UA-43269020-1

Uzależnienie od leków

Uzależnienie od leków, a ciąża, ciąg dalszy.., czyli kontynuacja wątku z poprzedniego wpisu, zatem: .. ad 2. Wspomniałem wcześniej o drugim, niechemicznym aspekcie problemu, właściwie to sam nie wiem jak go określić, psychologiczny? moralny? co mam na myśli (?) ano to, czy kobieta regularnie przyjmująca z jakiegoś powodu benzodiazepiny powinna w tym momencie w ogóle decydować się na ciąże (? ) czy może powinna najpierw zająć się swoim własnym zdrowiem (?) jak wiadomo zdrowie psychiczne, emocjonalne jest tak samo ważne jak fizyczne, obie te sfery są ściśle z sobą związane i się przenikają. Niby oczywiste, ale tak na co dzień dla wielu osób jeszcze nie.

.. i tu zależy jaką „optykę” zastosujemy do spojrzenia na sprawę (?) Nie jestem psychologiem, więc moje rozważania są czysto hipotetyczne (!) proszę więc nie traktujcie tego drodzy czytelnicy / czytelniczki, jako jakiejś prawdy absolutnej!..

Myślę, że jakąś podpowiedzią by spróbować zrozumieć ten niezwykle trudny temat będzie odpowiedź na pytanie, czym w medycynie są benzodiazepiny (?) jaką pełnią rolę (?) jakie jest ich przeznaczenie (?) a nawet przewrotnie zapytać, czy te substancje są w ogóle lekami (?) ..Moim zdaniem jak najbardziej są, tyle, ze do krótkotrwałego leczenia zespołów lękowych występujących np w nerwicy, depresji,  o czym piszę regularnie! – taką informację zawiera każdy profesjonalny opis, każda ulotka tego leku, by nie stosować systematycznie dłużej niż 2-4 tygodnie, jednym słowem są to owszem leki, ale do bardzo krótkiej terapii

Taką rolę i przeznaczenie dla nich określiła już 30 lat temu Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) na czele z brytyjskimi uczonymi, ponieważ już wtedy rejestrowano przypadki uzależnień od tych leków.. A więc leki te doskonale sprawdzą się w kryzysowych momentach, gdzie trzeba zadziałać natychmiast (wypadek samochodowy, pożar, katastrofa kolejowa, napaść, gwałt, pobicie, groźba samobójstwa, szaleniec z siekierą), pisałem o tym wielokrotnie, lecz po 2-4 6 tygodniach regularnego stosowania zmienia się ich charakter i stają się narkotykami Po tym okresie nie tylko uzależniają, ale też tracą swoją skuteczność i moc działania, podobnie jest chyba z morfiną (?)

Dlaczego o tym piszę (?) aby wyjaśnić posłużę się przykładem – powiedzmy, że młoda kobieta w którymś momencie swojego życia zaczyna czuć się źle, pojawiają się u niej przykre objawy nerwicy, lęk, napady paniki o nieznanej jej etiologii tudzież objawy depresji, w której też często występuje lęk.. Może miała je już wcześniej(?), ale w umiarkowanej formie, teraz nastąpiła ich eskalacja.. Nieświadoma przyczyn swoich zaburzeń decyduje się na wizytę u psychiatry, który stawiając jej jakąś ogólną diagnozę (zaburzenia depresyjno – lękowe, depresja) przepisuje jej leki z grupy SSRI, a żeby jakoś jej pomóc i ulżyć z biegu, dołącza na 2 tyg jakąś benzodiazepinę jak Clonazepam, Alprazolam albo Lorazepam niespecjalnie rozwodząc się na temat tej grupy leków, gdyż nie ma czasu na pogadankę, jeśli jest to wizyta w państwowym gabinecie, a za drzwiami kolejka pacjentów..

Taki zabieg ma też pomóc przeczekać kobiecie ten trudny okres, gdyż leki antydepresyjne SSRI zwykle mają to do siebie, że zaczynają działać po ok 2 – 3 tyg.. Niestety wiele osób najczęściej już mocno steranych życiem, objawami nerwicy, na skutek tego, że dzięki benzodiazepinom uzyskuje natychmiastową poprawę, realną ulgę silnie przywiązuje się do tych leków łamiąc zalecenia by nie brać dłużej niż 2 tyg..

Błąd popełnia zarówno pacjent oczekujący kolejnych tabletek, jak i lekarz przepisujący następne opakowania BZD znacznie dłużej niż można, .O tym także pisałem już wielokrotnie

Zmierzam do tego, że młoda kobieta czując się znacznie lepiej, ulega iluzji wyleczenia, przecież zachowała się rozsądnie, jak należy, idąc z swoimi problemami do specjalisty, który dobrał jej odpowiednie leki, na jej problemy, leki pomogły, więc kobieta łapie„wiatr w żagle”, chce żyć, realizować się, mieć dzieci, co jest przecież naturalne, zwłaszcza, jeśli minie jakiś okres, może kilku miesięczny, może kilku letni, nerwica zdaje się być wyleczona, sytuacja zdrowotna ustabilizowana, w dodatku jeśli kobieta należy do grupy osób przyjmujących stałe, terapeutyczne dawki, które fizycznie już tak nie działają jak na początku, nie otumaniają właściwie czuje się zwyczajnie, normalnie, jest trzeźwa..

Tu jednak pojawia się problem, gdyż dowiaduje się od ginekologa, czy swojego psychiatry, że leki te mają teratogenny wpływ na ciąże i trzeba je odstawić.. mało tego, przenikają do mleka matki, a wraz z nim do organizmu dziecka, więc nie tylko na okres ciąży, ale okres karmienia.. Można by pomyśleć, że sprawa jest prosta – choroba została wyleczona, leki stopniowo można odstawić, prawda (?)..

Niestety w praktyce pojawia się kolejny problem, okazuje się, że duża część kobiet (podobnie jak mężczyzn) nie może odstawić tych leków, gdyż nie mając innej alternatywy do leczenia swoich problemów emocjonalnych stała się od nich głęboko zależna – nie wyleczona!.. Benzodiazepiny nie usuwają przyczyn zaburzeń lękowych, działają jedynie przeciw objawowo ..Niektóre kobiety zapierają się i na czas ciąży zagryzają zęby i odstawiają, lecz później, po wszystkim do nich wracają gdyż nie potrafią radzić sobie z swoimi problemami, przykrymi emocjami bez tabletki..

Nasuwa się tu kolejne pytanie, tym razem natury moralnej, czy osoba czynnie uzależniona od czegokolwiek – i nie mówimy tu o uzależnieniu od landrynek, czy kawy – powinna decydować się na ciążę (?) na macierzyństwo (?) na wychowywanie dziecka (?) Jaki wzorzec radzenia sobie z problemami, negatywnymi emocjonalnymi przekaże swojemu dziecku jako rodzic (?) Niestety niewyleczone problemy rodzice najczęściej przekazują swojemu potomstwu, tak jak i sposoby radzenia sobie z nimi (wiem to z terapii) i dzieje się to zupełnie nieświadomie Dzieci obserwują, podpatrują swoich opiekunów, uczą się od nich pewnych zachowań, jakby z „automatu” szukając wokół siebie autorytetów..być może same kiedyś będą łykać takie same tabletki (?)

Myślę, że sporo kobiet zażywających leki BZD poczuje się słusznie oburzona, oszukana, być może zawiedziona, bo przecież postąpiła bardzo rozsądnie idąc z swoimi kłopotami do specjalisty, psychiatry, a nie do kowala, dealera, czy wróżki ! Mimo to popadła w uzależnienie i każe im się teraz leczyć na terapii dla „ćpunów” (?!).. cdn

Zobacz następny wpis:

pt ” Uzależnienie od leków, a ciąża – benzodiazepiny cz. III”