UA-43269020-1

Uzależnienie od leków – wspomnienia z terapii cz. III

Uzależnienie od leków

Dzień dzisiejszy..

Koniec lata, ale słońce wciąż potrafi przygrzać, z tego względu w miniony weekend dostałem od żony propozycję wspólnego wyjazdu nad wodę, oczywiście przystałem na nią bardzo chętnie, ponieważ wszelkie przejawy powrotu do normalnego życia dla kogoś kto cierpiał na silne stany lękowe bardzo cieszą, wtedy nawet prozaiczne czynności sprawiają dużą frajdę! Okazało się, że było fajnie, „smażing-plażing”, kąpiele w wodzie, nawet przebywanie pomiędzy ludźmi, roześmianą młodzieżą dają dużo pozytywnej energii..

Nad wodę wybrałem się już w tamtym roku, to był mój pierwszy wypad od kilku lat, od momentu, kiedy odstawiłem benzodiazepiny ( Clonazepam, Alprazolam, Cloranxen) do zera po wielu latach ciągłego zażywania.. Wcześniej, zarówno w okresie brania, jak i w okresie poprzedzającym, zanim nastąpiła eskalacja choroby pierwotnej (fobii społecznej), która była bezpośrednią przyczyną mojego uzależnienia od leków bywałem w wielu, różnych miejscach, basenach, plażach, zarówno w Polsce, jak i zagranicą, później się wszystko skomplikowało..

Wspomnienia cd..

Wracając do swoich wspomnień z przeszłości, do okresu, gdy wróciłem z terapii (Szpital Komorów), powtórzę się i napiszę, że wciąż nie czułem się zdrowy, a nerwica społeczna, na którą cierpiałem wciąż miała się dobrze..

Celowo piszę per „ona” (nerwica), bo na ten czas i długo jeszcze później czułem subiektywnie, że ta choroba jest zupełnie niezależna od mojej woli, rządzi się swoimi prawami i nie mam żadnego wpływu na nią..

Kontynuując wątek powiem, że stany lękowe nie znikły, a pracowałem wciąż w dużym przedsiębiorstwie, zawód, który w tamtym okresie wykonywałem, wymagał ode mnie częstych kontaktów z ludźmi, pracy w grupie (zebrania, delegacje) .. Miałem też rodzinę (żonę, małe dziecko), obowiązki i aby im sprostać ponownie zacząłem łykać Clonazepam. Nie miałem odwagi, wstydziłem się przyznać, że wciąż z powodu złego samopoczucia nie daję rady, no i znów zaczęło się kombinowanie, załatwianie lewych recept, wstyd, wyrzuty sumienia. By je zagłuszyć kolejne dawki Clonazepamu i kolejne.. Także dodatkowy strach przed wpadką, zdemaskowaniem np. w jakiejś aptece lub przez członków rodziny, którzy na początku nie wiedzieli, że zacząłem zażywać dużo więcej tabletek, niż miałem zalecone w wypisie szpitalnym.. Brałem w ukryciu, w konspiracji, także dlatego, że moje problemy, stany lękowe w tamtym okresie nie znajdywały specjalnego zrozumienia, także wśród bliskich, którzy wymagali ode mnie sprawności, skoro byłem na leczeniu, sam też od siebie wiele wymagałem, inne czasy, inna mentalność, za chorobę uznawano tylko to co fizyczne..

Po pewnym czasie dostałem jakiś namiar na psychologa w Rzeszowie, który pracował w poradni leczenia uzależnień, a popołudniami prowadził prywatną praktykę, w swoim mieszkaniu, w bloku.. Pamiętam, że raz w tygodniu wsiadałem w w swojego fiata Cinquecento i jechałem prawie 70 km (w jedną stronę), tym razem do Rzeszowa..

Na pierwszej wizycie, przez prawie dwie godziny wypełniałem różne testy psychologiczne, diagnostyczne, składające się z kilku arkuszy wypełnionych pytaniami.. Jest ich przynajmniej kilka rodzajów (jak nie więcej?), a i pytania zawarte w nich bardzo zróżnicowane, od typowych, do dość zaskakujących.. Przykładowe pytania, z testów, które właśnie trzymam przed swoim nosem, a które otrzymałem kiedyś od swojej kumpeli, która pracuje jako psycholog – psychoterapeuta prezentuje poniżej.. Są to pytania lub stwierdzenia, do zaznaczenia TAK lub NIE, typu „prawda, czy fałsz”(?) :

Czy kochałeś matkę swoją?” (to akurat mało zaskakujące)

Czy idąc chodnikiem zdarza Ci się liczyć płyty chodnikowe?”,

Czy chciałbyś pracować jako bibliotekarz?”

lub stwierdzenia dla określenia prawdziwości

Wolałbym studiować 10 lat, niż pracować jako urzędnik na poczcie.” (tak, czy nie ?)

Rzadko mam zatwardzenie” (tak, czy nie?)

Wolałbym być pielęgniarzem, niż technikiem dentystycznym” (tak, czy nie?)

Boję się być sam na otwartej przestrzeni.” (tak, czy nie?)

W wiejskim życiu najgorsza jest jednostajność.” (tak, czy nie?)

Prawię stale boję się czegoś lub kogoś”(tak, czy nie?)

Sny powinny człowieka prowadzić i ostrzegać”(tak, czy nie?)

Nie obawiam się się zarażenia jakąś chorobą, czy bakteriami w czasie, gdy dotykam klamek.” (tak, czy nie?)

Dla ludzkości ważniejszy jest polityk, niż rzeźbiarz”(tak, czy nie?)

Wolałbym założyć kartotekę w zakładzie wg nowego schematu, niż uczyć się grania sonaty na pamięć”( tak, czy nie?)

Łatwo się pocę, nawet gdy jest zimno”(tak, czy nie?)

Istnieją też testy, które polegają na tym, że należy dokończyć wcześniej rozpoczęte zdanie. To co dopiszemy do niego jest również naszą indywidualną sprawą i daje pewien obraz psychologowi diagnoście na temat badanej osoby.. W tym miejscu nie mogę odmówić sobie zacytowania przykładu takiego badania, w formie testu, pewnej młodej dziewczyny która została skierowana do szkolnego specjalisty, które znalazłem na forum tematycznym, a który bardzo rozbawił mnie :

„.. 

Kocham… dobrze ugotowane ziemniaki.
Płaczę gdy… nie ma ziemniaków w domu.
Nie lubię… źle ugotowanych ziemniaków
Lubię… ziemniaki, a nawet je kocham.”

 

Później dowiedziałem się od samej autorki powyższego tekstu, że to była jej „odpowiedź” na brak specjalnego zaangażowania się i olewający stosunek szkolnego pedagoga do jej osoby, który nawet nie poświęcił kilku chwil, by objaśnić jej „co, jak i po co (?)”..

Odpowiedzi w testach psychologicznych mają zapewne za zadanie określić typ osobowości badanej osoby, ewentualnie rodzaj jej zaburzenia.. Takie testy w różnej postaci wypełniałem wielokrotnie, na wielu oddziałach leczenia nerwic, także w ośrodku terapii uzależnień, lecz nigdy nie pokazano mi ich wyników

Wracając do psychologa, do którego zacząłem jeździć, to nie wiem, czy to był terapeuta z prawdziwego zdarzenia (psychoterapeuta z uprawnieniami i certyfikatem), czy był to po prostu zwykły, ale doświadczony w leczeniu uzależnień psycholog (?) lecz na pewno osoba sympatyczna, inteligentna, ciepła z charakterem, myślę, że rozumiała moje sprawy.., czy coś więcej (?).. czy potrafiła mi konkretnie pomóc (?) nie wiem.., nie pamiętam też, dlaczego przestałem tam jeździć (?) za to dalej „jechałem” na Clonazepamie.. W międzyczasie był też ksiądz psycholog, z doktoratem z psychologii, byłem u niego tylko raz, w pokoju na parafii, pamiętam, że była zima, wszędzie pięknie biało, musiałem jakiś czas poczekać, zanim mnie przyjął u siebie..

Również bardzo sympatyczny, wesoły człowiek, poczęstował mnie słodkościami i herbatą..Nie pamiętam już, jak przebiegało nasze spotkanie, o czym mu właściwie mówiłem, ale przyznałem się mu przy okazji rozmowy, że wiele lat nie byłem u spowiedzi.. no i pierwszy raz spowiadałem się na kanapie trzymając w ręku ciastka! 

Kolejnym etapem w moim życiu była zmiana pracy, zwolniłem się po 4 latach z przedsiębiorstwa państwowego, na rzecz posady urzędnika.. Była to bardzo trudna decyzja dla mnie, ale przyznam się, że miałem już szczerze dość tego szaroburego, starego, otoczonego stalowym płotem, pamiętającego czasy komuny molochu, w którym nie było nigdy pieniędzy na nic, a o podwyżce, to można było tylko pomarzyć..Przyznam się, że miejsce to od początku mojej pracy działało na mnie bardzo depresyjnie, obecnie też wiem, że zawód który wykonywałem wtedy kompletnie nie był zgodny z moimi zainteresowaniami..Właściwie między Bogiem, a prawdą to na ten czas sam nie wiedziałem co chce w życiu robić, można też powiedzieć, że pod względem osobowościowym „nie istniałem” jako w pełni samodzielnie myśląca, niezależna, kreatywna, decydująca o sobie jednostka, podejmowałem chaotyczne decyzje lub w oparciu o to, co mówili inni, „mądrzejsi”..

Nowa praca okazała się pod pewnymi względami o wiele bardziej wymagająca, od poprzedniej, nawet niewdzięczna w porównaniu, do reszty zawodów, lecz same warunki, miejsce, lokal, pracownicy zupełnie jakby z innej „bajki”..Wszystko nowsze, czystsze i bardziej nowoczesne, nawet ludzie zdecydowanie młodsi..cdn

Konsekwencje uzależnienia od leków, skutki lekomanii – cz.IV

straty finansowe i materialne

Pisząc o lekomanii chciałbym też wspomnieć tu o kwestii finansowej, która nie jest bez znaczenia.. Wiadomo, że leki kosztują, a jak się je regularnie bierze latami, to trzeba skądś zdobywać pieniądze. Zanim napiszę skąd je brałem, to dla ciekawostki wspomnę, że w ośrodkach leczenia uzależnień są specjalne zadania terapeutyczne, które polegają na obliczaniu poniesionych strat finansowych w ciągu życia (dosłownie), zliczanie ilość przyjętej substancji, wydanych pieniędzy, będę o tym pisał przy okazji tworzenia cyklu wpisów, na temat Całodobowego Ośrodka Leczenia Uzależnień, w którym byłem kilka miesięcy. (więcej…)

Konsekwencje uzależnienia od leków, skutki lekomanii – cz.III


cd.. w lekomanii, skala tego, co kto z uzależnionych jest w stanie zrobić dla zdobycia upragnionej substancji sądzę, że jest zależna od kilku różnych czynników które są zbiorem jej cech indywidualnych charakteru, sumienia, systemu wartości, norm moralnych, zaawansowania choroby (uzależnienia), rodzaju nałogu, tak, czy siak, granica ta stopniowo przesuwa się w kierunku coraz bardziej niebezpiecznym, gdy choroba postępuje. Pamiętam 26 letniego narkomana, jednego z moich współtowarzyszy z pokoju, na jednym z oddziałów (więcej…)

Konsekwencje uzależnienia od leków, skutki lekomanii – cz.II

lekomania

paradoksalne działania benzodiazepin

Do skutków (czy też zagrożeń) lekomanii oprócz nadmiernego uspokojenia, zobojętnienia i apatii, zaliczyć też można rzadki fakt występowania paradoksalnego efektu (odwrotnego) działania benzodiazepin jak np wystąpienie nadmiernej euforii, pobudzenia, odhamowania, gadatliwości, a nawet agresji.. Wynikiem tego mogą być jakieś nieprzewidziane zachowania i pomysły, zbyt duża pewność siebie, brawura i „fantazja”, wynikająca z stłumienia naturalnych odczuć strachu (szczególnie przy wyższych dawkach leku), dokładnie tak samo jak po wypiciu pewnej ilości alkoholu, w zależności od indywidualnej reakcji człowieka na lek! (więcej…)

Lekomania, objawy uzależnienia od leków uspokajających (benzodiazepin)

Objawy lekomanii

Lekomania istnieje nie od dziś, ale wciąż z jakiegoś powodu jeszcze niewiele się o tym mówi, wiele osób obecnie przyjmuje mnóstwo leków, na różne schorzenia..ba!.. nie tylko schorzenia (witaminy, suplementy, leki na odchudzanie, na koncentrację itp itd), w końcu żyjemy w czasach „kultury tabletki”, a nasz kraj jest na 3 miejscu w Europie, biorąc pod uwagę ilość kupowanych   przez nas leków!..

Bierzemy ich tak dużo, do czego zachęcają nas liczne reklamy w radiu i telewizji, bogate oferty aptek, że czasem trudno określić, czy rzeczywiście musimy je brać (?) a może wcale nie (?) i kto z nas ich nadużywa lub/i jest od leków już uzależniony (?).. W związku z tym przyszło mi do głowy, że w dotychczasowych wpisach nie wspomniałem nic (a moim zdaniem powinienem był to zrobić już na samym początku bloga) o typowych objawach uzależnienia od leków, które występowały u mnie lub u innych osób z tym problemem, z którymi miałem dotychczas kontakt i w moim mniemaniu są charakterystyczne dla tego rodzaju uzależnienia.

W tym wpisie skoncentruje się na lekach uspokajających (benzodiazepinach) takich jak Clonazepam, Alprazolam (Xanax, Afobam, Alprox, Zomiren), Lorazepam (Lorafen), Diazepam (Relanium), Klorazepat Dipotasowy (Cloranxen, Tranxene) oraz lekach nasennych Zolpidem (Stilnox, Nasen), ponieważ z racji swoich licznych, własnych doświadczeń związanych z uzależnieniem od nich na ten temat najwięcej wiem. Jednakże istnieją także uzależnienia od innych leków – przeciwbólowych narkotycznych, nienarkotycznych, leków na odchudzanie, na przeczyszczenie (anorektyczki, bulimiczki), sterydów anabolicznych (niektórzy kulturyści), leków na polepszenie koncentracji, dopalaczy, a nawet witamin i suplementów, od których pewne osoby uzależniają się psychologicznie.

Typowymi objawami uzależnienia od leków w mojej ocenie są:

  • przyjmowanie leku uspokajającego (benzodiazepiny), względnie nasennego regularnie przez wiele miesięcy a nawet lat, znacznie dłużej, niż można, czyli 3-4 tyg maksymalnie,. Wysokość dawki ma ważne, ale drugorzędne znaczenie, ponieważ można być uzależnionym od tej samej, stałej i niskiej dawki (uzależnienie od dawki “terapeutycznej”) lub przyjmować lek w coraz większych dawkach z rozwojem tolerancji (uzależnienie od wysokich dawek) – źródło: artykuł prof Heather Ashton.

  • codzienny przymus regularnego zażywania określonej dawki leku uspokajającego (benzodiazepiny), po to by w ogóle móc normalnie funkcjonować

    Pamiętam okres, kiedy tolerancja mojego organizmu i uzależnienie od przyjmowanego leku rozwinęło się u mnie już tak bardzo, że pierwszą rzeczą, jaką rano robiłem zaraz po przebudzeniu było zażycie określonej dawki leku, później dopiero toaleta, jedzenie.. Wtedy wydawało się mi to naturalne, cierpię na nerwicę – muszę brać leki, by opanować „poranny lęk”, a to, że było ich już znacznie więcej, niż na początku, no cóż, „siła wyższa”, taka konieczność..Uzależnienie jest podstępną chorobą, która rozwija się powoli i stopniowo, usypia czujność, pomniejsza, racjonalizuje, usprawiedliwia nałogowe zachowania, człowiek próbuje się oszukiwać, nie widzi pewnych rzeczy,

  • objawy zespołu abstynencyjnego pojawiające się podczas każdej z prób całkowitego odstawienia leku lub choćby ograniczenia jego dawki. Bywa tak, że czasem znajdujemy się w nagłej, nieprzewidzianej sytuacji kiedy to nie możemy przyjąć leku.. Na przykład trafiamy do szpitala, więzienia, przebywamy za granicą, nasz lekarz przebywa na zwolnieniu lekarskim lub po prostu z dnia na dzień z jakiegoś powodu odmawia nam przepisania upragnionego specyfiku (zapewniam, że zdarza się!)  ..

    Wtedy mogą pojawić się objawy abstynencyjne zarówno fizyczne jak i psychiczne, takie jak drżenie, pocenie się, osłabienie, przyspieszenie akcji serca, wzrost ciśnienia krwi, drgawki, łącznie z napadem padaczkowym, jak również lęk, panika, rozdrażnienie, agresja, nieprzewidziane zachowania, często patologiczne, silny „głód lekowy” fizyczny, jak i psychologiczny może spowodować, że posuniemy się nawet do kłamstwa, kradzieży, fałszerstwa, manipulacji itp.. Leków mi nie raz, nie dwa zabrakło wpadałem wtedy w panikę, robiłem różne rzeczy, by je zdobyć o których wstyd mi teraz pisać..

    Właściwie niepokój pojawiał się już dużo, dużo wcześniej, gdy widziałem, że „bezpieczny zapas” się kończy, a ja nie mam za bardzo pomysłu, skąd zdobyć upragniony Clonazepam, czy Xanax (?) wtedy zaczynały się „kombinacje alpejskie”, skąd, gdzie itd (?) Masę energii w to musiałem za każdym razem wkładać, energii, którą mogłem spożytkować na zupełnie inne rzeczy.

  • ukrywanie leków w jakimś miejscu (skrytce) w domu znanym tylko uzależnionemu, chowanie przed pozostałymi domownikami, po to by np ukryć przed nimi fakt przyjmowania znacznie większych dawek, niż przepisane lub w ogóle zataić wiedzę o ich przyjmowaniu (np po okresie abstynencji), lub posiadaniu jakichś zapasów.. Chowanie pomiędzy kartkami książek stojących na regale lub w zamykanej na klucz kasetce, teczce na szyfr.. Poniewieranie się pustych pudełek, opakowań w różnych mniej lub bardziej widocznych miejscach lub w garderobie,

  • nie rozstawanie się z lekiem choć na chwilę, szczególnie w stresujących, lękotwórczych sytuacjach, noszenie go stale przy sobie, w teczce, torebce, w kieszeni, w portfelu (znam dziewczynę, która trzymała leki za stanikiem i gdy musiała je dobrać, odwracała się pod byle pretekstem tyłem i dyskretnie po nie sięgała.),

  • rozwój uzależnienia psychicznego (psychologicznego), czyli silne, wewnętrzne przekonanie, że leki uspokajające (benzodiazepiny) są konieczne do leczenia, życia, funkcjonowania. Leki zaczynają zajmować szczególne miejsce w życiu uzależnionego, powoli dominują jego rzeczywistość i szybko stają się jego „najlepszym przyjacielem”, panaceum na każdy problem! Nic innego nie jest w stanie pomóc uzależnionemu, gdyż ma on tak poważne problemy lub nieuleczalną nerwicę, że nie ma dla niego żadnej nadziei, jest skazany na przyjmowanie leków do końca życia (przerabiałem to wielokrotnie). Tutaj  jednak zwrócę uwagę na jeden aspekt:

    a) faktem jest to, że do niedawna leczenie lęku, napadów paniki w nerwicy, czy fobii polegało głównie na wykorzystaniu leków antydepresyjnych nowej generacji SSRI, SRNI, benzodiazepin, leków antydepresyjnych starej generacji lub niektórych neuroleptyków. Leczenie psychoterapią było jeszcze wg mnie słabo rozpowszechnione i mało dostępne (wydaję mi się,że wciąż z tym słabo, choć już dużo lepiej). Biorąc pod uwagę też to, że w przypadku osoby, która wcześniej zażywała długo konkretne dawki benzodiazepin, leki SSRI wydają się dla niej być zupełnie nieskuteczne, to rzeczywiście może pojawiać się przekonanie, że nie ma innego wyboru jak dalsze kontynuowanie zażywania benzodiazepin (sam tak miałem, tym bardziej, że zaczynałem swoje leczenie 20 lat temu i nikt wtedy nie oferował mi innego rodzaju leczenia)

  • zażywanie dodatkowej tabletki / tabletek leku (na wszelki wypadek) przed jakimś bardziej niż zwykle stresującym wydarzeniem, jak również sporadyczne zażywanie dodatkowej dawki benzodiazepin bez specjalnego powodu (np wieczorem), aby JESZCZE lepiej się poczuć, odstresować, zrelaksować, znieczulić po trudnym dniu (przerabiałem)

  • utrata kontroli, czyli nieumiejętność korzystania z leków uspokajających (benzodiazepin) i nasennych w sposób doraźny, sporadyczny, raz na jakiś czas, nieudane próby utrzymania abstynencji.. Wielokrotnie próbowałem odstawić leki, przerwać ich systematyczne zażywanie, niestety bezskutecznie.. Czasem, mając całe pudełko uspokajaczy przy sobie lub w domu próbowałem brać je tylko doraźnie, przekonując się, że skoro je mam i mogę w każdej chwili zażyć i obiecując sobie, że wezmę tylko wtedy, kiedy naprawdę będę musiał, niestety prędzej, czy później kończyło się na regularnym braniu. Myślę, że główną tego przyczyną, oprócz uzależnienia, była niewyleczona fobia społeczna, na którą w dalszym ciągu cierpiałem i każda próba odstawienia leków kończyła się nawrotem nerwicy połączonym z objawami abstynencyjnymi..

  • dbanie o to, by mieć stały zapas leków, uzupełnianie go z dużym wyprzedzeniem, 

  • coraz większa koncentracja wokół leków (benzodiazepin), aby je zdobyć, aby je mieć, gdy zabraknie leku osoba uzależniona traci subiektywne, ale bardzo silne poczucie bezpieczeństwa, wszystko inne schodzi na dalszy plan, potrzebuje ich na skutek rozwoju tolerancji coraz więcej, by móc się uspokoić, wrócić do „równowagi”..Więcej leków, a więc więcej wysiłku, więcej lekarzy do obskoczenia, więcej kłamstw, bajek do wymyślenia, więcej pieniędzy do zarobienia, pożyczenia, by zapłacić za kolejne wizyty

    Pomimo dużej ilości przyjmowanych swojego czasu leków (rozwój tolerancji) nie sięgnąłem dna (tak sądzę) w typowym tego słowa znaczeniu, choć to pojęcie jest czymś bardzo indywidualnym dla każdego człowieka, gdy miałem zapas leków funkcjonowałem, żyłem „jakimś” życiem (nigdy nie brałem leków po to by się „naćpać”,czy doznać jakiegoś haju, zażywałem je tylko po to by usunąć stany lęku i napięcia) ale jak kończyły się leki sprawą priorytetową stawało się ich zdobycie, po prostu traciłem równowagę emocjonalną, byłem przerażony, rozdrażniony, zdenerwowany, dopuszczałem się patologicznych zachowań.. Odzyskiwałem ją dopiero, gdy w garści trzymałem receptę

  • doctor shopping„, czyli w wolnym tłumaczeniu wspomniane przeze mnie powyżej „zakupy u lekarzy”, gdy pierwotne dawki leków już nie wystarczają i potrzeba ich znacznie, znacznie więcej (rozwój tolerancji).. Chodzi tu o regularne korzystanie z usług kilku lekarzy najczęściej na zasadzie wizyt prywatnych, którzy wzajemnie nic o sobie nie wiedzą, więc nie mają wiedzy jaką w rzeczywistości dawkę leku pacjent przyjmuje ( często praktykowany sposób zdobywania leków u wielu osób), jak również bardzo pomysłowe, zmyślone, aczkolwiek bardzo wiarygodne historie typu np “leki podebrała mi moja nastoletnia córka” “receptę wyrzuciłam przez pomyłkę do kosza na śmieci razem z reklamówką po zakupach ,następnego dnia śmieci już nie było” “kradzież zakupów w centrum handlowym”..(prof Heather Ashton)

  • realizacja większej ilości recept na leki uspokajające (benzodiazepiny) lub nasenne w różnych aptekach, ze względów bezpieczeństwa, aby uniknąć podejrzeń i wpadki..

    Tak bardzo wstydziłem się swojego nałogu, że pilnowałem się, by nie odwiedzać tych samych aptek zbyt często, doszło do tego, że brałem już tyle leków, że musiałem zacząć prowadzić swoisty „grafik” odwiedzanych aptek, by nie trafić do tej samej 2-3 razy z rzędu..

    Ważne też dla mnie było dbanie o pozory, czyli nienaganne ubranie, wygląd, odpowiednia poza, pewny sposób wysławiania się, kulturalne zachowanie, wszystkie te zabiegi po to, by nikt nigdy przypadkiem nie pomyślał, że mogę mieć problem z lekami, jak również oszukiwanie samego siebie, że nie jestem „ćpunem”, ja nie „z tych”..

  • zdobywanie leków w sposób nielegalny, czyli czarny rynek, zakupy w sieci po znacznie wyższych cenach, kupowanie u dealerów narkotykowych, którzy podobne też już mają benzodiazepiny w „swojej ofercie” lub u różnych podejrzanych „dostawców leków”, którzy mają te leki prawdopodobnie z przemytu..W niektórych krajach takich jak Grecja, czy Chorwacja benzodiazepiny sprzedawane są bez recepty

  • samowolne zwiększanie dawek leku bez konsultacji z lekarzem, w związku z rozwojem tolerancji (oczywiście przerabiałem to),

  • robienie eksperymentów, czyli typowe chyba dla każdego z nałogów chemicznych kombinowanie, różne „wynalazki”, co z czym zażyć, aby wzmocnić moc działania, szczególnie wtedy, gdy leki psychoaktywne na skutek rozwoju tolerancji tracą swoją moc działania (popijanie leków alkoholem, który synergizuje działanie benzodiazepin)

  • sytuacja, gdy nasi bliscy, ewentualnie ludzie z najbliższego otoczenia zauważają i zwracają nam uwagę na temat nadmiernej ilości przyjmowanych, przez nas leków uspokajających (benzodiazepin) lub leków nasennych , najczęściej z troski (moi bliscy wiedzieli o tym,że zażywam leki uspokajające, nie mieli jednak świadomości jak wysokie dawki przyjmuje, nie zdawali też chyba sobie sprawy, że jestem uzależniony, nikt z nas przez długi czasu nie zdawał sobie z tego sprawy

  • nadmierna uspokojenie, senność, niewyraźna mowa, zaburzenie koordynacji ruchów, widoczne problemy z pamięcią i koncentracją, spowolnienie, apatia, zaburzenia równowagi lub przeciwnie, nadmierne odhamowanie, euforia, agresja, dziwne pomysły, nieprzewidziane zachowania..(miałem prawie je wszystkie w różnym nasileniu i w różnych okresach), zaprzeczanie problemowi

  • silne zaprzeczanie problemowi, szczególnie obecne na początku lub przed rozpoczęciem leczenia, to część mechanizmu „iluzji i zaprzeczeń”  charakterystycznego dla choroby nałogowej