żadnej konkretnej informacji, gdzie powinienem iść na psychoterapię.. choć akurat o to pewnie 22 lata temu nie było łatwo..

Niestety, to czego się dowiaduje, to to, ze osoby cierpiące na zaburzenia lękowo – depresyjne zaczynają i kończą swoje leczenie u psychiatry, podobnie jak ja dostając tylko jakąś ogólną diagnozę i garść różnych leków, z przeznaczeniem brania ich latami, a może nawet do śmierci

Moim zdaniem to błąd, bo leki nie usuwają przyczyn problemów, redukują tylko objawy i tak, jak się okazuje nie zawsze w pełni skutecznie.. Moim zdaniem mogą być korzystnym dodatkiem do psychoterapii, ale nie jej zamiennikiem

Nie jestem przeciwnikiem psychiatrów, ani dobrej farmakologii, sam melduję się co miesiąc u miłej, sympatycznej, rzeczowej Pani doktor, ale uważam, że warto leczyć się kompleksowo, i farmakologicznie, i oddziaływaniem psychoterapeutycznym, z naciskiem na tą drugą metodę

Uzależnienie od leków – wspomnienia z terapii cz. III

Uzależnienie od leków

Dzień dzisiejszy..

Koniec lata, ale słońce wciąż potrafi przygrzać, z tego względu w miniony weekend dostałem od żony propozycję wspólnego wyjazdu nad wodę, oczywiście przystałem na nią bardzo chętnie, ponieważ wszelkie przejawy powrotu do normalnego życia dla kogoś kto cierpiał na silne stany lękowe bardzo cieszą, wtedy nawet prozaiczne czynności sprawiają dużą frajdę! Okazało się, że było fajnie, „smażing-plażing”, kąpiele w wodzie, nawet przebywanie pomiędzy ludźmi, roześmianą młodzieżą dają dużo pozytywnej energii..

Nad wodę wybrałem się już w tamtym roku, to był mój pierwszy wypad od kilku lat, od momentu, kiedy odstawiłem benzodiazepiny ( Clonazepam, Alprazolam, Cloranxen) do zera po wielu latach ciągłego zażywania.. Wcześniej, zarówno w okresie brania, jak i w okresie poprzedzającym, zanim nastąpiła eskalacja choroby pierwotnej (fobii społecznej), która była bezpośrednią przyczyną mojego uzależnienia od leków bywałem w wielu, różnych miejscach, basenach, plażach, zarówno w Polsce, jak i zagranicą, później się wszystko skomplikowało..

Wspomnienia cd..

Wracając do swoich wspomnień z przeszłości, do okresu, gdy wróciłem z terapii (Szpital Komorów), powtórzę się i napiszę, że wciąż nie czułem się zdrowy, a nerwica społeczna, na którą cierpiałem wciąż miała się dobrze..

Celowo piszę per „ona” (nerwica), bo na ten czas i długo jeszcze później czułem subiektywnie, że ta choroba jest zupełnie niezależna od mojej woli, rządzi się swoimi prawami i nie mam żadnego wpływu na nią..

Kontynuując wątek powiem, że stany lękowe nie znikły, a pracowałem wciąż w dużym przedsiębiorstwie, zawód, który w tamtym okresie wykonywałem, wymagał ode mnie częstych kontaktów z ludźmi, pracy w grupie (zebrania, delegacje) .. Miałem też rodzinę (żonę, małe dziecko), obowiązki i aby im sprostać ponownie zacząłem łykać Clonazepam. Nie miałem odwagi, wstydziłem się przyznać, że wciąż z powodu złego samopoczucia nie daję rady, no i znów zaczęło się kombinowanie, załatwianie lewych recept, wstyd, wyrzuty sumienia. By je zagłuszyć kolejne dawki Clonazepamu i kolejne.. Także dodatkowy strach przed wpadką, zdemaskowaniem np. w jakiejś aptece lub przez członków rodziny, którzy na początku nie wiedzieli, że zacząłem zażywać dużo więcej tabletek, niż miałem zalecone w wypisie szpitalnym.. Brałem w ukryciu, w konspiracji, także dlatego, że moje problemy, stany lękowe w tamtym okresie nie znajdywały specjalnego zrozumienia, także wśród bliskich, którzy wymagali ode mnie sprawności, skoro byłem na leczeniu, sam też od siebie wiele wymagałem, inne czasy, inna mentalność, za chorobę uznawano tylko to co fizyczne..

Po pewnym czasie dostałem jakiś namiar na psychologa w Rzeszowie, który pracował w poradni leczenia uzależnień, a popołudniami prowadził prywatną praktykę, w swoim mieszkaniu, w bloku.. Pamiętam, że raz w tygodniu wsiadałem w w swojego fiata Cinquecento i jechałem prawie 70 km (w jedną stronę), tym razem do Rzeszowa..

Na pierwszej wizycie, przez prawie dwie godziny wypełniałem różne testy psychologiczne, diagnostyczne, składające się z kilku arkuszy wypełnionych pytaniami.. Jest ich przynajmniej kilka rodzajów (jak nie więcej?), a i pytania zawarte w nich bardzo zróżnicowane, od typowych, do dość zaskakujących.. Przykładowe pytania, z testów, które właśnie trzymam przed swoim nosem, a które otrzymałem kiedyś od swojej kumpeli, która pracuje jako psycholog – psychoterapeuta prezentuje poniżej.. Są to pytania lub stwierdzenia, do zaznaczenia TAK lub NIE, typu „prawda, czy fałsz”(?) :

Czy kochałeś matkę swoją?” (to akurat mało zaskakujące)

Czy idąc chodnikiem zdarza Ci się liczyć płyty chodnikowe?”,

Czy chciałbyś pracować jako bibliotekarz?”

lub stwierdzenia dla określenia prawdziwości

Wolałbym studiować 10 lat, niż pracować jako urzędnik na poczcie.” (tak, czy nie ?)

Rzadko mam zatwardzenie” (tak, czy nie?)

Wolałbym być pielęgniarzem, niż technikiem dentystycznym” (tak, czy nie?)

Boję się być sam na otwartej przestrzeni.” (tak, czy nie?)

W wiejskim życiu najgorsza jest jednostajność.” (tak, czy nie?)

Prawię stale boję się czegoś lub kogoś”(tak, czy nie?)

Sny powinny człowieka prowadzić i ostrzegać”(tak, czy nie?)

Nie obawiam się się zarażenia jakąś chorobą, czy bakteriami w czasie, gdy dotykam klamek.” (tak, czy nie?)

Dla ludzkości ważniejszy jest polityk, niż rzeźbiarz”(tak, czy nie?)

Wolałbym założyć kartotekę w zakładzie wg nowego schematu, niż uczyć się grania sonaty na pamięć”( tak, czy nie?)

Łatwo się pocę, nawet gdy jest zimno”(tak, czy nie?)

Istnieją też testy, które polegają na tym, że należy dokończyć wcześniej rozpoczęte zdanie. To co dopiszemy do niego jest również naszą indywidualną sprawą i daje pewien obraz psychologowi diagnoście na temat badanej osoby.. W tym miejscu nie mogę odmówić sobie zacytowania przykładu takiego badania, w formie testu, pewnej młodej dziewczyny która została skierowana do szkolnego specjalisty, które znalazłem na forum tematycznym, a który bardzo rozbawił mnie :

„.. 

Kocham… dobrze ugotowane ziemniaki.
Płaczę gdy… nie ma ziemniaków w domu.
Nie lubię… źle ugotowanych ziemniaków
Lubię… ziemniaki, a nawet je kocham.”

 

Później dowiedziałem się od samej autorki powyższego tekstu, że to była jej „odpowiedź” na brak specjalnego zaangażowania się i olewający stosunek szkolnego pedagoga do jej osoby, który nawet nie poświęcił kilku chwil, by objaśnić jej „co, jak i po co (?)”..

Odpowiedzi w testach psychologicznych mają zapewne za zadanie określić typ osobowości badanej osoby, ewentualnie rodzaj jej zaburzenia.. Takie testy w różnej postaci wypełniałem wielokrotnie, na wielu oddziałach leczenia nerwic, także w ośrodku terapii uzależnień, lecz nigdy nie pokazano mi ich wyników

Wracając do psychologa, do którego zacząłem jeździć, to nie wiem, czy to był terapeuta z prawdziwego zdarzenia (psychoterapeuta z uprawnieniami i certyfikatem), czy był to po prostu zwykły, ale doświadczony w leczeniu uzależnień psycholog (?) lecz na pewno osoba sympatyczna, inteligentna, ciepła z charakterem, myślę, że rozumiała moje sprawy.., czy coś więcej (?).. czy potrafiła mi konkretnie pomóc (?) nie wiem.., nie pamiętam też, dlaczego przestałem tam jeździć (?) za to dalej „jechałem” na Clonazepamie.. W międzyczasie był też ksiądz psycholog, z doktoratem z psychologii, byłem u niego tylko raz, w pokoju na parafii, pamiętam, że była zima, wszędzie pięknie biało, musiałem jakiś czas poczekać, zanim mnie przyjął u siebie..

Również bardzo sympatyczny, wesoły człowiek, poczęstował mnie słodkościami i herbatą..Nie pamiętam już, jak przebiegało nasze spotkanie, o czym mu właściwie mówiłem, ale przyznałem się mu przy okazji rozmowy, że wiele lat nie byłem u spowiedzi.. no i pierwszy raz spowiadałem się na kanapie trzymając w ręku ciastka! 

Kolejnym etapem w moim życiu była zmiana pracy, zwolniłem się po 4 latach z przedsiębiorstwa państwowego, na rzecz posady urzędnika.. Była to bardzo trudna decyzja dla mnie, ale przyznam się, że miałem już szczerze dość tego szaroburego, starego, otoczonego stalowym płotem, pamiętającego czasy komuny molochu, w którym nie było nigdy pieniędzy na nic, a o podwyżce, to można było tylko pomarzyć..Przyznam się, że miejsce to od początku mojej pracy działało na mnie bardzo depresyjnie, obecnie też wiem, że zawód który wykonywałem wtedy kompletnie nie był zgodny z moimi zainteresowaniami..Właściwie między Bogiem, a prawdą to na ten czas sam nie wiedziałem co chce w życiu robić, można też powiedzieć, że pod względem osobowościowym „nie istniałem” jako w pełni samodzielnie myśląca, niezależna, kreatywna, decydująca o sobie jednostka, podejmowałem chaotyczne decyzje lub w oparciu o to, co mówili inni, „mądrzejsi”..

Nowa praca okazała się pod pewnymi względami o wiele bardziej wymagająca, od poprzedniej, nawet niewdzięczna w porównaniu, do reszty zawodów, lecz same warunki, miejsce, lokal, pracownicy zupełnie jakby z innej „bajki”..Wszystko nowsze, czystsze i bardziej nowoczesne, nawet ludzie zdecydowanie młodsi..cdn