UA-43269020-1

file0001556615678-crop-gotowe
Bywa też tak (spotkałem się z tym), że lekarz wypisujący nam jakieś leki uspokajające (lub nasenne) z grupy benzodiazepin informuje, czasem tylko delikatnie sugeruje, że po ich zażyciu nie powinno się w zasadzie prowadzić samochodu, ani obsługiwać urządzeń będących w ruchu, a przynajmniej do czasu, kiedy uzyskamy pewność, że lek nie działa niekorzystnie na nasze zdolności psychomotoryczne, co daje nam mylne poczucie, że lekarz nam “pozwala” prowadzić samochód przy zachowaniu jakiejś tam względnej ostrożności i przekonaniu się, że jest ok, jednak prawda jest taka, że jeśli siądziemy za kierownicą po benzodiazepinach, to zrobimy to wyłącznie na swoje własne ryzyko, bo w razie jakichkolwiek problemów odpowiadamy my, nie lekarz! 

Patrząc z innej perspektywy nie każdy kierowca zdaje sobie sprawę z tego, że benzodiazepiny obniżają nasze zdolności psychomotoryczne, jak również działają silnie na nasz układ nerwowy w ten sposób, że tłumią negatywne emocje, a biorąc pod uwagę uczucie jakim jest lęk, strach, który w nadmiarze bezsprzecznie jest przykry i niepożądany, to w rozsądnej, zdrowej dawce chroni nas przed robieniem głupstw! Jest częścią zdrowego rozsądku i zwykłej ostrożności. Jeśli np gonił by nas rottweiler, a my silnie „znieczuleni” lekami tłumiącymi objawy lęku i strachu, nie bylibyśmy w stanie realnie ocenić grożącego nam niebezpieczeństwa i nie zareagowali byśmy w porę uciekając na drzewo ..hmm, moglibyśmy stracić jakąś część ciała


Zdarzało mi się często być zbyt “odhamowany” jeździłem wtedy brawurowo i zbyt szybko, łamiąc niekiedy podstawowe zasady ruchu drogowego (brak strachu).., pewnego razu przekraczając dozwoloną prędkość, do tego wykonując manewr wyprzedzania na ciągłej linii i przejściu dla pieszych nawet nie zauważyłem ,że goni mnie radiowóz policyjny (na światłach), byłem przekonany,że gonią kogoś innego, no bo mnie (?!), nigdy nie miałem tego typu problemów, jakichś problemów z prawem.. minęło trochę czasu zanim dotarło do mnie w ogóle, że jadą za mną, no i suty mandat (6 punktów karnych), policjant był wściekły..


Moje szczęście, że Policja wtedy nie miała testów na obecność benzodiazepin lub nie były chyba jeszcze rozpowszechnione, gdyby wykryto u mnie we krwi, podczas jakiejś kontroli obecność leków benzodiazepin,  być może zabrano by mi prawo jazdy, co by mogło się równać z utratą pracy, która wtedy opierała się przede wszystkim na mobilności i prowadzeniu auta, a gdybym tak spowodował jakiś wypadek i kogoś poważnie skrzywdził lub zabił, to nawet nie chcę o tym myśleć teraz ! Wyrzuty sumienia do końca życia pewnie wykończyły by mnie emocjonalnie i psychicznie, o odpowiedzialności karnej to nawet nie wspomnę..Sądzę, że w tych czasach zwracano głównie uwagę, na jakieś podejrzane zachowania lub konkretny, trudny do ukrycia zapach alkoholu..


Obecnie,z tego co się orientuje, policyjne narkotesty posiadają zdolność wykrywania benzodiazepin w organizmie (także innych, niektórych leków), nawet do 24 h od momentu ich zażycia, co akurat mnie osobiście nie dziwi, bo T o,5 (okres półtrwania leku, po którym jego stężenie w ustroju spada o połowę) dla przykładu To,5 Clonazepamu = 18-50 h, Xanaxu (Alprazolam) =6-12 h , Lorafen =10-20 , Cloranxen (Tranxene) = 30-200 h !! ..


A pro po narkotestów ,tak dla ciekawostki napiszę, że jakiś czas temu dowiedziałem się, od kolegi, przebywającego w Anglii, że tam, podczas przyjmowania nowych pracowników do pracy w Tesco wykonuje się standardowo testy na obecność zarówno narkotyków, jak i benzodiazepin.

Mandatów, które otrzymałem było sporo, kiedyś wpadłem w tym samym miejscu, u tych samych policjantów w ciągu 1 weekendu ! najpierw jadąc w jednym kierunku, a później w drodze powrotnej (prędkość) ..Mam też na swoim koncie dwa wymuszenia pierwszeństwa z drogi podporządkowanej (źle oceniłem odległość od nadjeżdżającego samochodu), zaliczonych kilka naprawdę dużych dziur, na poza miejskich drogach, gdzie ze względu na dużą prędkość i może kiepską zdolność uwagi nie udało mi się w porę zarejestrować i wyhamować..,również jedna kolizję z indykiem, który ku mojemu zdziwieniu wyszedł z tego bez szwanku, czego nie można było powiedzieć o mojej tablicy rejestracyjnej (znalazłem ją kilka metrów dalej )..