UA-43269020-1

propozycj. - do kompresji

Kontynuując wątek z poprzedniego wpisu, to na co chce zwrócić uwagę, to to, że zauważyłem, że wiele osób z bezsennością przewlekłą, cierpiących od lat na to schorzenie, uzależnionych, czy to od benzodiazepin, czy nowych leków nasennych bagatelizuje swój problem w takim sensie, że nie uważa, że jest to na tyle poważna choroba, czy zaburzenie, które by wymagało podjęcia specjalistycznego leczenia psychoterapeutycznego tak jak to jest w przypadku np. ciężkiej nerwicy, napadów paniki, depresji, anoreksji, bulimii itp, ale na tyle dotkliwa przypadłość, że wymaga łykania „czegoś”..

Ludzie Ci często mówią, nie mam żadnych lęków, fobii, które by mi coś ograniczały w życiu, „tylko” nie mogę spać.. Problem w tym, że to jak śpimy i czy śpimy (?) ma bezpośredni wpływ na to, jak funkcjonujemy i się czujemy w ciągu dnia! Czy jesteśmy wydajni w pracy, jaki mamy nastrój (?), czy jesteśmy zdrowi, czy nasze zdolności psychomotoryczne nie są osłabione np. podczas prowadzenia samochodu (?) Pomijam fakt, że większość tych osób uważa bezsenności za wielkie cierpienie..

Takie chroniczne niewyspanie odbija się też na relacjach z najbliższymi, dziećmi, partnerem / partnerką, dlatego ja uważam, że bezsenność, szczególnie ta utrzymująca się przewlekle jest tak samo poważną chorobą jak inne zaburzenia psychiczne i warto wejść w kontakt z psychologiem, o specjalności psychoterapeuta, by poznać prawdziwe przyczyny naszej bezsenności, które bardzo często, tak jak to jest w nerwicach, są dla nas zupełnie nieświadome (ukryte w podświadomości)

Daje nam to mylne przeświadczenie, że nie możemy spać, ot tak zupełnie bez powodu, bo skoro my od lat tego nie odkryliśmy, to jej nie ma i że nie możemy spać, bo taka nasza „uroda”, albo przypadłość genetyczna, więc nie podejmujemy terapii, tylko brniemy w leki, albo nie brniemy, ale za to się męczymy próbując z różnym skutkiem, różnych bardziej lub mniej konwencjonalnych metod na zaśnięcie od szklanki gorącego mleka, poprzez wietrzenie pokoju itd..

Problem w tym, że z tego, co na dzień dzisiejszy wiem, to bezsenność przewlekła jest po prostu tylko objawem głębszych problemów i można ją postawić w jednym szeregu z objawami lękowymi, depresyjnymi i dopóki nie usuniemy przyczyn tego zaburzenia może się ona przewijać w naszym życiu latami.

Nie oznacza to moim zdaniem wcale, że osoba o prawidłowo ukształtowanej osobowości, zdrowa psychicznie, emocjonalnie, nie neurotyczna, nie targana żadnymi „konfliktami wewnętrznymi” (określenie psychologiczne) nie może popaść w uzależnienie od leków nasennych, bo wyobraźmy sobie, że ktoś ze względu na kłopoty zawodowe, zbyt duże tempo pracy i wymagania (praca w dużych korporacjach) nie może spać, bo stres, napięcie, gonitwa myśli przed snem, po całym dniu w biegu, tylko kilka godzin na sen, trzeba szybko zasnąć i być sprawnym, wydajnym następnego dnia bierze tabletkę, która go w 5-10 min rozluźnia, zasypia..Zaczyna powtarzać tą czynność codziennie, miesiące, może lata, psychika, organizm się przyzwyczajają i już nie wyobraża sobie zaśnięcia bez pigułki..Okazuje się, że nawet, jak jedzie na wakacje lub jak jakimś cudem zmieni pracę, spowolni swój żywot i nie ma powodu się już stresować, to i tak nie zaśnie bez zażycia leku, bo organizm się zaadaptował i musi dostać swoją porcję chemii, w przeciwnym razie z powodu spadku stężenia leku w organizmie nasze ręce i ciało zaczynają się trząść, twarz pocić, pojawiają się stany lękowe i różne inne nieprzyjemne rzeczy (objawy abstynencyjne)

Ewa napisała, że zemdlała w pracy, gdy zabrakło jej leków (kolejny raz), bywało też, że podczas prób odstawienia tych leków w domu dostała ataku padaczki, choć na nią nie cierpi.. Ponoć tego dnia zachowywała się dziwnie(?)..po tym incydencie natychmiast została wezwana na rozmowę do prezesa firmy, w której pracuje, a ten kazał jej natychmiast jechać do psychiatry i przywieźć zaświadczenie, że nic jej nie dolega.. w przeciwnym razie zostanie zwolniona, gdyż praca jaką wykonuje jest bardzo trudna i odpowiedzialna, a jakiekolwiek zaniedbanie może skończyć się nawet tragicznie dla niej samej i dla innych!

Lekarz, psychiatra z doświadczeniem w leczeniu uzależnień stwierdził depresję, lęk uogólniony, oraz silne uzależnienie od leków nasennych, zaordynował pobyt w szpitalu i terapię..

Na domiar złego jakiś czas temu, jedna z aptek zgłosiła na Policję podrobioną receptę.. jej receptę.. Została wezwana na komisariat, przesłuchana w tej sprawie, powiedziała, że receptę dawno temu zgubiła i nie ma z tym nic wspólnego..

Wzięli próbki jej pisma do badania grafologicznego..Po co o tym piszę(?!) dla sensacji(?) żeby ją ośmieszyć (?) Nie, nie wiecie kto to i nigdy się nie dowiecie..Piszę o tym dlatego, ponieważ z pozoru zdawać by się mogło nic wielkiego, kobieta wykształcona z dobrej rodziny, inteligentna, mężatka, matka, cierpiąca na bezsenność (nie tam jakaś „ćpunka” ), zażywa lekarstwa dedykowane na bezsenność, w dodatku najnowsze, jakimi medycyna obecnie dysponuje, więc o co w tym wszystkim chodzi (?!)

A o to, że łyka je już „garściami” i nie tylko na noc, ale także w pracy, gdzie powinna mieć trzeźwy umysł, że przerabia, czyli fałszuje recepty, ponieważ rozwój tolerancji jej organizmu sprawił, że dawki przepisywane przez jednego lekarza dawno przestały wystarczać, później więc zaczęła chodzić do kilku, kupować w internecie z nielegalnych źródeł.. To już jej nie pierwsza wpadka w aptece, podczas których nieraz najadła się wstydu, do tej pory jednak udawało się polubownie załatwić sprawę, jak będzie teraz (?) nie wiadomo ..Ewa podjęła decyzję i pojechała do kolejnego ośrodka detoksykacyjno – odwykowego, czy jej się tym razem uda (?) z całego serca życzę jej tego!