UA-43269020-1

uzależnienie od leków

Tak sobie pomyślałem dzisiaj, że może na początku powinienem napisać jak zaczęło się moje uzależnienie od leków (?), przez niektóre osoby nazywane również lekomanią.. Skąd miałem pierwsze benzodiazepiny  Clonazepam, Xanax, Relanium (?) czy przepisał mi je lekarz (?) czy może dostałem od kogoś (?)  Wiem, że różnie z tym bywa, bo ktoś pisał, że dostał od lekarza, ktoś od rodzica lub znajomej aptekarki, pomocnej sąsiadki, ktoś inny podebrał babci z szafki, a jeszcze inna osoba kupiła w internecie..

U mnie było tak, że pierwszy lek zacząłem brać na studiach, już wtedy cierpiałem na  średnio nasilone zaburzenia lękowe, efekt traumatycznego wydarzenia z przeszłościzwiązanego z przemocą rówieśniczą, psychiczną, po części też fizyczną, której stałem się ofiarą w młodości. Inne przyczyny, to bardzo niska samoocena  oraz poczucia „ogólnej wadliwości” – efekt pewnych nieświadomych błędów wychowawczych moich rodziców ..

Nie była to jednak benzodiazepina, tylko trójpierścieniowy lek antydepresyjny o umiarkowanym działaniu przeciwlękowym i uspokajającym (Doksepin) brany przeze mnie sporadycznie, w małej dawce i niekoniecznie pomagał.. Po studiach, pełen pozytywnego myślenia o tym, jakim to będę dobrym pracownikiem, mężem, ojcem (dziecko w drodze), żywicielem rodziny podjąłem pracę w dużym zakładzie państwowym, który okres swojej świetności miał już bardzo dawno za sobą..

Zatrudniono mnie w starym, wielkim, ponurym biurowcu w którym pracowało mnóstwo ludzi.. Można by rzec ot taka wielka korporacja, na wzór tych dzisiejszych, tyle że państwowa, ze słabą płacą, bez komputerów w biurach, komórek, służbowych samochodów, nowoczesnego wystroju, raczej w kolorach szaroburości i starości, w której pracowali głównie starsi ludzie raczej narzekający na swoją sytuację życiową

Tam, pewnego dnia, nasiliły się objawy lęku, któremu zaczęło towarzyszyć paskudne poczucie odrealnienia otaczającego mnie świata (derealizacja), coś, czego nigdy wcześniej nie miałem, a co mnie bardzo przerażało (kto miał, ten wie co to jest)

Po jakimś czasie lęk przybrał formę ataków paniki, a po miesiącu ciągłego napięcia dołączyły do nich objawy depresji i ogólnego wyczerpania psycho-fizycznego

To sprawiło, że wylądowałem załamany u psychiatry.. Byłem tak załamany i bezsilny, że poszedł bym nawet do kowala, byle mi tylko pomógł !

Pani doktor, psychiatra, poczciwy człowiek, lecz lekarz „starej daty”, nie mająca nic wspólnego z terapią (psychoterapią), o której już wcześniej czytałem w różnych, mądrych, dostępnych mi wtedy książkach, najpierw kazała wypełnić test, następnie stwierdziła, że mam średnio nasiloną depresję, a na koniec przepisała lek antydepresyjny, z grupy SSRI, mówiąc, że poczuję się po nim dużo lepiej,

Powiedziała, że to bardzo nowoczesny lek (lek nowej generacji)

Uprzedziła mnie jednak, że SSRI zaczynają działać najwcześniej po upływie 1-2 tyg, ..Po wizycie byłem przy nadziei, lecz po 3 dniach trafiłem znów przed jej oblicze nie mogąc znieść panicznego lęku

Wtedy dostałem swój pierwszy lek uspokajający o nazwie Clonazepam.. Była to bardzo silna benzodiazepina  o działaniu przeciwlękowym, uspokajającym, miorelaksacyjnym, przeciwdrgawkowym, także o niewielkim działaniu nasennym i amnestycznym Lek dostałem w dawce 2 x 1 tabl.(2 mg) = 4 mg / dzień ..

Myślę, że intencją lekarki, tak jak pewnie i wielu innych psychiatrów w podobnych przypadkach, było przede wszystkim chęć zadziałania i ulżenia swojemu pacjentowi w jak najszybszym czasie, jak również pomoc w przeczekaniu trudnego okresu, zanim lek SSRI  się „wkręci”(zacznie działać)

Ona sama sądziła pewnie (mylnie), że skoro benzodiazepiny skończą mi się po 14 dniach (dostałem 30 tabl), a SSRI już zacznie w pełni działać, to wszystko skończy się samoistnie happy end-em, może nawet nie zauważę różnicy i łagodnie przejdę z Clonazepamu na lek docelowy, który będzie tak samo dobrze i mocno działał, a może nawet lepiej.. Niestety, zauważyłem!:(..

Teraz, po latach, moja refleksja jest taka, że tak naprawdę żaden dostępny lek dedykowany bezpośrednio lub pośrednio do leczenia lęku nie mógł / nie może równać się z silnym działaniem  Clonazepamu (zwłaszcza w tak dużej dawce), ponieważ ten lek działa na lęk, analogicznie jak morfina na ból, a więc wg mojej oceny ma pewne cechy „narkotyku”, który o ile nie jest stosowany krótko lub doraźnie może silnie uzależnić fizycznie i psychicznie

Lek zadziałał na mnie “świetnie” i praktycznie od razu! Musiałem fatalnie wyglądać, bo dostałem „końską dawkę”. Clonazepam posiada najsilniejsze ze wszystkich benzodiazepin działanie miorelaksacyjne, czyli rozluźniające, silnie obniżające napięcie wszystkich mięśni szkieletowych człowieka, co moim zdaniem czyni go bardziej pożądanym i silniej uzależniającym, od innych leków z tej grupy. Lek do niedawna stosowany w leczeniu padaczki..Nigdy wcześniej nie miałem do czynienia z takimi środkami, ani żadnymi innymi substancjami działającym tak silnie na CUN.

Po zażyciu szybko poczułem konkretną ulgę, spokój i błogostan, a w miarę regularnego brania i stopniowego nasycania organizmu lekiem czułem się coraz lepiej zarówno fizycznie jak i psychicznie..

Pamiętam,że derealizacja znikła jak ręką odjął, a efekt miorelaksacyjny na początku zażywania leku był tak duży, że nie mogłem nawet zacisnąć mocno dłoni w pięść, co cieszyło mnie niezmiernie, bo to oznaczało, że oto znalazłem wreszcie „sposób” na przerwanie swojego cierpienia, coś o wiele silniejszego, od mojej poważnej nerwicy, z którą do tej pory nie byłem sobie w stanie poradzić..

Jedna mała, biała tabletka, a tak „potężny sprzymierzeniec” sprawiała, że mózg i ciało dorosłego mężczyzny, o wzroście 184 cm i wadze prawie 100 kg przestroiło się w kilkanaście minut ze stanu paniki, napięcia, ogólnego świrowania,  w błogostan, nirwanę i nie miało dla mnie wtedy żadnego znaczenia, że po tym zdarzeniu, w miarę jego systematycznego zażywania zacząłem czuć się często ospały, a moje zdolności intelektualne  i psychomotoryczne mocno osłabły.

To co opisałem powyżej nie jest reklamą Clonazepamu, czy Xanaxu, który brałem czasem jako zamiennik.. Bynajmniej ! To opis początku mojego wieloletniego uzależnienia od leków, próba pokazania tego dlaczego tak szybko i łatwo popaść w sidła tego nałogu, dlaczego tak trudno jest je leczyć (?)

Tak się teraz zastanawiam patrząc z perspektywy lat, jakie błędy popełniłem (?) jakie błędy wobec mnie popełnili inni (?) Jak powinien był zachować się lekarz (?) Może trzeba było wtedy wziąć zwolnienie lekarskie i poczekać, aż lek SSRI zacznie działać, a benzodiazepiny brać tylko doraźnie (?) Nie pamiętam,czy pani doktor w ogóle proponowała mi jakieś zwolnienie (?) A może proponowała, a to ja nie chciałem lub rodzina mnie odwiodła od tego, nie wiem (?)..

Miałem wtedy zupełnie inne priorytety w życiu i wymagania w stosunku do siebie, o wiele bardziej „wyśrubowane” oczekiwania, zawyżone ambicje, żyłem w przeświadczeniu (wpojono mi), że najważniejsza jest kariera, prestiż, to co materialne, w dodatku byłem perfekcjonistą, nie dawałem sobie przyzwolenia na jakąkolwiek słabość, błąd, chorobę, tak zostałem wychowany..

Może lekarka powinna była przepisać mi jakiś słabszy lek z tej grupy (?) może w dużo mniejszej dawce, nie wiem (?)

2 tabl (2 mg) Clonazepamu = 8 tabletek (10 mg) Relanium  !!!!!!   = 12 tabletek (10 mg) Klorazepatu Dipotasowego (Cloranxen, Tranxene) !

Nie którym osobom wystarcza 10 mg Cloranxenu / 24 h…

Sądzę, że kluczową, pierwszą rzeczą jaką powinna była zrobić jeszcze przed przepisaniem mi pierwszej recepty na lek BZD, to JASNO i KONKRETNIE poinformować, ostrzec mnie jakie zagrożenie niesie w sobie nadużywanie tych leków, regularne (codzienne) branie dłużej niż zalecone 2-3 tygodnie (?), co to jest uzależnienie fizyczne i psychiczne (?) jakie negatywne konsekwencje ta choroba ze sobą niesie i do czego może doprowadzić (?)

Kolejną, tak samo ważną rzeczą (tak dzisiaj sądzę) było jak najszybsze umówienie mnie , skierowanie do jakiegoś dobrego  psychologa klinicznego (psychoterapeuty), który posiadałby odpowiednią wiedzę do bardziej szczegółowego zdiagnozowania mojego problemu oraz kompetencje do poprowadzenia terapii (psychoterapii) lub skierowanie mnie na odpowiedni oddział leczenia nerwic..

Jak podaje literatura medyczna (i to od dawna) psychoterapia to główna, zalecana i najskuteczniejsza forma leczenia zaburzeń na tle nerwicowym, różnorakich fobii i niektórych depresji

Należy jednak pamiętać,że był to rok 1994, czyli przeszło 23 lat temu..Świadomość społeczna w Polsce (w tym moja własna), że leki uspokajające mogą silnie uzależniać prawie żadna.. Dostępność w małych i średnich miastach (o wsiach nie wspomnę) do dobrej, fachowej psychoterapii prowadzonej przez uprawnionych do tego specjalistów również żadna lub bardzo niewielka..Wciąż dla niektórych osób terapia to „luksus” za który trzeba słono płacić

Zawiedziony słabym działaniem leku  SSRI (w porównaniu do BZD), zafascynowany skutecznością Clonazapamu, kompletnie nieświadomy skali negatywnych konsekwencji jakie to uzależnienie po latach mi przyniesie, zrezygnowałem z leku antydepresyjnego, brałem dalej benzodiazepiny

Nie poszedłem też więcej do pani doktor, bo nie widziałem takiej potrzeby, BZD przepisywał mi zaprzyjaźniony, zwykły lekarz, być może, gdyby dalej chodził, to dowiedziałbym się w końcu..Na oddział leczenia nerwic trafiłem i owszem, ale znacznie później, jak już byłem głęboko uzależniony..

Na koniec chcę wspomnieć, że ten wpis nie niesie ze sobą przesłania „Ludzie, omijajcie szerokim łukiem gabinety psychiatrów !!” „tam czai się zło !” Nie, nic z tych rzeczy.. Byłby to totalny przechył w drugą stronę i przykład myślenia „czarno – białego”, na swojej drodze leczenia spotkałem co najmniej kilku psychiatrów, którzy nie chcieli i nie przepisywali mi benzodiazepin, a pomogli w wielu sprawach w inny sposób.

Powiem więcej, obecnie literatura naukowa podaje, że najlepsze efekty daje terapia kompleksowa, czyli łączenie psychoterapii z farmakoterapią, gdzie psycholog (psychoterapeuta) i psychiatra współpracują ze sobą próbując problem „ugryźć” zarówno od strony psychiki, jak i ciała..Sam obecnie korzystam z pomocy zarówno psychologa, jak i psychiatry cdn..