UA-43269020-1

Pokolenie lekomanów

Dlaczego taki tytuł (?) Ponieważ uznałem, że pisząc o lekomanii nie można pominąć takiej kwestii jak „mentalność lekomana”.. Nie mam zamiaru tu pisać o psychologicznych mechanizmach uzależnienia od leków, różnych nałogowych przekłamaniach, ponieważ zajmowałem się już tym tematem w wpisie pt. „Psychologiczne mechanizmy uzależnienia od leków”. Chodzi mi raczej o pewna postawę ludzi w obecnych czasach dotyczącą niektórych metod leczenia zaburzeń emocjonalnych.

Tabletka silnego leku uspokajającego lub nasennego np. Zolpidemu działa natychmiast (przynajmniej na początku). Wystarczy ją wyłuskać z blistra, zażyć, popić i po sprawie.. Nie wymaga to od nas praktycznie żadnego wysiłku. No może trzeba się zebrać w sobie i pójść do lekarza

Kłopot polega na tym, że my ludzie na przestrzeni ostatnich kilku dziesięciu lat wraz z nastaniem ery leków psychotropowych, najpierw benzodiazepin, później całej grupy leków SSRI oraz z – leków uwierzyliśmy koncernom farmaceutycznym, środkom masowego przekazu, wreszcie swoim własnym wyobrażeniem na ten temat, że są tabletki, które potrafią naprawić nam całe życie, że załatwią za nas dosłownie wszystko w temacie poprawy zdrowia psychicznego, emocjonalnego.

My ludzie ulegliśmy iluzji, że te wszystkie sprawy życiowe, często ciągnące się od naszego wczesnego dzieciństwa można obejść jakimś „wielkim skrótem”..

Jako, że mam już 50 – kę na karku, to powiem, że pamiętam ten dzień, kiedy pojawił się słynny Prozac nazwany w USA „tabletką szczęścia” i jaki to był „bum”, nowość w tamtych latach Pamiętam jak media o tym trąbiły, że o to jest tabletka cud! Sam byłem mocno zafascynowany tematem, bo trudno było mi uwierzyć, że coś takiego wymyślono. Tabletka na „nieszczęście” (?!) Lek był modny, drogi i dostępny tylko dla nielicznych. Prawdopodobnie pierwszy z grupy SSRI.

To samo było z Xanax-em (Alprazolam), który w Ameryce był reklamowany na początku jako dyskretny „przyjaciel gospodyni domowej”, który pomagał rozładować stresy dnia codziennego. W co drugim amerykańskim filmie na zasadzie kryptoreklamy pojawiał się któryś z specyfików (np Xanax lub Prozac)

Przez kilkadziesiąt ostatnich lat powstawała cała grupa leków BDZ (benzodiazepin) oraz leków SSRI. Stopniowo, powoli, wraz z upływem lat przyzwyczajaliśmy się do myślenia, zdobyliśmy wiedzę, że są tabletki, które potrafią leczyć smutek, lęk, panikę, po prostu nieszczęśliwą duszę tak jak antybiotyki leczą zakażenia bakteryjne.

Myślę, ze wszystkie te leki powstały także w odpowiedzi na duży popyt ludzi, którzy wraz z rozwojem cywilizacji zaczęli coraz więcej i więcej wymagać od siebie, a wprost proporcjonalnie do tych większych wymagań doznawać różnych porażek i frustracji, częściej zapadać na depresje i zaburzenia lękowe (tak w wielkim skrócie). Mówi się, że nerwice i depresje, to choroby cywilizacji.

Obecnie Prozak nie jest żadnym wielkim „wow”, jest dostępny praktycznie dla każdego normalnego, przeciętnego obywatela, w tańszym odpowiedniku dostępnym w Polsce (Bioxetin), podobnie jest z innymi lekami psychotropowymi.

Wystarczy pójść do psychiatry po receptę, wykupić i regularnie zażywać jak tabletki na nadciśnienie lub witaminy. I wiele osób tak robi, słysząc o lekach na depresje, lęk, czy bezsenność, idzie do specjalisty już z bardzo skonkretyzowanymi oczekiwaniami.

Ludzie po prostu przychodzą po „tabletki”, płacą za konkretną i szybką pomoc, a nie jakieś gadanie, rady, no chyba, że w „bonusie” oprócz tabletek.

Z tego co wiadomo mi dziś z własnych doświadczeń negatywne emocje takie jak lęk, panika, depresja, agresja, bezsenność (o ile nie mają podłoża organicznego lub nie są związane z wydarzeniem losowym) wywoływane są zwykle przez jakieś negatywne, błędne przekonania, sposoby myślenia, wyobrażenia,  które z kolei wiążą się z jakimiś trudnymi, przykrymi sytuacjami, które nas spotykały w życiu. Trudne dzieciństwo w rodzinie alkoholowej lub dysfunkcyjnej pod jakimś innym względem, błędy w sposobie wychowania i związane z tym deficyty

Nie wiem jak kiedyś radzono sobie z problemami w różnych kulturach (?) Modlono się do bogów, składano ofiary, radzono się starszyzny plemiennej (?) Albo szło się do rabina, proboszcza lub po prostu do szynku napić się wina i zalać robaka (?) Ci co nie radzili sobie z problemem strzelali sobie w łeb, albo wieszali na drzewie, ot co..

Myślę, że generalnie ludzie więcej rozmawiali z sobą, przebywali razem. Dziś jesteśmy przyzwyczajeni do różnych „ułatwień”, które sami wymyśliliśmy dla siebie lub innych w dobrej wierze, lecz część z nich zupełnie nie wypaliła i zamiast poprawić nam jakość życia, zdrowie, przeciwnie, szkodzi nam, izoluje, uzależnia, a nawet upośledza.

Tak się też zastanawiam, jak pokolenie żyjące w czasach okupacji niemieckiej, pokolenie, które przeżyło Holocaust, obozy koncentracyjne, głód, biedę dało radę bez leków psychotropowych (?) Wielu kombatantów dożyło sędziwego wieku, choć wielu zginęło

Nie chcę zabrzmieć jak stary pierdoła i pisać, że kiedyś było lepiej, zdrowiej, bo przecież nie neguję konieczności istnienia leków, czy innych zdobyczy medycyny lub dobrodziejstw płynących z rozwoju technologii, ale mam wrażenie, że obecny świat w pewnych sferach zafiksował, a my ludzie wraz z nim.

To co zaobserwowałem na przestrzeni co najmniej kilku lat czytając wpisy w różnych grupach tematycznych na Facebooku i na forach internetowych leki te dla wielu osób okazały się niedoskonałe, nie wystarczająco skuteczne, szczególnie w mono terapii silnych stanów lękowych..  Niektóre z nich (benzodiazepiny, z-leki) nam zaszkodziły.  Mimo to, dalej brniemy w kolejne medykamenty chodząc po psychiatrach i ze względu na ową „mentalność” nie przyjdzie nam nawet do głowy, że nie tędy droga.

Uważam, że tak poważne sprawy, problemy, wymagają porządnego przepracowania w procesie psychoterapii, bo objawy nerwicowe, czy depresyjne są tylko fragmentem większej całości, czubkiem góry lodowej, której nie widać na pierwszy rzut oka.  Działanie to wymaga czasu, wysiłku, bo trudno zmienić w 1 tydz lub miesiąc coś co kształtowało się latami.