UA-43269020-1

Odstawianie benzodiazepin

Uwaga !! Poniższy wpis jest obecnie w trakcie poprawiania (wkrótce zamieszczę jego nową wersję!), gdyż pewne, zawarte w nim informacje wymagają drobnej aktualizacji !

Zanim będę kontynuował wątek z poprzedniego wpisu, dodam tylko, że ten tekst będzie dłuższy, niż zwykle, ale też temat moim zdaniem jest dość istotny i ważny..

cd..W kwestii odstawiania benzodiazepin trudno moim zdaniem znaleźć idealne rozwiązanie.. Na zasadzie luźnych dywagacji, przychodzą mi do głowy takie pomysły rozwiązań jak:

1. Odstawianie leków w szpitalu, po wcześniejszym uzyskaniu skierowania od specjalisty psychiatry, na warunkach i zgodnie z tempem proponowanym przez tamtejszą kadrę lekarską (prawdopodobnie szybszym, niż w warunkach poza

szpitalnych), ale też pod jej opieką i przy zastosowaniu jakichś leków łagodzących przykre objawy odstawienne , jednak nie posiadających potencjału uzależniającego. Pisząc szpital, mam tu na myśli raczej szpital psychiatryczny lub oddział detoksykacyjny (alkoholowy). Prawdę mówiąc nie mam wyrobionego zdania jaki jest poziom wykwalifikowania lekarzy w takim szpitalu w temacie odstawiania benzodiazepin i jaka jest skuteczność takiej detoksykacji, po prostu nie wiem jak to wygląda obecnie w publicznej służbie zdrowia (?) wciąż niestety spotyka się lekarzy psychiatrów, którzy nie wiedzą jak radzić sobie z uzależnieniem pacjenta od benzodiazepin, ale są też tacy, którzy podchodzą już bardzo profesjonalnie do tego tematu  Byłem w ostatniej takiej placówce (detoksie) przeszło 11 lat temu i mówiąc delikatnie nie było z tym jeszcze dobrze..Być może w tym temacie już się zmieniło coś na korzyść (?) oby!.. choć dochodzą mnie czasem głosy, że nie koniecznie!

 Jednakże dowiedziałem się ostatnio, że w Polsce (są informacje też na ten temat w sieci) w  Instytucie Neurologi i Psychiatrii w Warszawie   istnieje, wyodrębniony spośród innych psychiatrycznych oddziałów, oddział leczenia benzodiazepinowych objawów abstynencyjnych, na którym ordynatorem jest dr n med. Anna Basińska (ponoć autorytet w sprawie uzależnienia od benzodiazepin i ich odstawiania, osoba posiadająca dużą wiedzę i doświadczenie)..

Zespół Profilaktyki Leczenia Uzależnień Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie
ul. Sobieskiego 9, 02-957 Warszawa
tel.: (22) 458-27-34, 458-27-53
e-mail: basinska@ipin.edu.pl
,

 

Na oddziale tym odstawia się benzodiazepiny przez około 6 tygodni, w trakcie których, benzodiazepinę krótko, czy też krócej działającą zamienia się na benzodiazepinę długo działającą np Relanium (tzw substytucja), po czym powoli schodzi się z tej drugiej, stopniowo redukując dawkę.. O substytucji pisze i zachęca (patrz foto 2.) to stosowania tej metody w odstawianiu benzodiazepin słynna prof Heather Ashton, wieloletnia szefowa brytyjskiego odwyku od benzodiazepin w Wielkiej Brytanii, obecnie międzynarodowy ekspert w tej dziedzinie..

2. Powyższe zdjęcie (należy je kliknąć, aby powiększyć) prezentuje fragment słynnego artykułu prof. Heather Ashton pt „Benzodiazepiny: jak działają, jak je odstawiać”

 

Nie jest to ponoć oddział na którym przebywają pacjenci chorzy psychicznie z psychozami (już coś), za to, ktoś narzekał, że pacjenci uzależnieni od benzodiazepin wymieszani są z osobami uzależnionymi od alkoholu. Nowym i dość ważnym elementem leczenia jest to, że równolegle wraz z odstawianiem i po odstawieniu benzodiazepin monitorowane jest stężenie leku z tej grupy w czasie rzeczywistym, w surowicy krwi za pomocą specjalnych badań i oznaczeń (markerów), gdyż w przypadku dłuższego, regularnego zażywania tych środków występuje coś takiego, jak nie do końca jeszcze poznane zjawisko kumulacji benzodiazepin we krwi i organizmie (tkanki mięśniowe, tłuszczowe, a nawet śladowo w kościach, nawet włosach) i realne stężenie leku w organizmie często jest znacząco wyższe, od realnej przyjmowanej dziennej dawki leku.

Oznaczenia te pozwalają uniknąć sytuacji, kiedy pacjent zostaje wypisany ze szpitala zbyt szybko, w momencie kiedy np już fizycznie nie przyjmuje leku, ale usuwa go nadal z organizmu, czemu może towarzyszyć dalsze złe samopoczucie spowodowane objawami odstawiennymi..Taka sytuacja może być niestety powodem powrotu do nałogu, gdyż stan pacjenta nie jest jeszcze ustabilizowany. Dlatego dodatkowo przez tydzień po całkowitym odstawieniu leku, bada się jeszcze poziom stężenia benzodiazepin, w celu oceny, czy lek został całkowicie usunięty z ustroju..

Ta koncepcja jest prawdopodobnie przedstawiana w artykule dr n. med. Bogusława Habrata  Nadużywanie i uzależnienie od leków uspokajających i nasennych i jest ponoć obiecująca, ciekaw jednak jestem tego, jak się ona sprawdzi w przypadku osób, które zażywają benzodiazepiny „ciężkiego kalibru” Clonazepam, Lorafen (Lorazepam), Xanax (Alprazolam) i inne, w wysokich dawkach przez 9..10..16..18..20 lat (?).

Chciałbym dodać na koniec tego wpisu od siebie kilka ogólnych refleksji, mianowicie:

– ważną kwestią moim zdaniem jest to w jakich warunkach odstawiamy leki, podejście i stosunek lekarzy do swoich pacjentów moim zdaniem ma ogromne znaczenie i powinni być oni (pacjenci) traktowani z szacunkiem i troską  Oczywiście to, że każdy pacjent powinien być traktowany przez lekarza z szacunkiem, to wydawać by się mogło, że rzecz oczywista, bo tak naprawdę każdy lekarz może stać się pacjentem, ale też dlatego, że pacjenci uzależnieni od benzodiazepin to moim zdaniem szczególnie wrażliwa grupa ludzi, zwykle bardzo krytycznie myślących na swój temat, z zaniżoną samooceną i wrodzonym poczuciem gorszości, więc złe potraktowanie, z lekceważeniem, wzmaga ich i tak duże poczucie gorszości i często jest to jak uderzenie w wrażliwą strunę

Przypomnę tutaj o takim fakcie, że za rozwój uzależnień od benzodiazepin w wielu przypadkach (nie we wszystkich) nieświadomie (jatrogennie) odpowiadają sami lekarze psychiatrzy lub lekarze innych specjalności..

– oczywiście szacunek do pacjentów nie wyklucza przestrzegania podstawowych zasad bezpieczeństwa, bo jak ktoś wybiera się na taki oddział musi liczyć się z tym, że zostanie poddany rewizji, w celu sprawdzenia, czy nie ma przy sobie jakichś tabletek, ostrych narzędzi i innych przedmiotów..Personel, lekarze przyjmując swoich pacjentów na oddział biorą za nich w dużym stopniu odpowiedzialność na ten czas (tak myślę)

Sam parę razy byłem poddawany rewizji, oddawałem paski, widelce, noże, grzałki itp., sam też 2 razy, w dwóch różnych placówkach medycznych, uległem i skusiłem się, na dodatkowe tabletki, które ktoś tam „na wszelki wypadek” miał ! Więc jeśli wybierasz się na detoks z ukrytym pudełkiem benzodiazepin w razie co, to lepiej daj sobie spokój przyjacielu i zostań w domu! :)..bo prędzej,czy później prawdopodobnie skorzystasz z tego „koła ratunkowego”, a możesz jeszcze spieprzyć komuś leczenie, bo zapewniam, że jeśli najdzie Cie myśl, by kogoś „poratować” w chwili słabości, to raczej nikt nie będzie umiał Ci odmówić w sytuacji głodu..

– szacunek do pacjenta nie jest równoznaczny z brakiem wobec niego określonych wymagań dotyczących przestrzegania pewnej dyscypliny i regulaminu na oddziale, np. spożywania posiłków o określonych porach, ciszy nocnej, czy też utrzymania prawidłowego rytmu dobowego (noc – spanie, dzień – czuwanie), co oczywiście nie jest na początku rzeczą łatwą, bo jak podczas odstawiania leków samopoczucie się pogarsza, to człowiek traci czasem apetyt, a nawet zwyczajnie nie może jeść, albo ma problemy z zaśnięciem, spaniem (normalka), czasem też ucieka w ciągu dnia w sen, żeby jakoś przezwyciężyć objawy, a później nie może zasnąć..no ale jeść i spać trzeba, by organizm miał po prostu siły do przetrwania tego obiektywnie trudnego okresu, jest też sprawą pożądaną chyba dla każdego uzależnionego, jak i każdego innego człowieka, DĄŻENIE do wypracowania sobie odpowiedniej higieny życia, która jest między innymi jedną z dróg do powrotu do zdrowia..Celowo napisałem dążenie, bo na początku rzecz jasna wszystko bywa „rozregulowane” jak źle funkcjonujący mechanizm, który zacina się, nie pracuje kiedy trzeba,a włącza się, kiedy tego nie chcemy, więc potrzeba czasu, żeby to wszystko ustawić, naoliwić itp

 Do tego wszystkiego dodam, że jeszcze, że podczas moich pobytów na oddziałach detoksykacyjnych nie stosowano żadnych kroplówek, leki usuwałem drogą naturalnej eliminacji, być może stosowano jakieś leki przyśpieszające tą eliminację o których nie wiedziałem (?) nie wiem, ale nie sądzę, jednakże tempo odstawiania benzodiazepin było w moim przypadku, moim zdaniem zbyt szybkie – w pierwszym szpitalu odstawiono mi leki do 0 w 3 dni ! W drugim “przeskoczyłem” od razu w 2-3 dni z ok 20 mg Clonazepamu na jakieś 6 mg I od tej wartości dopiero zmniejszano mi stopniowo dawkę, w ciągu 3 miesięcznego pobytu , w jeszcze innym miejscu z 10 – 12 mg do 0  Clonazepamu w 10 dni, przy użyciu innych leków..

2 . Innym rozwiązaniem może być zarejestrowanie się (na początek) do dobrego lekarza psychiatry w swoim mieście, konsultacja, przemyślenie i zaplanowanie jakiegoś rozsądnego, powolnego, niezbyt ambitnego scenariusza odstawiania benzodiazepin np z wykorzystaniem może jednego z sugerowanych przez prof Heather Ashton scenariuszy zawartych w cytowanym przeze mnie powyżej artykule (?) Ja osobiście uważam, że nadgorliwość i pośpiech jest wskazana jedynie przy łapaniu pcheł! ,a w przypadku odstawiania leków uspokajających potrzebna jest ROZWAGA i SENSOWNE, STOPNIOWE działanie!! po to by uniknąć możliwych rozczarowań, frustracji, które mogą być przyczyną utraty wiary, a nawet nabawienia się zespołu stresu pourazowego.

Można by też wcześniej zorientować się, zapytać tegoż specjalisty, poszukać w internecie, zdobyć jakiś namiar na dobry szpital I terapię leczenia uzależnień, w zależności od możliwości, wskazań I upodobań, indywidualną lub grupową, ambulatoryjną lub stacjonarną w ośrodku leczenia uzależnień (odwykowym), który pewnie znajduje się w każdym mieście wojewódzkim. Może nawet zarezerwować sobie wcześniej jakiś termin (?) (kolejki) ..by zaraz po opuszczeniu szpitala nie musieć czekać i w miarę szybko rozpocząć terapię uzależnień (WAŻNE!)

Następnie realizować stopniowo ten plan ,rozciągnięty w czasie ,wspólnie z lekarzem i pod jego kontrolą,aby organizm, nasza psychika miała czas zaadaptować się po kilku lub kilkunastu latach stłumienia do nowych warunków, a dopiero w którymś momencie, na jakiejś niskiej, czy dużo niższej dawce (kwestia umowna) lub jeśli samopoczucie się znacząco pogorszy poprosić o skierowanie i udać się wtedy do szpitala,np oddział leczenia zespołów abstynencyjnych (OLZA) w INiP w Warszawie

3. Innym pomysłem może być odstawianie leków po konsultacji, w porozumieniu i w stałym kontakcie z lekarzem psychiatrą w zwykłym szpitalu, np na zwykłym oddziale (kiedyś przyszła mi taka myśl do głowy)..w razie wystąpienia drgawek, czy nawet ataku padaczkowego pomoc była by na miejscu, a gdyby okazało się, że objawy abstynencyjne są poważniejsze niż zakładano, można zawsze przewieźć pacjenta do szpitala psychiatrycznego..Prawdę mówiąc nie mam pojęcia, czy organizacyjne i „technicznie” taki zamysł jest możliwy i w ogóle wykonalny (?)

4. Jeśli chodzi o mnie to przyznam się szczerze ,że wybrałem jeszcze inne wyjście (nie polecam jednak tego nikomu!!) mianowicie przed przystąpieniem do mojej ostatniej, udanej próby odstawiania leków , zaryzykowałem i odrzuciłem wszelkie namowy na odstawianie benzodiazepin w publicznym szpitalu, czy detoksie wybierając odstawianie leków metodą ambulatoryjną w swoim własnym domu..Ale robiłem to bardzo powoli (schodząc z dawki 20 mg Cloranxenu zmniejszałem ją o 2,5 mg / na 2 tyg) będąc w ścisłym kontakcie, w ramach spotkań I psychoterapii indywidualnej z psychologiem klinicznym oraz lekarzem psychiatrą z ośrodka odwykowego dla uzależnionych od alkoholu, który znajduje się w moim mieście .
Decyzję taką podjąłem z kilku powodów:

po 1 – ze względu na fobię społeczną I związany z nią silny lęk, skrępowanie przed przebywaniem w dużej grupie ludzi (bardzo źle znosiłem wcześniejsze pobyty na oddziałach nerwic,gdy byłem bez leków, , które zwykle kończyły się powrotem do nałogu)

po 2 – po “tourne” po całej Polsce miałem serdecznie dość jakichkolwiek podróży po kraju,

po 3 – nigdy wcześniej nie miałem ataków padaczki, halucynacji, czy psychozy,

po 4 – dlatego,że (nie wiem, jak to jest obecnie (?)), ale do tej pory placówki medyczne, publiczne w Polsce, poza opieką czysto medyczną nie oferowały żadnego konkretnego wsparcia psychologicznego w trakcie odstawienia ,

po 5 – jak już wspomniałem w Polsce miejscami do których kierowano pacjentów w celu odstawiania leków objętymi NFZ były często odziały szpitali psychiatrycznych albo detoksy alkoholowe, gdzie pacjent borykający się z problemem lekomanii ,w trakcie odstawiania środka mógł czasem czuć się wyobcowany i narażony na dodatkowy “atrakcje” i stres związany z wspólnym “obcowaniem” z pacjentami cierpiącymi na psychozy..

Tego przynajmniej doświadczyłem ja na własnej skórze (opiszę to w następnym poście) , więc nie miałem ochoty więcej trafić w takie miejsce! choć wiem,że szpital, szpitalowi nie równy i są takie oddziały z “lżejszymi” przypadkami,gdzie hospitalizowani są tylko pacjenci cierpiący na załamanie nerwowe, depresje, nerwice (np jakieś szpitale i sanatoria dla nerwowo chorych(?)..).
Jeśli mogę coś zasugerować osobom, które myślą o odstawianiu leków w szpitalu,za nim podejmiecie decyzje, zorientujcie się najpierw do jakiej placówki medycznej jedziecie.